• Wpisów:62
  • Średnio co: 30 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 13:49
  • Licznik odwiedzin:12 552 / 1908 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie kochani ! <3
Miałam wrócić do pisania dopiero w styczniu, ale pomyślałam, że zrobię wam niespodziankę i zacznę teraz
Mam nadzieje, że się cieszycie i będziecie czytać moje bezsensowne opowiadania <3
A więc za chwile pojawia się postacie i pierwszy rozdzialik
Naprawdę cieszę się, że znów jestem z wami
Hehe, ok nie będę się rozpisywać <3
To moj nowy blog ---- > czekoladovee.pinger.pl
<3
  • awatar FOR SALE ♡: *Serdecznie zapraszam do siebie. Organizuję pinger'owy sklep z ubraniami, kosmetykami i dodatkami, naprawdę tanio!*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zabawa, do której nominowała mnie genialne i fenomenalna Special Girl ♥, prowadząca wspaniałego bloga


Pyt.:
1. Czy masz rodzeństwo?
*niestety tak...*
2. Ulubiony napój?
*frugo i tymbark... choć ostatnio nie wiem czemu pije Kubusia Buahahaha*
3. Kosmetyk, bez którego nie możesz żyć?
*Tusz do rzęs i korektor pod oczy, obowiązkowo!*
4. Co robisz gdy jesteś wściekła?
*krzyczę*
5. Czy wierzysz w duchy itp.?
*hm... niezbyt*
6. Czy są w twoim życiu osoby, których nienawidzisz?
*nienawidzę to za ostre słowo... może nielubie*
7. Za co (mimo wszystko) lubisz szkołę?
*za możliwość dogadania nauczycielą i spotkania z przyjaciółkami*
8. Kiedy zaczynasz ferie?
*yyy... chyba w styczniu.. *
9. jak minęły święta?
*nijak, nic niezwykłego....*
10. Jakie plany na sylwestra?
*na razie żadne*

Ok, teraz moje pytania do was
1. Jakie masz 2 imię? (jeśli je masz)
2. Ulubiony serial?
3. Hobby, o którym nie wiedzą twoi znajomi?
4. Co dostałaś/eś na święta?
5. Bez czego nie ruszysz się z domu?
6. Masz przyjaciółkę?
7. Jaki kolor kojarzy ci się z nią?
8. Potrawa, której nienawidzisz?
9. Lubisz mandarynki?
10. Pizza vs. Hamburger?

wiem, pytania beznadzieje, ale... wiece pusta głowa
Heheh, a teraz nominacje:
http://fanka1d.pinger.pl
http://niki191098.pinger.pl/
http://specialgirl.pinger.pl/
http://jedenxkierunekxonexd.pinger.pl/
http://vanessa1.pinger.pl/

<3
  • awatar Gość: Pozwól, że się pobawię xd 1. Elżbieta ;D 2. Pamiętniki Wampirów <3 3. Hmm chyba żadne xd 4. 2 sweterki, bluzkę, komin, pieniądze, kolczyki, perfum, wisiorek, kapcie xd 5. Ubrań xd no i telefonu. 6. Oczywiście. 7. Fioletowy ;) 8. Jest kilka takich m.in. grochówka blee 9. Uwielbiam ^^ 10. Pizza Marzena
  • awatar Black.flower: Już piszę:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hejka
Postanowiłam, za męczącą namową mojej kochanej przyjaciółki Dżagody, która prowadzi bloga Mini waariatkowo ;D wrócić do pisania bloga..
Powiem wam tylko tyle, że nie od razu... Najwcześniej po świętach
Mam nadzieje, że mnie nie opuściliście i nie opuścicie
Uwielbiam was :>
<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Naprawdę przepraszam, że nie czytam i nie komentuje waszych wpisów. Nie mam czasu, ogólnie hujowo...
W tym tygodniu postaram się wpaść do wszystkich i zobaczyć co nowego wstawiliście ;P

A teraz taki mały szczegół o którym już pewnie wszyscy wiedzą, jak zwykle jestem opóźniona...
Normalnie nie mogę w to uwierzyć! I wcale nie wierze by chłopcy zrobili coś takiego.... Kiedy to przeczytałam -->http://twitlonger.com/show/k6tl0v po prostu mnie zatkało...
Kto wymyślił takie coś przepraszam bardzo? Na serio to nienormalne... Choć zaczęłam wątpić co do Eleanor/ Christiny Calder, kiedy zobaczyłam ten wpis ... http://blogoonedirectionbloganki.blogspot.com/2012/12/eleanor-calder-x2.html ... Wyglądają zupełnie innaczej i w ogóle... Nie wiem za bardzo co o tym myśleć, lecz sądze, że to jedna pieprzona plota... Choć może nie wszystko...
I zastanawia mnie jedna rzecz.. Kim był gościu z omegle i dlaczego pisał takie rzecz? Skąd niby tyle wie o One Direction....
______
A pomijając to całe gówno na górze, to jestem mega zmęczona i zaraz chyba padnę... Jestem już bez snu ponad 40 godzin, nie licząc godzinnej drzemki którą uciełam dobie o 16... Miałam w piątek w szkole biwak... był on dosyć niecodzienny. Zaczął się o 17, wszystko spoko, bo mieliśmy na początku mieć próbę na wieczorek wigilijny. Próbę chórku mieliśmy jakoś do 22, a później rozeszliśmy się do klas by przygotować się do 'spania' Oczywiście, z dziewczynami wzieliśmy jak najdalej.. Nagle P. ( gościu z którym śpiewamy) powiedział, że jeśli zrobimy jeszcze jedną próbę i wszystko będzie ładnie pójdziemy grać w siate... ok, w takim razie zaczeliśmy próbę o 1 w nocy... z dziewczynami oczywiście napoje energetyczne O 2 poszliśmy grać w siatkę (oni poszli, ja czytałam książkę siedząc na widowni) , a o 3 znów próba... Około 4 pani wygoniła nas mówiąc, że mamy iść spać... dziewczyny włączyły jakiś film z Seleną Gomez.... a ja słuchałam jak O. śpiewa sobie na korytarzu i czytałam książkę... W ogóle musiałabym was nieźle zanudzić, gdybym chciała opowiadać co dalej, poza tym, oczy mi się już zamykają więc spadam...
Ach no i Boże, prosze o sen z One Direction!
<3
  • awatar Najarana szczęściem ;D: fajny ;3
  • awatar Gość: Ha^^ całkiem jak ja na ognisku u koleżanki ;) nie spałam wtedy 48h ;D i jakby nie to że na następnu dzień musiałam być wyspana i 'trzeźwa' umysłem to pewnie nie spalibyśmy kolejne 12 h no ale nasza 40 minutowa drzemka niestety zaprzepaściła wszystko. Xd Marzena
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Zrób wpis, w którym opiszesz co tam jeszcze się działo na tym biwaku ^^ Biedna.. ja bym dawno padła z braku snu.. dobra jesteś :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wiecie co? Wszystko przemyślałam...
To jest do dupy. Nie będę piać następnego opowiadania, no chyba, że w przyszłe wakacje.
Bardzo was przepraszam, ale... długo nad tym myślałam.
Ostatnio bardzo opuściłam się w nauce, jestem ogólnie przybita... Jestem po prostu beznadziejna...
Nie robie nic poza opierdzielaniem się i zajmowaniem głupotami, które nie przydadzą mi się w przyszłości.
Kojelnym przykładem mojej głupoty, jest to, że zamiast uczyć się jutro do sprawdzianu, na którym bardzo mi zależy... to siedzę na pingerze i tt....
Naprawdę was przepraszam, ale uznałam, że w końcu muszę zająć się nauką i .. rodziną.
Pamiętajcie że kocham was!
<3
  • awatar Gość: Nie no, nie no, niee no . ;( Ale to jest takie wspaniałe ! :< Jprdl . -.- Porypana nauka . ; / Kurde no . :( Bd tęsknić, pamiętaj *KOCHAMY CIĘ*! <3 ♥ Wracaj szybko . < 3 ; * !
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: My też Ciębardzo kochamy ;* zajmij się teraz szkołą, a może jak już trochę ogarniesz wrócisz z opowiadaniem :) tamto na prawdę było cudne ;*
  • awatar 'o9 ∞‏: Naprawdę przykro mi z tego powodu . Jednak Cię rozumię i mam nadzieję że wrócisz do nas szybko :* ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 

Rozdział XXXIX
Becka włożyła resztę kanapki do buzi i na bosaka pobiegła otworzyć drzwi. Nie spodziewała się nikogo, co więcej ze względu ma swój wygląd wolałaby by był to tylko Justin, który zapomniał kluczy. Miała na sobie zwykłą białą bokserkę i czarne dżinsy. Włosy miała spięte w niechlujną koka.
Otworzyła drzwi przełykając to co miała w buzi.
-Liam.. - westchnęła. - Co... co ty tu robisz?
Ostatnio kiedy widzała się z chłopakiem, przywiózł on Nikol, trzy dni temu... I nie spodziewała się go.
-Hm... Ja.. chciałem się z tobą zobaczyć.
-Och - wykrztusiła tylko.
-Czy ja.. .mogę wejść?
-Oczywiście.
Otworzyła szerzej drzwi, przepuszczając Liama. Obróciła się do niego i wskazała głową na schody. Chłopak ruszył przodem, przez co Bec mogła podziwiać jego fantastyczny tyłek...
O czym ty myślisz, kobieto!, zganiła się w myślach i natychmiast odróciła wzrok. Kiedy tylko znaleźli się w pokoju dziewczyny, Liam nachylił się nad leżącą w łóżeczku Nikol. Bec stała w drzwiach, czując, że do oczu znów napływają jej łzy. On.. kochał małą, równie mocno jak ją.
Chłopak podniósł się i uśmichnął do Becki.
-Szybko rośnie. - powiedział dumnie. - I jest równie śliczna co jej mama.
Kąciki ust Bec podniosły się lekko. Miała ochotę podejść do niego i go przytulić...
-Liam... - zaczęła. -Ja...
-Mogę cię przytulić? - przerwał jej.
-Co? Czemu o to pytasz? - spytała zdziwiona.
Bec nie mogła dłużej znieść tego napięcia między nimi. Stawało się to coraz bardziej niezręczne i głupie.
Dziewczyna westchnęła i podbiegła do Liama mocno się do niego przytulając. Ździwiony chłopak nie ruszyał się, jakby nie chciał stracić tej chwili.
-Przepraszam! - szepnąła w jego koszulkę - To głupie, ja jestem głupia. Pewnie masz już dość moich ciągłych chumorków....Naprawdę chcę by między nami wszystko w pożądku, ale jeśli już ci się przejadłam to...
-Przejadłam? - przerwał jej Li - Kochanie, skąd wzięłaś takie słowo? Kocham cię rozumiesz - objął ją mocno ramionami. - I nigdy nie prrzestane! Nie jesteś głupia, kochanie, to ja byłem idiotą robiąc... te wszystkie rzeczy.
Bec podniosła do góry załzawioną twarz. Li patrzył na nią poważnie, jak nigdy w życiu.
Powoli pochylił się nad nią, a kiedy jego usta znalazły się pare centymetrów od jej warg, wyszeptał: 'KOCHAM CIĘ'. Następnie złączył ich usta w miękkim pocałunku. Nieśmiało, jakby do nikąd się nie spieszyli.
W tym momencie przerwała im Nikol, która nagle obudziła się. Zaczęła coś mruczeć pod nosem, a kiedy zobaczyła tatę wyciągnęła rączki.
Liam zaśmiał się i wyjął małą z łóżeczka. Pocałował ją w policzek, po czym podszedł do Bec i objął ją ramieniem.
-Jesteście całym moim życiem ! - westchnął cicho.
-Wy moim także - szepnęła i wtuliła się w jego ramie.
No cóż wygląda na to, że jednak będzie musiała z kimś dzielić się Liamem. Dobrze chociaż że drugą najważniejszą dziewczyną w życiu Li jest Nikol...


-Dobra, ludziska, uśmiechnijcie się! - zawołał Lou i pstryknął kolejne zdjęcie.
-Chyba mamy ich dosyć - westchnęła Becka - Sfotografowałeś wszystko co było w zasięgu twojego wzroku i to po kilkanaście razy.
Louis pokazał jej tylko język i znów wrócił do swojego zajęcia. Chwile później dzwonek do drzwi znów zadzwonił, więc Bec pobiegła otworzyć.
-Zayn! Weronika! - zawołała i uściskała ich.
Od kiedy po razu drugi dziewczyny spotkały się i wyjaśniły sobie wszystko, zostały najlepszymi przyjaciółkami. Oczywiście Bec nie olała Carly i Wery. One także polubiły nową dziewczynę Zayna.
-Cześć, chyba się nie spóźniliśmy? - zapytał Zayn.
-Nie, oczywiście, że nie, wejdźcie!
Bec razem z Liamem zorganizowali imprezę urodziną dla swojej córki. Mała kończyła już dwa latka, a rodzice byli z niej bardzo dumni.
Zayn od razu zauważył jubilatkę, uśmiechnął się i podbiegł do Nikol. Zabrał dziecko Niallowi, który tak bardzo zainteresował się małą, że do tej pory nie krążył wokół tortu i lodówki niczym sęp.
-Hej! - zawołał Niall. -Ja się z nią bawiłem! Ona jest moja!
-Nieprawda - wtrącił Liam, podchodząc do Zayna- Jest moja.
I zabrał dziecko chłopakowi. Malik wydawał się wielce niezadowolony, choć, kiedy tylko Liam odszedł z dzieckiem, od razu znalazł się przy Weronice.
-Bec! Choć tutaj! Szybko! - zawołał Li z kuchni.
Dziewczyna ze zmarszczonym czołem wbiegła do pomieszczenia, jednak kiedy zobaczyła uśmiechniętego Liama zdała sobie sprawę, że nic złego się nie stało.
-Co się dzieje?
Li spojrzał na nią z łzami w oczach.
-Powiedziała: Kocham cię, tato... Becka! - przytulił ją mocno. - Powórzysz to co mówiłaś do mnie? - zapytał NIkol.
-Kofam tata i mama! - oznajmniła radośnie Nikol.
Bec uśmiechnęła się do Liama i mocno się do niego przytuliła. Zapowiadało się wspaniale...

______________
Tak bardzo was przepraszam....
Nie wiem czy zauważyliście, ale to koniec tego opowiadania..
Po prostu gdybym wysiliła sie na te dwa trzy, rozdzialii, to były by one okropnie nudne jescze nudniejsze niż ten..
Tak więc to ostatni rozdziali...
Wybaczcie że taki do bani i w ogóle... wiele nudą.. wiem.
<3

_____________
Zapowiadam, że jutro około, godziny 16 pojawi się link na mojego nowego bloga, niestety ten muszę opóścić..
Od razu wstawie pierwszy rozdzialik ;P
Uwielbiam was, i mam nadzieje, że mimo iż zakończyłam beznadziejnie to opowiadanie, to będziecie ze mną i przeczytacie kolejne..
Buahaha, a teraz będę okrutna i nie zdradzę o kim będzie opowiadanie.. ;P
Już wszystko opracowałam itp.
*Więcej info, jutro, jak powiedziałam ok. godz. 16.*
Kocham was! ;]
<3
  • awatar Enjoy the present ♥: świetne <3 zapraszam do siebie, piszę opowiadanie będzie mi bardzo miło jeśli wpadniesz przeczytasz i skomentujesz :*
  • awatar Don't Run Away: Awwwwwww.... Taki wzruszający :D A Nikol.... Kochana :D Jej... To opowiadanie było cudowne :> Nie mogę się doczekac kolejnego :D
  • awatar Gość: No nie ; ( jak to koniec ;( No nic czekam na jutrzejsze opowiadanie ;D Rozdział jak zwykle piękny *.* Czekam na jutro ^^ chyba jak wszystkie :D Agata
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział XXXVIII
-Co? Ale... oczywiście kochanie... Jesteś jednak pewna, że chcesz to zrobić?-zapytał Liam marszcząc czoło.
-Tak... chce ją pozonać.
-Skoro tak sobie życzysz.. - powiedział i lekko przsunął się do niej.
-Liam! Miałabym jeszcze jadną proźbę - pochyliła głowę i westchnęła cicho. - Ja... Chciałabym byś... nie dotykał mnie..
-Och - powiedział rozczarowany.
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj! - powiedział i wyszczerzył zęby.
Becka spojrzała na niego. Wydawał się teraz taki beztroski. Dziewczyna też czuła się inaczej... Na pewno lepiej. W końcu pogodziła się z Liamem. Może nie do końca, ale cieszyła się chociaż z tego.
-Wiesz powinnam już jechać... Odbiorę Nikol wieczorem - powiedziała Becka i zgryzła wagę by nie palnąć niczego.
-Hm... Jeśli chcesz mogę ją przywieść sam... Pewnie i tak dzisiaj się do niej nie dostanę, bo Louis i Niall całkowicie przejeli role wójków...
I wtedy Bec po raz pierwszy od ich rozstania zaśmiała się do niego... Czuła się szczęśliwa, że zrobili wspólnie ten jeden mały, ale bardzo dla niej ważny krok.
-Dozobaczenia - powiedziała i obróciła się chcąc wyjść.
Jednak po dwóch krokach zatrzymała się i wróciła, przytulając się mocno do Liama. Tak bardzo tęskniła za jego ramionami, które dawały jej bezpieczeństwo.
Po kilku minutach dziewczyna odsunęła się i nie patrząc na chłopaka, wyszła z kuchni. Szybko wyszła z domu i pobiegła do auta w którym czekał znieceirpliwiony Jared.
Chłopak nie odezwał się ani słowem. Po prostu odpalił silnik i ruszył. Becka też za bardzo nie wiedziała jak zacząć rozmowę. W tym momencie całe jej myśli wędrowały wokoł Liama.
-Liam... mógłbyś mnie podrzucić do Weroniki?
-Aha - powiedział tylko i skręcił gwałtownie.
Dziewczyna nie musiała podawać mu adresu, Wiele razy zawoził ją do przyjaciółki gdzie jak zwykle naburmuszony siedział obok nich... I choć Bec mówiła mu, że nie musi dotrzyywać jej towarzystwa, że może przejść się po mieście, on za każdym razem kręcił przecząco głową.
Kiedy zatrzymali się przed domem Weroniki, Bec spojrzała na Jareda , ktróry odpinał pasy. Położyła rękę na jego ramieniu, by chłopak nie wysiadł.
-Mam proźbę. - powiedziała. - Chciałabym zostać dziś sama z Werą. Zadzwonie po ciebie, gdy będę chciała wrócić.
Po tych słowach, nie dając mu szanse na odpowiedz, odpieła pas i wysiadła z auta. Doszła do drzwi i zadzwoniła. Chwilę później słyszała jak Jared odjeżdża.
-Cześć! - zawołała ucieszona przyjaciółka i przytuliła Beckę. - Nie ma z tobą... jak on ma na imię? Jared, właśnie!
-Nie, wysłałam go do domu..
-Och to dobrze - powiedziała Wera, zamykając za nimi drzwi i prowadząc do swojego pokoju. - Ciągle patrzył się na nas i czułam sie... dziwnie.
Przyjaciółki usiadły na łóżku Weroniki. Bec przez cały czas przyglądała sie dziewczynie, która nadawała jak katarynka. Była taka beztroska i piękna.
-Becka?
-Yyy.. Tak? - dziewczyna wyrwała sie z zamyśleń.
-Słuchasz mnie?
-Oczywiście - skłamała.
-To o czym mówiłam?
-O... tym, że Jared cie irytuje.
-Nieprawda. Bec co się dzieje?
Rebecka westchnęła i przygryzła dolną wargę.
-Nic.
-Przecież cię znam i widzę, że nie jesteś dziś sobą.
Becka westchnęła po raz kolejny. Przecież po o tu przyszła, powiedziać Weronice jaka jest durna, że stawia pieprzone warunki, kiedy tak na prawdę chciała poprostu mu wszystko wybaczyć. Ża chce spotać się z dziewczyną, która spała z Li.. nawet nie wiedziała dlaczego. Ta myśl naszła na nią...
-No? - mruknęła zniecierpliwiona przyjaciółka.
-Spotkałam się dzisiaj z Liamem. - zaczęła.- My... Zaczęliśmy rozmawiać... Ja nie wiem nawet kiedy, po prostu powiedziałam, że wybacze mu, gdy spotkam się z Sereną...
-Co? - wykrzyknęła Weronka - Ale po co?
-Sama nie wiem... To pierwsze co wpadło mi do tego pustego łba...
Weronika przytuliła dziewczynę. Z oczu Becki płynęły gorące łzy. Żadna z nich nie odezwała się.

Kiedy Bec wróciła do domu, od razu wpadła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i zdjęła bluzkę rzuciając ją na podłogę. Otworzyła szefę i zaczęła szukać czegoś do ubrania.
Wyjęła z niej zwykłą białą bokserkę. W poszukiwanu jakś spodni dotarła na sam dół szafy, gdzie znalazła mały zeszycik. Westchnęła cicho przypominając go sobie. Zapisywała w nim wszystko, co znalazła się w jej głowie.
Otworzyła go na pierwszej stronie, na której była zapisana jedna z jej pierwszych pisoenek. Przewróciła pare kartek dale, gdzie znalazła jej pierwsze spotkanie z Liamem. Spojrzała na datę... Wprost nie mogła uwierzyc, że minęło tyle czasu.
12 września 2012r.
" Jakiś debli wpadł na mnie wylewając na moją ulubioną bluzkę colę. Co prawda był przystojny i słodki, kiedy zaczął się jąkać i przepraszać. Naskoczyłam wtedy na niego drząc się, sama nie wiedziem czemu to zrobiłam. Próbował później zatrzymać mnie i umówić się na randkę, ale wolałam nie zadawać się z gościem, który był gwiazdą.
Tak, to prawda. Chłopak ma na imię Liam Payne i jest członkiem zespołu One Direction. Dupek powiedział mi to chcąc chyba zaimponować, lecz ja zareagowałam zupełnie inaczej. Myśli, że jest gwazdą to może wylewać colę, na bezbronne dziewczyny?
Jednak wciąż nie mogę zapomnieć o jego ciepłych oczach i uroczym uśmiechu [..]"

Becka poczuła łzy w oczach, jednak uśmiechnęła się lekko. Zakochała sie w nim już pierwszego dnia. I choć ta miłość sprawiła jej tyle bólu, nie żałowała tego.

14 września 2012r.
"Spotkałam go w pizzeri, w której śpiewam. Totalnie zaskoczył mnie kiedy zobaczyła go wchodzącego przez drzwi."

Dziewczyna przewinęła wiele katrek dalej mrugając.

25 września 2012r..
"Ten dupek ma dziewczynę! Nic mi o niej nie powiedział. Myślałam, że zapadnę się pod ziemie, gdy zaczęła go całować. Ma na imię Daniell i może to dziewne, ale bordzo ją polubiłam... Jest taka miła i... piękna"

Daniell... Bec nie wiedziałajej od czasu kiedy przyłapała ją w łóżku z Chadem.. Z tym debliem, od którego wszystko się zaczło. To przez niego, doznała tyle bólu i odsunęła się od Liama...
Łzy spłynęły jej po policzkach gdy przewróciła na ostatnią zapisaną strochę, tuż przed jej wyjazdem.

13 stycznia 2013r.
"Ufam mu. Powiedział, że nieważne jaka droga będzie nas dzielić, będziemy razem. Mimo, iż oboje wyjedżamy, przysięgliśmy sobie, że nic nas nie rozdzieli. [..]
Dziś piszę w tym zeszyciuku po raz ostatni... Za pół roku, gdy wrócę tutaj, do Liama, napiszę wszytko, co się wydarzylo."

Bec drżącymi rękami chwyliła długopis i zapisała datę.
8 marca 2015r.
"Dwa lata temu napisałam, że wrócę by wszystko zapisać... Wszysko spieprzyłam. Nie jesteśmy już razem, choć tak bardzo chce mu wybaczyć.. Może będzie lepiej gdy zaczę od początku.
Przyjechał do mnie na trzy dni. Tak bardzo się ucieszyłam. Poświęcił tyle czasu by spotkać się ze mną. Spędziliśmy cudowne dni razem... Nie mogę także pominąć, że po raz pierwszy kochaliśmy się. Było fantasytcznie..
Kiedy wyjęchał znów poczułam się samotna. Jednak miałam Jareda i Amadeusza, moich najlepszych przyjaciół. Niestety tego drugiego musiałam odpuścić.
Po następnych trzech tygodniech dowiedzialam się... że jestem w ciąży. Czuałam się szczęśliwa, przecież było to dziecko Liama.
Chciałam mu o tym powiedzieć, jednak nie wiedziałam jak... Wtedy się pokłóciliśmy. Niedawno dowiedziałam, się, że Liam zdradził mnie wtedy...
Niedługo później umarł mój dziadek... Ze strony Liama nie było żadnego odezwu, zadzwonił tylko raz by złożyć mi kondolecje.
Wiem piszę mało szczegółowo, ale rozdrapywanie starych raz zbyt mnie boli. Po śmierci mojego dziadka, Jared i Amadeusz dowiedzieli się o dziecku.
Nazwałam ją Niko. Tak to słodziutka dziewczynka. Kocham ją rownie mocno jak jej ojca..
Niedawno wróciłam do Londynu i spotkałam go. Nic się nie zmienił. Słodki i przystojny jak zawsze. Chciał porozmawiać, a ja zrobiłam kolejną głupotę. Chce poznać dziewczynę o imienu Serena, która doprowadziała do mojego zerwania z Liamem. Sama nie wiem, czemu.. Chciałam powiedzieć coś innego, jednak... coś mi odbiło.
A teraz siedzę samotnie przed szafą czekając aż zdarzy się cud i zapadnę sie pod ziemie. "
Bec odłożyła długopis i zmknęła zeszycik. Miała nadzieje, że wszystko poprawi sie... na lepsze.
________________
Wiem, jest nudny i ogólnie do dupy, no, ale moja wena, ostatnio jest na wyczerpaniu..
Chyba już powoli ich pogodzę i za jakoś tak dwa, trzy rozdzialiki, zakończe to opowiadanie..
Mam tysiące pomysłów na następne ;P
Kocham was!
<3

___________
Buhahaaha, dowiedziałam się ostatnio, że w szkole kebeby, są karalne.... Ja jebie...
Ostatnia sytuacja u mnie w szkole, mój kolaga Tomek miał urodziny, więc wzieliśmy jego plecak do damskiej toalety i zrobiłam mu kebaba
Hehe, w ostatniech chwili coś mi odbilo i razem z dziewczynami napisaliśmy na kartce URODZINOWE KUTASY i dokładnie 14 narysowiliśmy ;>
Mina Tomka.... nie do opisania..
Tak wiem, jestem zboczona i nienormalna ;P
Ale rysowanie przeze mnie kutasów na lekcjach, to już taka mała tradycja ;>
<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Moi drodzy kochani czytacze...
Wiecie jak bardzo was kocham?
I pewnie wybaczycie mi to, że nie pojawił się dziś rozdzialik ;P
Wiem, wiem, powinnam wstawić, ale jakoś tak nie miałam dzisiaj czasu...
Mimo, że piątek to jestem ciągle zabiegana.. .;P
Rozdziali obiecuje, że pojawi się jutro!
Na 100% ;]
Będziecie czytać??
<3
  • awatar Gość: No ależ oczywiście, że będziemy czytać . :D Co to wgl za pytanie ? ^^ < 3
  • awatar Don't Run Away: Nie mogę się doczekac :>
  • awatar Gość: Buu ; ( no ale oczywiście, że wybaczymy ; D no i będziemy czytać ; D Czekam. ;) A jeśli można wiedzieć to koło której będzie rozdział ? ; > Pozdrawiam Marzena. ; *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rozdział XXXVII
-Becka.. -szepnął cicho.
Stali sami na środku kuchni. Chłopcy pouciekali do swoich pokoi, Jared czekał na nią w samochadzie, Nikol... tak wałaściwie to nie wiedziała, gdzie jest jej dziecko. Ostatni raz miał ją na rękach Niall... Zresztą nieważne, oni dobrze zajmą się miałą.
Becka nie chciała rozmawiać z Liamem, nie chciała przebywać z nim sama.
-Nie Liam, zgodziłam się przynieść Nikol, nie chce słuchać twoich głupich wyjaśnień.-powiedziała stanowczo i obróciła się.
-Becka proszę cię, porozmawiaj ze mną.
Dziewczyna zacisnęła oczy nadal stojąc do niego tyłem. Nie potrafiła... nie, ona się po prostu bała. Bała, że znów może ją zranić.
-O czym mielibyśmy rozmawiać? - zaatakowała nagle, obracając się w jego stronę i patrząc na niego oskarżycielskim wzrokiem. - Dobrze!
-Och, nawet nie wiesz, jak...
-Była lepsza niż ja? - przerwała mu.
-Co? O czym ty mówisz?
Becka zmróżyła oczy.
-O seksie. Chcesz porozmawiać, proszę bardzo.
-Myślałem, że porzuciliśmy ten temat. - zmarszczył czoło.
-Temat twojej zdrady? Ależ nie rozmawiamy o tym! - rzekła rozgorączkowana.
Splotła ręce na piersi i spojrzała na niego wyzywająco. Mimo, iż górował nad nią wzrostem, dziewczyna nagle pczuła się silniejsza.
-Jej też zrobiłeś dziecko? Ją też porzuciłeś? Och, tak, rozkochujesz a potem rzucasz... - zaczłęła.
-Becka- powiedział cicho, jednak dziewczyna nie dała mu dojść do głosu.
-Myślisz, że wszystko ujdzie ci na sucho, chciałbyś żebym była od tak, na twoje zawołanie! Och, ździwisz się! Nie kocham cię już, co więcej powiem ci, że to co do ciebie czułam to tylko głupie zauroczenie. Tylko raz byłam taka głupia, że się z tobą przespałam i to był mój błąd...
-Bec..
-Choć, wiesz, co? Nie! Nikol nie jest moim błędem, moim błędem jesteś ty! Nie rozumiem co takiego w tobie widziałam! - uniosła ręce do góry i kontynuwoała: - Nic już do ciebie nie czuje, żadnej chemi, żadnego porządania! Jesteś dla mnie nikim i wcale nie...
Nie dokączyła tego zdania, bo Liam chwycił mocno jej ramiona i przyciągnął do siebie. Złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Dziewczyna była oszołomiona więc przez pare sekund po prostu trwała w bezruchu... Chwilę później, rzuciła sie na niego i to dosłownie. Liam trzymał ręce na jej pośladkach, więc kiedy podskoczyła, wystarczyło, by oplotła nogami jego talie.
Nie wiedziała co w nią wstąpiło... I co najważniejsze... nie chciała by to się kończyło. Pożądanie przejęło władzę nad jej umysłem i ciałem. Przycisnęła sie do niego w prowokacjyjny sposób. Nie potrafiła myśleć...
Liam zaczął powoli iść do przodu, wciąż mocno i wręcz brutalnie całując dziewczynę, której... podobało się to. Usadził ją na blacie i wolne ręce położył na tali. Powoli podniósł jej bluzkę i zaczął wędrować rękami po jej pleach.
Przeniósł usta z jej warg na odsłoniętą szyję. Becka jęknęła, kiedy lekko przygryzł jej skórę. Podniosła ręce i wplotła je w jego włosy przyciskając jego głowę mocniej do siebie.
Chciała się z nim kochać. Tak bardzo go pragnęła, wbrew wszystkiemu co powiedziała....
Nagle chłopak bez żadnego ostrzeżenia odsunął się od niej gwałtownie i uśmiechnął się z zadowoleniem, oblizując seksownie usta.
W pierwszej chwili nie dotarło do niej, co się stało. Jej umysł ciągle nie pracował jeszcze sprawnie. Wpatrywała się w niego nieczego nie rozumiejąc.
-Co to za gra, Liam? - zapytała po chwili.
-Nadal uważasz, że mnie nie pragniesz? Nawet jeśli mówisz, że mnie nie kochasz, między nami jest pożądanie, którmeu możesz zaprzeczać, ale to jest daremne. To nie zniknie od tak. A najlepszym na to dowodem jest Nikol. Może wreszcie przstaniesz się boczyć, za coś co nie ma żadnego znaczenia i choć spróbujesz, porozmawiać ze mną normalnie.
Na tym Li skączył mówić. Stał po prostu na ną patrząc. Czekał teraz na jej krok, a ona...
Nie miała kompletnego pojęcia co ma robić. W pomieszczeniu panowała kompletna cisza. Przez pare minut żadne z nich nie odezwało się ani nie poruszyło.
-Ty kompletny idioto! - krzynęła nagle, zalewając się łzami.
Liam najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji, bo spojrzał na nią ze strachem. Bec jednak nie mogła już się powstrzymać. Łzy lały się jej strumieniami, słowa same wypływały z ust.
-Debilu, myślisz, że po tym wszystkim potrafię jeszcze z tobą rozmawiać? Sądzisz że zdrada jest niczym ważnym i każesz mi o tym zapomnieć! - szkochała coraz głoścniej, ledwo mogła wymawiać słowa. - Zrobiłeś to specjalnie? Ten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył, prawda? Chciałeś się po prostu upewnić, czy nadal coś do ciebie czuje? Dobrze Liam, powiem ci coś! Nadal cię kocham debilu, dniami i nocami pragę byśmy w końc byli razem.... Ale nie możesz oczekiwać ode mnie, bym tak po prostu ci wybaczyła. Wiesz co? Nawet marzyłam o tym, byś teraz był dla mnie... inny. Byś próbował zasużyć na mój uśmiech, byś starał się ze wszystkich sił bym ci wybaczyła, byś przynosił mi zwykłe stokrotki z łąki. Chciałam poczuć, że ona nic dla ciebie nie znaczyła. Ale ty wyskoczyłeś z tym pocałunkiem. - dziewczyna spóściła głowę w dół i westchnęła głośno - Jesteś idiotą, Liam! - wyszeptała.
Chłopak nie odezwał się, po prostu patrzył na nią. Nie widziała jego wyrazu twarzy...
-Bec...
Liam wyciągnął rękę by położyć ją na jej ramieniu, ale dziewczyna zeskoczyła z blatu i cofnęła sie.
-Straciłeś swoją szansę. Przepraszam, że nie powiedziałam, ci jakie są zasady... Wybacz...Jutro i tak wyjeżdżam, więc...
Dziewczyna pokręciła głową i obróciła się, chcąc wyjść. Jednak zatrzymały ją silne ramiona Liama. Po prostu objął ją od tyłu, nic więcej. Swoją głowę oparł na jej głowie. Becka ręce miała spuszczone wzdłuż ciała. Nie mogła oddychać i wcale nie chodziło o to, że Liam za mocno ją ściskał...Po prostu przy nim, brakowało jej tchu.
-Jestem idiotą - szepnął - Ale proszę, nie zostawiaj mnie! Tak bardzo cię potrzebuje, tak bardzo kocham.Wszytko będzie tak jak ty chcesz. Zacznijmy początku, proszę! - powiedział nagle.
Przez pare minut żadne z nich nie odezwało się. W końcu jednak Bec odetchnęła ciężko i uniosła troszeczkę głowę. Liam wciąż obejmował ją, choć wmiare upływau czasu jegu uścisk stawał się luźniejszy...
-Mam jeden warunek... - zaczęła cichutko Bec.
Liam uśmiechnął się i obrócił Bec twarzą do siebie.
-Jaki? - zapytał. -Zrobie wszytsko.
Bec wzięła głęboki oddech i powiedziała, coś, co bardzo ździwiło Liama....

__________________
Przepraszam, że taki krótki i beznadziejny...
Jakoś nie miałam weny, poza tym powinnam się teraz uczyć do histori i niemieckiego...ale mi się nie chce ;P
Następny rozdzialik = 16kom.
Wiem że dacie radę ;]
Kocham was ;**
<3
  • awatar Gość: *.* dodaj nowy szyybko. Jest już 16 komentarzy i więcej ; D Lubię to !
  • awatar Belive in Dreams ♥: Przesteniesz w końcu mieszać? no prosze Ciebie. Ty chyba jakaś nie wiem.. kurdee..słów brak. Obydwoje się kochają a Ty nie chcesz żeby oni byli razem. no więc co to za warunek? czekam na nowy rozdział ;* i wg to już jest więcej jak 16 kom :D
  • awatar Gość: Ciekawe co mu powie ^^ czekam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Nominowała mnie kochana Belive in Dreams ♥ ?(http://julek99.pinger.pl/)
Dziękuje ci <3

*1.Jaka jest Twoja ulubiona piosenka?*
-1D 'Little Things' oczywiście ;>

*2.Co byś chciała dostać na święta?*
-Książknę ' Przemyślenia Niekrytego Krytyka' na którą poluje od dawna ;P

*3.Kiedy masz urodziny?*
-W wakacje ;** 7 sierpnia ;>

*4.Oglądałaś "Jesteś bogiem"?*
-Nie, jakoś mnie to nie kręci...

*5.Z kim z pingera najbardziej się zaprzyjaźniłyście?*
-Moja kochana Dżagótko <3

*6.Jakiego radia słuchasz? (o ile wg słuchasz)*
-Nie słucham radia... Chyba że coś mnie natchnie do albo Radio Z, bąć RMF ;p

*7.Masz przyjaciela/przyjaciółkę?*
-Moje kochane dwie Nikole <3

*8.Płaczesz na filmach?*
-Powiem tak: Na 'Titanicu' czy 'Romeo i Julia' kompletnie nie chciało mi się płakać... Pamiętam jednak że kiedyś płakałam na 'Czarodzieje z Waverly Place' kiedy był jakiś długi odcinek, o tym że pojachali gdzieś tam na wakacje i Aleks rzuciła zaknęcie, że chciałaby by jej rodzicę się niegdy nie poznali itp...

Wiem, wiem, jestem szurnięta ;P

*9.Jakie są Twoje ulubione opowiadania na blogu?*
-Hm... Moje ulubione? Jest tego długa lista, a więc:
* http://stolemyheartagain.pinger.pl/
* http://niki191098.pinger.pl/
* http://jedenxkierunekxonexd.pinger.pl/
* http://julek99.pinger.pl/
* http://directioners14.pinger.pl/
* http://mywish.pinger.pl/
* http://fanka1d.pinger.pl/

To jedne z wielu, te z które czytam już od dawna i przyznaje, że są przegenialne! ;P

*10.Jaką książkę polecasz do przeczytania?*
-Yy... Wiem czego absolutnie NIE POLCEAM ---> Krzyżacy....
;/

Ok, odopwiedziałam na pytania więc teraz nominuję:
* http://stolemyheartagain.pinger.pl/
* http://niki191098.pinger.pl/
* http://jedenxkierunekxonexd.pinger.pl/
* http://julek99.pinger.pl/
* http://directioners14.pinger.pl/
* http://mywish.pinger.pl/
* http://fanka1d.pinger.pl/

(wiem, wiem, jestem strasznie leniwa ;] )

Oto pytania:
*1.Wymień 3 rzeczy, bez których nie przeżyjesz?*
*2.Z kim ostatnio zrobiono ci zdjęcie?*
*3.Co robisz, aby szybciej zasnąć?*
*4.Masz chłopaka?*
*5.Ostatnio obejrzany film*
*6.Jakich rzeczy urzywasz codziennie?*
*7.Masz rodzeństwo*
*8.Śpisz z misiem? ;P*
*9.Lubisz czytać?*
*10. Ulubione blogi na pingerze?*

Ok, wiem, jestem leniwa ;>
<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

Rozdział XXXVI
W pomieszczeniu słychać było tylko radosny śmiech Nikol. Panowała niezręczna cisza, niszcząc całą prace Becki nad jej pogodnym nastrojem.
Becka czuła się okropnie. Spędziła ponad godzinę, by zatuszofać ślady po nieprzespanych nocach, na twarzy. Normalnie leżała by jeszcze w łóżku, płacząc w poduszkę. Minęły ledwie trzy dni od ich kłótni, kiedy Liam zadzwonił i oświadczył, że chce zobaczyć się z małą.
Becka, choć niechętnia, zgodziła się. W końcu to także jego córka, więc ma prawo się z nią zobaczyć. Choć bardziej chciała mu pokazać, że niewiele przejeła się jego zdradą. Tyle, że sama nie wiedziała czemu, zabrała ze sobą... Jareda.
Wiedziała, że Liam się wścieknie i miała racje. Gdy tylko otworzył im drzwi, na jego twarzy widziała jedynie smutek, kiedy zaś spojrzał na Jara zrobił się cały czerowny, ale wpuścił ich. Jared trzymał się na uboczu nie bardzo wiedząc jak się zachować.
-Dziękuje, że ją przyprowadziałaś - powiedział cicho.
-Przy okacji. Chciałabym się zobaczyć z chłopcami. - powiedziała z obojętną miną i przeszła obok niego z małą na rękach.
Nikol z zaciekawieniem patrzyła za tatą, czego Becka nie mogła znieść. Czuła że robi się zazdrosna o własną córkę.
-Becka! - zawołał Louis i rzucił się w jej stronę.
Dziewczyna natychamist uśmiechnęła się na widok przyjaciela. Nic się nie zmienił. Spojrzał z zainteresowaniem na Nikol i wyszczerzył zęby.
-A więc to ta słynna księżniczka? - pochylił się ku niej - Jestem wujek Lou... Mogę ją wziąć na ręce? - zapytał, patrząc na nią poważnym wzrokiem.
-Oczywiście - roześmiała się, choć czuła na sobie spojrzenie Liama i Jareda.
Louis wziął małą tak ostrożnie, że Bec miała ochotę się rozpłakać. Pierwsza myśl która przeszła jej przez głowę to, to, że będzie wspaniałym tatusiem. Patrzył na nią z takim zachwytem, zupełnie innaczej niż Jared, którego napawało przerażeniem małe dziecko...
-Yhm... - odchrząchnął ktoś za nią.
Becka obróciła się i pisnęła cichutko. Wyszczerzyła zęby i roześmiała się głośno widząc strój reszty chłopaków... A raczej jego brak..
-To... jesteście kochani - wydusiła i przytuliła ich wszystkich po kolei, dając dodatkowo buziaki.
Harry miał na torsie napisane : " Becka! Dawaj pyska ", Niall trzymał ciasto czekoladowe, a Zayn.... cóż, tak właściwie to w tym momencie poprawiał swoje pasemko, zarzucając włosami i prężył nagą klatę....
-Jared to Louis, Harry, Niall i Zayn - zaczęła ich sobie przedstwiać - Liama już znasz - mruknęła cicho - Chłopcy to Jared, mój kochany przyjaciel.
Chłopy przywitali sie, choć Bece wydawało się, że napięcie w tym pomieszczeniu możnaby kroić nożem... Chociaż to pewnie przez nią i Liama.. Na szczeście Niall, zawsze pełen entuzjazmu, wykrzyknął:
-Jaka ona słodka! - blondyn krzyknął i o dziwo odłożył tort, by wziąć małą na ręce. - Jestem wójek Niall i od dziś będziemy wspónie wyżerać Bece nutelle! - zawołał rozradowany.
Becka roześmiała sie mimo woli i pacnęła Zayna w rękę, widząc że chłopak ma ochotę na ciasto.
-Pogodziliście się? - zapytał od niechcenia Mulat, nie do końca taktownie.
-Ja... my nie... - zaczęła jąkać się Bec.
-Nie jesteśmy razem! - powiedział cicho, lecz stanowczo Liam.
Idiotka!, skarciła się w myślach. Nie pokazuj po sobie słabości!
Becka odetchnęła cicho i przywołała uśmiech na twarzy.
-Nie, już nie jesteśmy razem i nie będziemy - powiedziała, patrząc z przejęciem na tort. - Za tydzień i tak wyjedżam razem z Jaredem - dodała szczególny nacisk na ostatnie słowo i powoli obróciła się by spojrzeć na Liama.
Spodziewała się ujrzeć choćby mały smutek, rozgoryczenie czy zazdrość. Zamiast tego widziała zwykłą obojętność... A to wkurzyło ją i to bardzo. Jednak nie dała po sobie tego poznać, nadal się uśmiechając...
Kątem oka widziała też Jareda, który stał opierając się o framugę drzwi i patrzył na nich obojętnie. Pewnie czuł się niezręcznie.. Niepotrzebnie go zabierała, pewnie wolałby pobiegać niż znajdować się w jednym pomieszczeniu z nimi.
Nagle ktoś objął ją mocno od tyłu i przycisnął do siebie. Bec podniosła głowę i uśmiechnęła sie do Harrego. On też się uśmiechał tylko, że... jakby coś knuł...
Szminka! Dziewczyna krzyknęła i odsunęła się od chłopaka. Harry patrząc na jej plecy zaczął się śmiać, tyrzymajac mocno za brzuch. Bec jęknęła cicho. Chłopcy także zwijali się ze śmiechu, więc ona w końcu też zaczęła chichotać. Jej bluzka wyglądała... dość artystycznie.
Usiadała na fotelu, obok stolika na któym Niall postawił tort i z chytrym uśmieszniem chwyciła kawałek. Harry stał do niej tyłem, więc na palcach, podeszła do chłopaka i wspieła na palce.
Wyciągnęła rękę z ciastem przed siebie i objęła Harrego przyciskając, torcik do jego twarzy. Chłopak zaczął uciekać, ale Bec nie wachając się zbyt długo objęła go mocno ramionami i wskoczyła mu na plecy.
Niall z przerażeniem patrzył na nich i oddawszy Nikol Zaynowi, pobiegł ochronić resztę ciasta. Louis śmiał się leżąc na ziemi, a Liam... po prostu na nich patrzył.
On nie ma uczuć?, pomyślała nagle Bec. Powienien jakoś zareagować, choćby się uśmiechnąć czy... cokolwiek.
Becka nagle straciła zapał nad całą zabawą i zsunęła się z Harrego gdy ten zatrzymał się na chwilę.
-Teraz jesteśmy kwita! - powiedziała dziewczyna.
-Ale czyim kosztem! - zawołał teatralnie Niall padając na kolana i trzymając przed sobą resztki z ciasta. - Okrutna dziewojo, jakaż kara ma spotkać twą osobę za tak okrutne znieważenie pana Torta?!?!
Bec wybuchła śmeichnem. Niall niczym wielki aktor, padł na kolana i ... zajadł resztę ciasta w całości. Z pełną buzią mruknął coś niezrozumiałego.
Dziewczyna odebrała Nikol Zaynowi, na co chłopak zrobił zroszpaczoną minę i pomachał do małej. Becka stanęła przy Jaredzie i uśmiechnęła się promiennie.
-Jared... jeśli czujesz się niezręcznie to możesz jechać - powiedziała cicho.
Chłopak spojrzał na nią, a jego wargi lekko drgnęły.
-Nie, zostane..
-Dziękuje - wyszczerzyła zęby.
Nie chodziło już o zazdrość Liama... Poczuła wielką potrzebę by zobaczyć uśmiech na jego twarzy. Taaak, bardzo chciała by się uśmiechnął.
Podniosła się lekko na palcach i pocałowała go w policzek, po czym podała mu Nikol. Chłopak nieświadomie wziął dziecko, po jakiś czasie, spojrzał na nie i otwworzył szeroko oczy. Spojrzał rozpaczliwie na Beckę jednak dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, uśmiechnęła się szeroko i obróciła się idąc w stronę Hazzy, który leżał na podłodzę i patrzył na sufit. Becka położyła się obok niego, a dokładniej na nim, bo jej głowa spoczeła na jego nagim brzuchu.
-Co robisz? - zapytała.
Harry podniósł się lekko na łokciach i spojrzał na nią z uwają. Twarz nadal miał wybrudzoną tortem.
-Nie wiem. - westchnął.
Nagle do pokoju ponownie wszedł Zayn, który na chwilę umknął. Spojrzał z zadowoleniem na Beckę i Harrego, po czym kucnął obok nich, tymając ręce na plecamii.
-Co robisz? - powtórzyła pytanie, tym razem do Zayna.
-A nic, tylko... - zawała się i wyszczerzył zęby.
Chłopak wyciągnął rękę zza pleców i przykleił jakąś karteczkę na czoła Becki i Harrego. Dziewczyna zmarszczyła brwi i sięgnęła po karteczkę.
-Stop! - powiedział Zayn i wyciągnął telefon, po czym pstryknął im zdjęcie.
-Co ty robisz? - zapytała po raz trzeci Becka i oderwawszy karteczkę, zaczęła czytać - " Za obściskiwanie się po kątach, dostajecie Karnego Kutasa!" Zayn ty zboku! - roześmiała się i przykleiła 'karnego' do czoła Malika.
-Hej! To nie ja leżę na Hazzie! - krzynął i szybko wstał.
Becka jednak była szybsza i rzuciała się na Mulata. Złapała go za nogi i usiaładła na nim. Zaczęła go łaskotać, do momentu, aż wyczerpany chłopak nie zaczął błagać o litość. Dopiero wtedy pokazała mu język i zeszła z niego.
Usiadła obok Nialla, który widocznie odebrał Jaredowi Nikol, bo trzymał małą na kolanach i oglądał z nią bajkę.
Uśmichnęła się do Jareda, kóry w dalszym ciągu stał w kącie pokoju i poklepała miejsce obok siebie. Chłopak pokiwał głową, ale w końcu jednak ruszył tyłek i usiadł na fotelu naprzeciwo niej.
Puste miejsce obok niej, długo nie pozostało pustę bo usiadł tam Liam. Serce Becki na chwilę zatrzymało się, dziewczyna wstrzymała oddech. Czuła na sobie jego spojrzenie, nie miała jednak odwagi obrócić głowe w jego stronę. Nie chciała zatonąć w jego ciepłych oczach, które teraz pewnie były zimne.
Znów poczuła się.... pusta.
-Becka.. -zaczął cicho Liam, tak by inni go nie usłyszeli.
Dziewczyna przełknęła ślinę, ale nie spojrzała na niego, nie mogła.
-Hm? -mruknęła od niechcenia.
-Przepraszam - szepnął i objął ją ramieniem.
Bec nie miała siły się kłócić, nie miała siły bronić się... Poza tym było jej zbyt dobrze w jego ramionach....

_________
Ok, udało mi się napisać rozdzialik dzisiaj! ;P
Jestem z siebie dumna... już inaczej jest z rozdzialikiem....
Przepraszam, że taki krótki ;/
*Następny... hm.. nie wiem, może 16 kom.*
Dacie radę wierzę w was ;]
Kocham was <3
M.
  • awatar Gość: Boskoo. < 3 ; * !
  • awatar Gość: Ubóstwiam ♥♥♥ Awww. <3 Końcówka arr <3 Czekam ; *
  • awatar Belive in Dreams ♥: no weź no! niech oni przestaną sie już kłócić i wrócą do siebie <3 kocham, kocham kocham <3 i czekam na następny kochana ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

julek99
 
rebecka-liam
 
Nominowałam Ciebie do Liebster Blog Award mam nadzieję, że wpadniesz i odpowiesz na moje pytania : )
 

 
Naprawdę was przepraszam, ale nie dam rady dodać rozdzialiku, przez następne dni...
Przez wekeend muszę przeczytać hujowych krzyżaków, poza tym we worek poprawiam sie z WOS-u za ostatnią 2 i 1....
Naprawdę was przerazszam, postaram się napisać i wstawić rozdzialik jaknajszybciej ;P
Uwielbiam was ;>
Ach, no i naprawdę dziękuje za wszystkie komentarze i odwiedziny, jesteście Wielcy ;]
M.

Znalazłam na necie pierwszą część wywiadu z RMF MAXXX z napisami ;P
Jeśli nie oglądaliście to zachęcam....
  • awatar black.ivy❤: bardzo mi się podoba. opowiadanie jest mega wciągające i spędziłam na nim chyba 2 godziny jak nie lepiej. w każdym razie jest świetne! czekam na kolejny i zapraszam do mnie :) :)
  • awatar Cupcakes <33: Dzięki że dodałaś filmik,bo pewnego dnia się z kumpelą podniecałyśmy na ten wywiad i wkońc o nim zapomniałam
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Słodki Lou ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 



Rozdział XXXV
Becka spojrzała na Liama, który patrzył tylko na jej córeczkę... Na ich córkę.
-Ona... jest do ciebie podobna... - spojrzał na Beckę. - Teraz naprawdę musimy porozmawiać....
-Ja... - schyliła głowę i pozwoliła by włosy opadły jej na twarz. -Zostaw nas samych... Zabierz małą i...
-Nie! - przerwał jej cicho Liam - Mała niech zostanie. - nakazał.
Becka popatrzyła na niego błagalnie, ale Li pokręcił głową i wszedł do środka zamykając za sobią drzwi. Podszedł do Jareda i wziął od niego Nikol. Mała z zaciekawieniem patrzyła na.... swojego tatę... Po chwili pokazała śliczne ząbki i przytuliła sie do niego, chowając główkę..
Becka spojrzała ostrzegawczo na Jareda, który w końcu zareagował i ruszył swój tyłek. Wkrótce zostali sami.
-Yhm.... Może choćmy... do mojego pokoju? - zapytała nieśmiało.
Liam nie odezwał się, zbyt zajęty patrzeniem na Nikol, ale ruszył za nią. Szybko znaleźli się w jej pokoju, gdzie Li usiadł z małą na jej łóżku. Bec patrzyła jak chłopak czule trzyma ich... córkę.
-Jak ma na imię? - zapytał cicho.
-Nikol... - nie mogła oderwać od niego wzroku. Od nich.
-Mam tylko jedno pytanie... Wiem, że mówiłaś, że Jared to tylko... przyjaciel, ale... Ona jest moja czy jego? - spojrzał na nią.
Becka otworzyła szeroko oczy i przełnęła głośno ślinę. Przecież ją kocha, mógłby się dowiedzieć o dziecku. Bec gorączkowo rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, co pomogłaby jej.
Chłopak delikatnie położył Nikol w jej łóżeczku i zrobił dwa kroki w jej stronę. Przyglądął się jej uważnie i mimo, iż próbowała, uniknąć jego wzroku, nie mogła.
-Jareda... - zaczęła kłamać, ale Li przerwał jej.
-Kłamiesz! - powiedziął.
W trzech krokach znalazł się obok niej i objął ją mocno jedym ramieniem w tali. Drugą dłonią złapał ją za brodę i uniósł jej twarz ku górze, tak by patrzyła na niego.
-Liam.. - szepnęła cicho patrząc w jego bązowe, ciepłe oczy.
-Kłamiesz - powtórzył, również cicho. - To moje dziecko prawda? Pamiętam tamtą noc... Była równie piękna jak Nikol... i ty. Czemu nie powiedziałaś mi o dziecku?
Bec zamknęła oczy by powstrzymać łzy.
-Bo nie jest twoje....
-Przestań Becka - przerwał jej. - To tak jakbyś mówiła, że już mnie nie kochasz.
Otworzyła gwałtownie oczy i spojrzała na niego z przerażeniem.
-Bo nie kocham!
-Kłamiesz - powiedział i uśmiechnął się. - Nie potrafisz kłamać...
Czuła ciepło jego ciała, nie mogła skupić się na jego słowach. Trzymał ja tak blisko siebie, iż miała wrażenie, że są ze sobą połączeni.
-Kochasz mnie... - powiedział nachylając się nad nią, ich usta znalazły się pare centymerów od siebie - A ja kocham ciebie.
Ostatnie słowa wyszeptał wprost w jej usta i pocąłowała ją. Becka poczuła że jej serce nagle staje i z powrotem zaczyna bić, tylko że o wiele szybciej.
Chłopak usiósł ją lekko, by nie musiał się tak schylać. Przez cały czas ich wargi były połączone, równie ciasno jak języki. Bec znów poczuła szczęście... i ból...
Jego usta były tak słodkie, że nie mogła się od nich oderwać. Liam także nie próbował tego robić. Wkrótce, zwykły pocałunek mu nie starczał, więc popchnął ją leciutko do tyłu i przyparł mocno do ściany.
Na chwilę oderwał się od jej warg, więc miała czas na zaczerpnięcie oddech, na nic więcej.
Becka nie miała już siły z nim walczyć, nie miała siły się opierać, więc po prostu objęła jego szyję i stanęła na palcach. Liam pomógł jej i chwycił ją za pośladki podnosząc do góry, dzięki czemu mogła objąć nogami jego pas.
-Becka... Tak bardzo cię kocham - powiedział odrywając się na chwilę od jej warg. -Powiedz to, proszę... -szepnął.
Bec schyliła głowę i zamknęła mocno oczy. Powiedzieć? A jeśli...?
-Kocham..cię - szepnęła ledwo usłyszalnie, podnosząc wzrok na chłopaka.
Widziała radość jaką miał na twarzy i oczy pełne miłości, tylko i wyłącznie dla niej... i Nikol.
-Nikol jest moja, prawda? - zapytał, choć znał już odpowiedź.
Dziewczyna pokiwała głową i przytuliła się do nigo mocniej. Liam nic nie mówił, słowa nie były potrzebne.
Od dłuższego czasu pragnęła jego ramion, ust i oczu. Chciała się po prostu do niego przytulić i trwać w uścisku, jak teraz.
-Nasze rozstanie było głupie... - jęknął Liam.
-Hm... Kim była Serena?
-Kto? -odsunął sie lekko od niej. -A... Przez... jakiś czas chodziła z Niallem...
-Ale po co jej były twoje cuchy?
-Bo...Och, kochanie nie rozmawiajmy o tym..
-Coś ukrywasz prawda? - zapytała i odsunęła się od niego.
-Nie...
-Kłamiesz! - przerwała mu, powtarzając mu jego słowa.
Roześmiała się gdyby nie to, że wcale nie było jej do śmiechu. Czuła że zrobił coś niewybaczalnego.
-Kim ona dla ciebie była?
-Czemu sądzisz że kimś była? Przecież, tylko pożyczyła ode mnie ciuchy.
-Nie podejrzewałam cię o nic, dopóki nie zaczęłeś uciekać przed odpowiedzią na moje pytanie. A teraz czuje jeszcze większy niepokuj, bo próbujesz zmienić temat i nie odpowiedzieć mi.
-Bec....Znów chcesz kłótni? - zapytał.
-Nie, Liam - powiedziała twaro - Chce prawdy!
Chłopak obrócił się wokół osi i jęknął.
-Chcesz prawdy? - prawie krzyczał. - Dobra! Przespałem się z nią, chociaż była dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela i chociaż obiecałem ci, że nasz związek przetrwa.
-Spałeś z nią - zapytała z niedowierzeniem.
-Chciałaś prawy - odpowiedział cicho spuszczając głowę.
Poczuła napływające do oczu łzy. Spał z nią...? To się jej nie mieściło w głowie. Obiecał, że nie znajdzie sobie nikogo innego, że będzie na nią czekał. Tymaczem on jak ostatni dupek po prostu przespał się z inną.
Becka nie krzyczała na niego. Nie pokaże mu że to ją zabolało.
-Wyjdź! - powiedziała ciuchutko, ale twardo.
-Bec... - szepnął błagalnie.
-Myliłam się. Jednak cię nie kocham.
-Nie można tak po prostu przestać kogoś kochać.
Bec opuściła głowę i zamrugała pare razy.
-To dlaczego, kiedy powiedziałeś mi o ty że mnie zdradziłeś, nie... nie poczułam bólu? Tylko niedowierzenie... Zmieniłeś się Liam,a ... a ja chyba nie chce poznawać twojego nowego 'ja'...
Spojrzała na niego i zobaczyła w jego oczach tak wielki, że miała ochotę po prostu zapomieć o tym co powiedziała ona i on, miała ochotę po prostu go przytulić....
NIE! Alboslutnie tego nie zrobi..
-Wyjdź dobrze?
Chłopak pokiwał głową i w końcu bez słowa, zniknął. Kiedy Li znalazł się za drzwiami, Becka opadała na podłogę i zaczęła płakać...
Znów wszystko zepsuła....

______________________
Przepraszam, że taki którki, ale na dłuższy nie miałam czasu ...
Jutro koleny ;]
A tu coś co koniecznie musicie zobaczyć!!!!!!!
NAPRAWDĘ PADŁAM!!!!!!!!
KJDIAJFCNEYCGZIHFEAOCOI~!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
NA SERIO MÓWIĘ WAM - PADNIECIE.....
KIAJDIANDICUENDCIUS
  • awatar HardLife♥: tak dobrze się zapowiadało , ale Jednak ... Szkoda mi Becki . Świetny dział <3
  • awatar Black.flower: Świetny..: ) Aż łza się w oku kręci ;c Jaki z Liam'a dupek . ;/
  • awatar Gość: Wyśmienity ! ^^ :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Rozdział XXXIV
Becka włożyła Nikol do wózka i wyjechała nim ze sklepu. Znalazła dla małej śliczną różową sukieneczkę z masą falbanek i wprost musiała ją kupić. A, że wpadła w trans zakupowy to wzięła jeszcze białe słodkie buciki i fioletową czapeczkę.
Nikol widocznie też polubiła zakupy, bo przez cały czas miała na buzi wielki uśmiech i mruczała sobie coś pod nosem.
Becka postanowiła kupić sobie ciemne dżisny, pare bluzek i śliczne botki na obcasie, na które wprost nie mogła się napatrzeć. W końcu z bardzo uszczuplonym portfelem, wyszły ze sklepów i ruszyły w kierunku domu.
Liam bez przerwy pisał do niej... A ona zmuszała się by nie czytać jego sms'ów. Zostawiała nieotwarte wiadomości, nie chciała znów się ranić.
Nagle zatrzymała się gwałtownie, gdy naprzeciw siebie, po drguiej stonie dużej fontany, zauważyła go. Poczuła łzy napływające do oczu. Stał tam Zayn i Liam, który przytulał jakąś czarnowłosą dziewczynę.
Szybko się pocieszył, pomyślała Becka. Przymknęła na chwilę oczy i więła głęboki oddech. Nie pokaże po sobie, że ten widok ją ruszył. O nie! Będzie silnie trwała przy swoim zdaniu. Liam to zwykły idiota, dla którego nie warto tracić czasu.
Obróciła się i ruszyła w przeciwną stronę. Pojdzie, na około, nie przejdzie obok niego.
Zacisnęła mocno zęby i przyspieszyła. Nie wiedziała, dlaczego, ale czuła, że za chwilę wybuchnie płaczem, a na to nie mogła pozwolić. Zczęła liczyć swoje kroki, chcąc skupić się na czymś innym niż Liam. Nikol siedziała cichutko, jakby przeczuwając, że coś się dzieje.
Nie wiadomo skąd, przed nią pojawiła się dziewczyna. Bec o mało by jej nie potrąciła wózkiem.
-Przepraszam - powiedziała od razu i zatrzymała się gwałtownie.
Prawie natychmiast ją rozpoznała. To ona. Miała czarne włosy do ramion i śliczna twarzyczkę. Beckę zdziwił jej ubiór... i brak tapety. To prawda, była śliczna, ale miała raczej chłopięcy styl. Uśmiechała się symatycznie.
-Nic się nie stało - powiedziała i zbliżyła się nieco. - Jestem Weronika.
-Ja.... Kate -skłamała i uśmiechnęła się sztucznie.
-A ta mała piękna, dziecinka? - sychyliła się do małej i uśmiechnęła do niej.
-Nikol - powiedziała cicho.
-Jak ślicznie! Jesteś taka słodziutka, że mogłabym cię schrupać.
Becka przyglądąła się do dziewczyny, która mówiła coś jeszcze do jej córki. Czuła się jeszcze gorzej przez to, że Weronika była wspanianiała. Śliczna i sympatyczna, bardziej pasowała do Liama niż ona.
-Mam pytanie - wyznała zanim zdąrzyła ugryźć się w język - Znasz tamtych chłopaków? - palnęła i wskazała na Liama i Zayna, którzy nadal stali za fontanną.
Weronika roześmiała się, ukazując piękne białe zęby i podniosła.
-Bardzo dobrze. Jeden z nich jest moim chłopakiem -poruszyła zabawnie brwiami.
Jednak Bece nie było do śmiechu.Chłopak? Więc to prawda... A mówił, że chce by zaczeli wszystko od początku... Co za idiota! A ona przez chwilę myślała, że znów mogliby być razem.
-Drugi to tylko przyjaciel - paplała dalej dziewczyna - Liam jest strasznie zagręcony. Prosił mnie bym pomogła odzywkać mu byłą dziewczynę...
-Zaraz, stop! - przerwała jej Bec. - Liam?
-No, tak -uśmechnęła się - Liam to najlepszy z najlepszych przyjaciół jakich miałam. No oczywiście, jest jescze LouIs, mój kochany marchewkowicz i głodomór, Niall...Och, no i oczywiście Harry...
-Co z Liamem? - zpaytała zniecierpliwiona dziewczyna.
-Co? Ach, no tak. Li błagał mnie wręcz na kolanach, bym pomogła mu ją odzyskać... Na początku się nie zgodziłam, ale później, kiedy zaczął nadawać, że strasznie ją kocha i chce by byli razem, to w końcu uległam...
-Jak ona ma na imię? - zapytała cichutko.
-Jego była? Rebecka... nie pamiętam nazwiska, ale wiem, że... - przerwała nagle - Hej, gdzie idziesz? - zawołała.
Becka nie słuchała już jej. Nie mogła. Kochał ją? Weronika to nie jego dziewczyna? On... chce ją odzyskać... Czuła łzy, które lały się potokami z jej oczu...
Kocha mnie, te dwa słowa pulsowały w jej głowie, niczym rozrzażone węgielki.
Szybkim krokiem doszła do domu i pospiesznie wyjęła Nikol z wózka. Poszła razem z małą na górę i przebrała ją.
Przez cały czas myślała o słowach Liama, a raczej Weroniki. Kochał ją? Wiele razy mówił jej to kiedy byli razem, ale od ich rozstania jeszcze tego jej nie powiedział..
Rozległo się pukanie do drzwi i do jej pokoju wszedł Jared. Uśmiechnął się do niej i położył na łóżku obok, przytulając ją. Dziewczyna wtuliła się w niego mocno i zamknęła oczy. Nikol leżała spokojnie w swoim łóżeczku.
-Spotkałaś go, prawda? - zapytał cicho.
Pokiwała głową i otworzyła oczy, odsuwając się troszeczkę od Jareda i przyglądajac mu sie.
-Mam małe pytanie... - powiedział nieśmiało.
-Tak?
-Nadal go kochasz?
-Ja... nie wiem... - uciekła wzrokiem w kąt.
-Bec.
-Kocham go! - wyznała cichutko, znów patrząc na Jareda.
Chłopak zacisnął zęby i przymknął oczy.
-A Nikol...
-Nie rozmawiajmy o niej! - przerwała mu gwałtownie.
-Dobrze....
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Bec jęknęła cicho i wstała.
-Zajmę się Nikol - powiedział cicho Jared, także wstając.
Bec pokiwała głową i poszła na dół. Chcąc się uspokoić wzięłą głęboki wdech i otworzyła drzwi. Jednak natychmiast poczuła aktak paniki, kiedy za nimi zobaczyła Liama.
Patrzył na nią... jakby po prostu chciał ją przytulić. Bec też tego chciała. Ale nie mogła się z tym zdradzić...
-Co tu robisz? - zapytała chłodno.
-Bec.... - odchrząchnął. - Moglibyśmy porozmawiać?
Zanim zdąrzyła odpowiedzieć, usłyszła za sobą Nikol. Obróciła się szybko i zobaczyła jak Jared schodzi schodami z małą na rękach .Widocznie nie zauważył Liama, bo uśmiechał się i mówił coś wesoło do Niki.
-Bec... Mała jest chyba głodna... - zatrzymał się na ostatnim stopniu. - Och...
Becka spojrzała na Liama, który patrzył tylko na jej córeczkę... Na ich córkę.
-Ona... jest do ciebie podobna... - spojrzał na Beckę. - Teraz naprawdę musimy porozmawiać....



______________________
Ok, przepraszam, że taki do dupy, ale po napisaniu artykułu ze ślubowania facetce, jestem kompletnie padnięta...
Następny rozdzialik = 16 kom.
Dałam tak dużo by nie był za szybko, bo się nie wyrobię, ale myślę,że i tak dacie,rade ;P
Jesteście zajebiste i za to was kocham! ;]
<3
  • awatar Gość: Kochana Ty moja, nie rozśmieszaj mnie ! Do dupy to jest papier toaletowy . XD Twoje opowiadanie jest cudowne !!! I nie zaprzeczaj, bo Cię znajdę i wyszkole . XD Uwielbiam Cb i Twoje opowiadanie . < 3
  • awatar Don't Run Away: Kocham Naprawdę Kocham :D Mam nadzieję, że powie mu, że to jego dziecko A nie Jareda... Błagam niech się tak nie stanie... Oni mają byc ze sobą razem :) Nie mogę się doczekac co będzie w next :D Pisz szybko :D A i jeszcze... Jak znowu napiszesz, że rozdział jest do dupy to Cie chyba zastrzelę, rozumiesz??!! Kocham :D
  • awatar This one moment...: @Mini waariatkowo ;D: Taa... Dziewczyny ci nie mówiły, ale nie jestem już Baśka I ;] Teraz jestem TA OD KEBABA Albo KEBEB ;] Hehe, Dżebra, dupa robiła to rpzy mnie, a jak nawet nie zauważyłam... W dzisiejszym świecie nikomu nie można ufać ;] No, niech ci będzie, i tak długi, znając ciebie ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Bardzo, ale to bardzo was przepraszam, ale nie zdołam dodać dziś rozdzialiku...
Mam jutro sprawidzian z biologi, działowy więc przydało by się coś wiedzieć...
Pewnie zapyta mnie z geografi, bo nie mam jeszcze ani jedej oceny z odpowiedzi...
Jutro fizyka....
No i mam do napisania, jakiś pieprzony tekst na dziennikarskie....
Więc, nawet gdybym się, naprawdę postarała, to i tak się nie wyrobię...
Przepraszam was...
Postaram się dodać jutro
Ach, no i dziękuje za komentarze i odwiedziny ;>
Uwielbiam was <3
M.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Rozdział XXXIII
-Becka -wyszeptał gardłowo jej imię.
Przez dziewczynę przeszedł dreszcz. Tak tęskniła za jego sekownym głosem, za jego cudownymi oczami i bezpiecznymi ramionami. Poczuła się jakby czas ich rozłąki wcale nie istał. Przypomiała sobie ich wspólną noc, kiedy był u niej, po czym natychmiast na jej twarzy pojawił się rumieniec.
Oprzytomniała na wystarczającą chwilę, by uświadomić sobie, że powinna zachowywać się z rezerwą, więc odepchnęła go od siebie. Spojrzała na swoją bluzę i jęknęła głośno.
- Co ty tu robisz? - zapytał pierwszy.
- Kupuje kawę, której przeznaczeniem nawidoczniej jest moja bluza - odpowiedziała spokojnie, choć mierzyła go groźnym spojrzeniem.
-Chodzi mi o to, co robisz w Londynie. Nie mówiłaś, że przyjeżdżasz...
-Och, czyli nawet nie mogę przyjechać do własnego domu, bez twojej wiedzy. Jeśli nie pamiętasz to nie jesteśmy już razem, więc nie mam wobec ciebie absolutnie żadnych obowiązków.
-Bec... -szepnął bezradnie.
-Możesz się przesunąć - zapytała obojętnie - Chciałabym wyjść.
Kiedy chłopak odsunął się, Rebecka poczuła się, jakby ktoś przekręcił nóż wbity w jej serce w chwili ich rozstania. Nie chciał o nią nawet walczyć.
Zresztą dlaczego małby walczyć, zapytała się w myślach dziewczyna, wychodząc z kafejki. Przecież, zerwałaś z nim bezlitośnie, przez internet.
Spotkała go! Perwszego dnia, tuż po jej przyjeździe... A przecież tego nie chciała. I mimo wszystko wciąż siebie okłamywała... A te kłamstwa bolały najbardziej...
Szybko doszła do domu, obiecując sobie, że nie pozwoli Liamowi poznać Nikol. Nie chciała by mieszał się w jej życie, by zaczął wszystko przewracać, sprawiając, że znów się w nim zakocha...
Kogo ona okłamuje? Przecież nadal go kocha, nadal tak mocno, a może nawet jeszcze bardziej. Tylko, że on nie odzwzajemniał jej uczuć, sprawiając jej ból.
Doszła szybko do domu i zamknęła porządnie drzwi. Nie miała zamiaru myśleć o tym draniu. Potrafił tylko niszczyć to co było między nimi.
Odożyła tylko do kuchni rzeczy dla mamy i ruszyła w poszukiwaniu swojej córki. Poczuła ukłócie zazdrości, kiedy zobaczyła małą, otoczoną przez wszystkich. Z trudem ją od nich odzyskała, ale w końcu się udało. Wkrótce siedziała na łóżku i patrzyła na śpiącą dziewczynkę.
Za każdym razem kiedy patrzyła na nią, przypominał się jej Liam. Mała była tak bardzo do niego podobna.
Nagle zadzwonił telefon, więc Bec, by nie zbudzić córki, szybko chwyciła go i odebrała.
-Hallo? - zapytała.
-Bec- powiedział głos Liama.
Becka chciała się natychmiast rozłączyć. Jednak ścisnęła tylko mocniej komórkę i przymknęła oczy.
-Czego chcesz? - rzuciła przez zaciśnięte zęby.
-Jesteś zła?
-Skąd przyszło ci to do głowy?
-Przestań, Bec.Chce porozmawiać!
-Ale ja nie chce - odpowiedziała twardo.
-Spotkajmy się! -nalegał.
Bec otworzyła oczy i spojrzała na córeczkę, którą trzymała w ramionach... Nie, Liam nie dowie się o niej.
-Ja nie mogę...
-To przyjadę do ciebie! - przerwał jej - Będę za dziesieć minut...
-Nie! - zawołała wystraszona. Nie mogła dopóścić by zobaczył Nikol. - Będę w parku, przy White Rose Way, za pół godziny. - znów przymknęła oczy.
-Och... - powiedział ucieszony. -To dozobaczenia!
Bec rozłączyła się czym prędzej i rzuciła go na drugi koniec pokoju... Spadł na jej nierozpakowane torby, więc raczej nic mu się nie stało...
Jak on w ogóle śmiał dzwonić do niej. A ona jak zwykle ulega, bo nie potrafi się mu oprzeć.
Spojrzała z niepokojem na śpiącą córeczkę. Nie chciała jej zaniepokoić, dziewczynka wyczuwała jej nastroje i dopasowywała się do nich.
Delikatnie położyła dziecko obok siebie i wstała. Zdjęła z siebie brudne ciuchy i założyła zwykłe dżinsy i białą koszulkę z czarnym nadrukiem. Naciągnęła na siebie jeszcze jasną dżinsową kurtkę i czarne koturny.
Szybko wyszła z domu i ruszyła w kierunku miejsca, gdzie miała się spotkać z Li. Raz po raz przyłapywała się na tym, że przyspiesza krok, albo uśmiecha się. Natychmiast jednak ganiła się za to i z powrotem zwalniała przybierając kamienną twarz.
Kiedy doszła do parku, zatrzymała się gwałtownie na widok chłopaka stojącego przy jednym z drzew, nonszalacko się o niego opierając. Serce zabiło jej mocno, gdy zobaczyła jego zagubione spojrzenie. Liam rozglądł się dookoła, widocznie jej szukając.
A może gdybym powiedziała mu o Nikol, wszystko by się ułożyło, przemknęło jej przez głowę, ale natychmiast skarciła się za tę myśl.
Nie mogła tak myśleć, przecież nie pasują do siebie. Nie miała pojęcia dlaczego miała mieszane uczucia. Nie kocha go już, nie kocha...
-Becka - powiedział cicho chłopak i ruszył w jej kierunku.
Zatrzymał się pare centymetrów od niej, prawie ją dotykając. Bec chciała przytulić się do niego mocno, jednak siłą woli stała nieruchomo w miejscu...
-Tęskniłem za tobą - wyznał podnosząc rękę i dotykając jej policzka.
Patrzyła w jego ciepłe, brązowe oczy nie mogąc się poruszyć. Czuła się jakby chłopak ją zachipnotyzował, zniewolił spojrzeniem.
-Czemu to robisz? - zapytała drżącym głosem.
-Co takiego?
-Czemu znów mnie ranisz?
Jego wzrok nagle się zmienił. Zobaczyła w nich, coś czego nie rozumiała.
-Nie chcę i nie chciałem cię ranić. Becka, kochanie...
-Przestań! Spotkałam się z tobą tylko po to by wytłumaczyć ci, że w moim nowym życiu nie ma już miesjca dla ciebie. Przyjechałam do Londynu na jakiś czas, niedługo znów wracam do Phoenix. Nie odezwałeś się do mnie przez prawie dwa lata, nie zadzwoniłeś, nie napisałeś, nic. Całkowicie nic. I nagle myślisz, że po prostu się spotkamy, powiesz mi, że nie chciałeś mnie ranić i po sprawię? Liam... - z trudem wypowiedziała jego imię. - Ja tak nie mogę.
Nie chciała mówić 'dozobaczenia' czy 'dowidzenia' bo wcale nie chciała się z nim ponownie spotykać. Chciała za to by zniknął z jej życia i nigdy więcej sie nie pojawił. Jedyne czego nie żałowała ze znajomności z nim to Nikol, jej kochana córeczka, o której on nigdy się nie dowie. Gdyby tak się stało, na pewno odebrał by jej dziecko, a tegoby nie przeżyła.
Chłopak nie pozwolił jej jednak odejść. Chwycił ją za rękę i przyciągnął mocno do siebie. Nim zdąrzyła się zoriętować, co on kombinuje, Liam objął mocno jej ramiona i przytulił mocno, prawie ją zgniatając. Dziewczyna chciała wyjść z uścisku, lecz Li zablokował jej jakikolwiek ruch.
-Nie, Becka, nie pozwolę ci unikać mnie. - szepnął w jej włosy. - Wiem, że nie dzwoniłem ani nie pisałem, ale wiedz, że cały czas o tobie myślałem. Nie chciałem ci się narzucać i wcale nie próbuje się tłumaczyć. Becka, nie musisz mi teraz wybaczać, ale pozwól mi się do siebie zbliżyć proszę cię...
-To boli! - przerwała mu cicho.
Chłopak natychmiast odstawił ją na ziemie, ale nadal trzymał dłonie na jej ramionach. Becka chciała uciec jak najdalej od jego rąk, ale... nie mogła. To bolało. Ta przepaść będąca między nimi, coś co raniło zarówno ją jak i jego.
-Liam.... Ja nie mogę. Dwa lata to jednak zbyt długi czas, przykro mi.- pokręciła głową. - Poza tym to by nie wypaliło.
-Przecież byliśmy szczęśliwi.
-Przez pierwsze miesiące, zawsze tak jest, obydwie strony się starają chcąc by ich związek przetrwał. Liam, ja nie mam już siły.
Chłopak opadł na ławkę i spojrzał na nią z miną zbitego psa. Becka nie mogła wytrzymać tego spojrzenia, więc wymamrotała przeprosiny i ruszyła ścieszką. W głębi serca rozpaczliwie chciała by Li pobiegł za nią, zatrzymał i pocałował mocno. Ale oczywiście, tak się nie stało. Liam nie poruszył się.
Bec otarła jedną łzę, która spłynęła jej po policzku i ruszyła do domu. Chciała jak najszybciej zobaczyć Nikol, zaopiekować się nią, zobaczyć jej beztroski uśmiech.
Kiedy się tam znalazła odetchnęła z ulgą. Zamknęła drzwi wejściowe i pobiegła szybko na górę. Przy Nikol siedziała Weronika i Carly mówiąc coś do niej pieszczotliwie i zabawiając ją. Dziewczyna uśmiechnęła sie na ten widok.
-Hej, gdzie byłaś? - zauważyła ją Wera.
-Ja.... W sklepie - mruknęła i podeszła do córki. Usiadła między dziewczynami i wzięła ją od Carly, uśmiechając się. Nikol przytuliła się do niej mocno i dała buziaka.
-Mama! Maama! - zawołała z radością.
Nikol jest taka beztroska , pomyślała Bec, ja również chciałabym być taka, nie martwić się niczym, szczególnie Liamem.
-Bec, słuchasz mnie? - Carly spojrzała na nią.
-Tak, oczywiście.
-To co powiedziałam?
-Yyyy... No, tego, że.... ja....
-Pytałam się czy mogę zabrać Nikol na spacer. Pewnie byś chciała odpocząć - powiedziała.
-Tak.... to dobry pomysł. Dziękuje - uśmiechnęła się do przyjaciółki.
Dziewczyny zabrały małą, a Bec ułożyła się wygodnie na łóżku. Nie mogła jednak zasnąć, ciągle czuła coś dziwnego...

_________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam!
1)Za to, że tak długo nie dodawałam rozdziału
3)Za to że taki krótki
3)I beznadziejny

Normalnie nie mogę uwierzyć, aż 22 komentarz, a prosiłam tylko o 14!
Wieeeelkie dzięki ;]
Nastęny rozdzialik najprawdopodobniej dopiero w poniedziałek,niestety nie jestem w stanie wstawić wcześniej ;**
No i szykujcie się, bowiem ja i Dżagoda mamy dla was niespodziankę ;P
Naprawdę dziękuje za wszystko ;P
  • awatar This one moment...: One boy. One moment. One love. ♥ : Jesteś jasnowidzem, czy co? ;P
  • awatar Die young♥: Proszę, niech Li wreszcie dowie się o Nikol...
  • awatar Gość: Genialny *.* Czekam ;D Agata
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział XXXII
-Becka, błagam cię, weź ją ode mnie! - zawołał z przerażeniem w głosie Jared, kulac się na kanapie przed malutką dziewczynką.
Mała uśmiechała się i wyciągała do niego rączki. Bec wchodząc do salonu, roześmiała się widząc swoją córkę, która wręcz przepadała za Jaredem. Bawiło ją to, że chłopak, mimo, że mała ma już półtora roku i zdąrzyli się już zapoznać, nadal się jej boi. A raczej tego, że mógłby zrobić jej krzywdę.
Bec sprawdziła czy mleko w butelce nie jest za gorące, po czym popędziła do córeczki. Kochała tego berbecia nad życie. Długo wachała się jak ją nazwać, ale w końcu zdecydowała się na Nikol. Jared obraził się na nią wtedy na cały dzień, bo wolał Laura. Becka jednak postąpiła jak zawsze, czyli całkowicie inaczej niż inni.
Nikol była śliczną dziewczynką, przynajmniej według niej, miała zielone oczy po niej i śliczne brązowe włoski po.... Liamie. Buźkę miała okrągłą i słodką. Becka mogła patrzeć na nią godzinami.
Liam... odezwał się tylko raz od śmierci dziadka, by złożyć kondolencje. Ich rozmowa, trwała pół minuty, z czego większość wypełniała cisza. Kiedy zaś chciała mu wyznać prawdę o dziecku... On powiedział niezobowiązujące 'cześć' i rozłączył się.
Dziewczyna postanowiła o nim nie myśleć. To dupek i tyle! Uśmiechnąła się i posadziła sobie Nikol na kolanach, pozwalając Jaredowi odsunąć się.
-Jak to możliwe, że nie boisz się stu kilogramowych mężczyzn napakoanych samymi mięśniami, za to przeraża cię siedmio kilowa dziewczynka? Jesteś niemożliwy! - wyszczerzyła zęby w uśmiechu i włożyła do ust Nikol, butelkę z mlekiem.
Mała miała wielki apetyt, choć ani jej wygląd ani waga. Może to dlatego, że uwielbiała ruch. Zreszą jak każde dziecko, mała śmigała gdzie tylko mogła, ciągle zadziwiając swoją mamę.
Mama... To brzmiało tak wspaniale w uszach Becki tym bardziej, gdy padało z ust Nikol. Dziewczyna napawała się zachwytem za każdym razem.
-Becka... Chyba muszę ci coś powiedzieć... - zaczął ostrożnie Jared.
Dziewczyna spojrzała na niego za stoickim spokojem i uśmiechem zachęciła do dalszch wyjaśnień, choć czuła, że powinna zacząć się niepokoić...
-Znalazłem dobrego sponsora, który zaproponował mi współpracę...
-Och, to wspaniale Jared! - zawołała cieszona.
-Jest jednak coś jeszcze....
Becka zmarszczyła czoło.
-Co masz na myśli? - zapytała, niepokojąc się.
-On... ten sponsor... mieszka w Londynie - wydusił po chwili.
-Och! - wyrwało się dziewczynie - W Londynie...
Westchnęła cicho i wstała trzymając mocno dziecko. Czy jest gotowa by wrócić do Londynu? Tam gdzie mieszkał ON? Najgorsze było jednak to, że musiałaby wyjawić mu prawdę o dziecku, a nie miała pojącia jak zareaguje.
-Becka, jest jedno pocieszenie. - zaczął natychmiast. - Tylko na miesiąc, nie dłużej... Chciałbym, byś jechała ze mną, poza tym zobaczysz rodziców i siostrę. Twoja mama ucieszy się, że w końcu zobaczy swoją wnuczkę. - uśmiechnął się zachęcająco.
-Dlaczego tylko na miesiąc? Przecież jeśli masz podpiać z nim kontrakt to chyba na dłużej, nieprawdaż? Wybacz, mogę się mylić, bo nie znam się na tych wszystkich rzeczach.
-Nie, tu chodzi o to, że gość, który chce mnie sponsorować, jest tymczasowo w Londynie i niedługo ma wyjechać do Niemiec. Możesz zostać tutaj, w Londynie, albo pojechać ze mną dalej...
-Nie znam niemieckiego - powiedziała szybko - No dobra, nie chce tam jechać... - wyznała, kiedy Jared spojrzał na nią podejrzliwie.
-Och... No dobra, szkoda. Jutro wjeżdżam więc...
-Głuptasie... - zaśmiała się, choć nie było jej do śmiechu. -Chodziło mi o to, że nie jadę do Niemiec... - westchnęła ciężko i dodała: - Pojadę z tobą do Londynu, a po miesiącu wrócę tutaj...
-A... ON? -zapytał chłopak.
-Mam nadzieje, że go nie spotkam, przecież mało prawdopodobne bym spotkała go w drodze do sklepu...
Chłopak roześmiał się. Jakże się zdziwi....

Wieczorem byli już spakowani. Bec dzwoniła do swojej mamy, która zgodziła się z radością by ich trójka zatrzymała się u niej. Mimo, że córka i matka często do siebie dzwoniły, Bece bardzo brakowało pocieszycielskiego przytulasa i ciepła rodzinnego.
W nocy nie mogła zasnąć, ciągle myślała o Liamie. Nie wiedziała czy cieszyć się, czy smucić... W końcu zerwali i to dość brutalnie, nie odzywali się do siebie od długiego czasu, ponad to... Becka nie ufała samej sobie. Nie chciała niczym słaba osoba, rzucić się w jego ramiona przy pierwszym spotkaniu. Postanowiła być silna, na wypadek, gdyby przez przypadek natknęła się na niego.
Rano, cała trójka wpakowała się do samochodu w drogę na lotnisko. Bec miała trochę spaprany humor, Jared zaś ciągle podgizdywał pod nosem. Nikol... ona była nastawiona na wszystko pozytynie... śpiąc. Dosłownie. Ledwo jej głowa dotknęła oparcia siedziska, mała już smacznie chrapała.
Becka też zasnęła na chwilę, ponieważ droga na lotnisko zabrała im prawie dwie godziny, poza tym w nocy mało spała, a nie chciała wyglądać jak upiór. Dobrze choć, że podkład pod oczami w jakimś stopniu krył jej zmęczenie.
Kiedy przesiedli się do samolotu, Bec znów zasnęła, w przeciwieństwie od jej córki, która z zainteresowaniem patrzyła cicho na Jareda siedzącego po jej prawej stonie, który grał w jakieś gry na komórce.
Bec obudziła się w połowie lotu, gdy pilot nagle oznajmił spokojnym tonem, że mogą wystąpić pewne komlikacje związane z turbulencjami. Pierwszą myślą dziewczyny, gdy zaczęło trząść samotolem było, że zginą. Niepotrzebnie zabierała córkę ze sobą.
Bec chwyciła mono rękę Jareda i zamknęła oczy.
-Becka, spokojnie. - powiedział z rozbawieniem. - Nie martw się zaraz przestanie trząść.
I miał racje. Po dwudziestu minutach strachu dziewczynny, trzęsienie powoli ustąpiło. Wktórce wylondowali na lotnisku, gdzie Rebecka z radością powitała ziemie.
Zabrali swoje torby i złapali taksówkę. Było im trochę ciasno, ale dawny dom Becki był blisko. Dziewczyna nie mogła się doczekać, by przytulić rodziców i zobaczyć jak bardzo urosła jej kochana siostrzyczka.
Cała rodzina, łącznie z Justinem, który według cotygodniowych relacji mamy, ciągle gdzieś znikał, czekała pod domem z wielkimi uśmiechami. Na pierwszy ogień poszła Nikol, która była bardzo zadowolona, że znalazła się w centum uwagi. Nawet Conor wziął małą na ręce i mówił coś do niej pieszczotliwie. Bec zostawiła ich, wiedząc, że jej córka jest pod dobrą opieką, po czym poszła do swojego dawnego pokoju. Kiedy otowrzyła drzwi, prawie dostała zawału serca.
Na jej łóżku siedziała trójka, tak dobrze znanych jej ludzi, która spokojnie grała w karty. Bec zaczęła piszczeć i rzuciła się z radością na przyjaciół.
-OMG! Tak bardzo za wami tęskiniłam - wykrzynęła przytulając Weronikę - Brakowało mi was.
Spojrzała z radością na Kubę, który stał, czekając, aż Bec przywita się z nim. Uśmiechnęła się do niego promienie i przytuliła moco.
-Ty chodzisz!
-Lekko kuśtykam, ale da się z tym żyć - powiedział ze śmiechem, odwzajemniając uścisk.
-Nie mogę uwierzyć, Carly! - roześmiała się, przytulając w końcu przyjaciółkę. -Masz czerowne włosy!
-Tak - powiedziała skromnie, co do niej całkowice nie pasowało- Ślicznie, niepradaż?
Becka ze śmiechem przyznała jej racje. Tak bardzo tęskiła za przyjaciółmi i mimo tego, że często do siebie dzwonili... to nie zastąpiło rozmów twarzą w twarz...
-Twoja mama już ci powiedziała? -zapytała Weronika, jak zawsze pełna zapału.
-O czym? - zapytała z ciekawością Bec.
-No, o tym, że będziesz miała.... - zaczęła Wera.
Przerwała jej Carly, która dała jej dość bolesnego kuksańca w żebra.
-Och! -zawoła z oburzeniem dziewczyna.
-Jej mama sama jej powie, nie psuj niespodzianki - rzekła z powagą Carly, po czym popatrzyła na Bec i uśmiechnęła się. - Może idź z nią porozmawiać?
Dziewczyna pokiwała głową i wyszła z pokoju, zostawiając tam osoby które bardzo, ale to bardzo kochała.
Weszła do salonu, gdzie zastała tylko Justina który z wielkim uśmiechem mówił coś do małej i Conora, który z zachytem obserwował syna.
Wzruszyła ramionach i nie przeszkadzając im wycofała się i weszła do kuchni, gdzie była mama i Mischel, siedząca na stole i machająca nóżkami. Wyglądała śliczniej, niż dwa lata temu. Miała już ponad sześć lat i chodziła do przeczkola. Uśmiechnęła się na wiodok siostry i wyciągnęła ku niej ręce.
Beca przytuliła małą i popatrzyła na mamę, robiącą kanapki.
-Mamo? - zapytała Bec, stawiając siostrę na ziemi.
Mischel natychmiast uciekła do salonu, więc matka i córka zostały same w pomieszczeniu. Kobieta powoli obróciła się i uśmiechnęła.
-Chyba powinnam ci o czymś powidzieć... -zaczęła.
-Tak? -zachęcała ją Bec.
Mama dziewczyny uśmiechnęła się i położyła dłonie na brzuchu.
-Nie powiesz chyba, że.... - Bec otworzyła szeroko oczy.
-Jestem w ciąży.
-Mamo! - zawołała dziewczyna - To wspaniale!
Widać było, że kobietę ogarnęła ulga, bo uśmiechnęła się i przytuliła Rebeckę. Becka nie mogła się nadziwić, że dzieci rodzą się tak szybko.
-Który miesiąc? - zapytała.
-Połowa czwartego....
-Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?
-To nie informacja na telefon....
Becka zbladła przypominając sobie, swoje własne słowa skierowane do Liama... " Wiem, że to nie rozmowa na skaypa ani telefon ale muszę ci coś wyznać". To wspomnienie wywołało ból w secu, które wydałało się już zagojone. Widocznie, trzeba więcej czasu niż pótora roku.
-Córcia.... Mogę cię o coś prosić? - zapytała mama dziewczyny odsuwajac się lekko i ocierając oczy rękawem bluzy.
-Tak?
-Wiem, że dopiero co przyjechałaś i pewnie wolałabyś teraz odpocząć, ale bardzo bym chciała byś poszła mi kupić pare rzeczy... Conor i Justin... Raczej nie oderwę ich szybko od Nikol.
Becka zgodziła się z uśmiechem i poszła się tylko przebrać po podróży. Mimo, że była wiosna, pogoda w Londynie... nie była zbyt słoneczna. Dziewczyna wciągnęła na siebie, niebieskie rurki i szarą, bluzę ktróej rękawy podwinęła i czapkę -uszatkę. Wciągnęła na nogi tenisówki i wzięła czarną sportową torbę z Nike. Postanowiła też kupić pare pampersów i jedzenia dla małej.
Dostała jeszcze od mamy listę z zakupami i wyszła z domu. Supermarket, był niedaleko stąd, więc Becka doszła tak szybko. Wrzuciła do koszyka pomidory, kawę, bułki, chleb, mleko i jeszcze kilka innych rzeczy i ruszyła szybko do kasy. Chciała mieć to jak najszybciej z głowy. Mama miała racje, nachętniej położyła by się na łóżku i zasnęła.
Z pełną torbą wyszła ze sklepu i ruszyła chodnikiem. Zatrzymała się gwałtownie, gdy stanęła przed kafejką, w kórej zwykła pisać piosneki. Tak dawno ich nie pisała... Jednak skusiła się na pyszną kawę. Jednak kiedy zamawiała ją, okazało się, że ma także ochotę na pączka i pare ciastek.
Słodycze schowała do torby, zapłaciła kasjerce i popijając kawę ruszyła do wyjścia.
I jakby na przekór jej, to znów się zdarzyło. Kawa wylądowała na jej bluzce. Ona sama upadła by, gdyby człowiek który ją potrącił, nie objął jej. Bec poczuła się jakby czas nagle się zatrzymał, gdy poczuła sile ramiona, wokół jej małego ciała....
Czyżby znów się zakochała? , pomyśłała spoglądając w górę.
Wprost na brązowe ocz, ktore tak dobrze znała i kochała....

_________________

Przepraszam was, ale postawnowiłam trochę zmienić imię dziecka ;P
Mam nadzieje, że się nie obrazicie ;P
Następny rozdzialik, jak zwykle = 14 kom.
Myślę, że zacznę wszystko powoli rozkręcać ;>
M.

___________
Droga Dżagótko! Jeśli to czytasz to wiedz, że bałgam cię o kolejny rozdzialik ;P Pisz szybko, naprawdę
Ach, no i chyba zauważyłaś coś znaczącego w moim opowaidaniu ;]
M.
  • awatar Belive in Dreams ♥: już jest o wiele więcej jak 14 ;p mam do Ciebie wielką prośbę! mogłabyś mnie informować o rozdziałach? byłabym Ci bardzo wdzięczna. a teraz do rzeczy... rozdział aiodowihowhvow... nie ma słowa żeby go opisać <3 po prostu *GENIALNY* przez wielkie G. kocham to opowiadania i Ciebie <3 ohh.. przeznaczenie <3 i tak jakby cofnięcie w czasie <3 czekam na następny <3
  • awatar Live not Die because One Direction Δ: Mistrzostwo ! ;* Wpadnij , godzinę temu dodałam rozdział , przeczytaj i zostaw po sobie choćby najmnijeszy ślad ;** .
  • awatar Mini waariatkowo ;D: Aaaa dziękuje. To imię na moja cześć ma się rozumieć.;P Rozdziaał genialny. Właśnie u mnie pojawi się tez ktoś nowy, pewien mały człowieczeek.;P Postaram się dodać jak najprędzej... Byc może troche będzie podobne, ale później totalnie inaaczej ;P Jeszcze raaz dziękuje;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Rozdział XXXII

*MIESIĄC PÓŹNIEJ*

Bec nadal nie pogodziła się z Liamem, nie mogła się z nim kontaktować, chłopak nie odbierał telefonów, nie szukał z nią zgody. Czuła sie okropnie.
Z każdym dniem miała coraz większe poczucie winy. Była strasznie smutna, choć próbowała to ukrywać. Widziała, że Am i Jared martwią się o nią. Nawet dziadek pomknął coś, że zachowuje się dziwnie.
Poza tym załamywało ją coś jeszcze....
Bec otarła policzki pełne łez i związała włosy w duńskiego warkocza z boku głowy. Cztery dni temu dziadka zabrało pogotowie. Miał problemy z oddychaniem i ciągle nażekał na ból. W nocy Bec zbudził telefon. Nie mogła uwierzyć w to co jej powiedzieli. Dziadek umarł o trzeciej, spokojnie i bez bólu, po tym jak dostał kolejną dawkę środków przeciwbólowych.
Razem z Jaredem pojechała wtedy do szpitala i płakała nad jego ciałem. Tak bardzo się do niego przywiązała, jego narzekania stały się dla niej codziennością.
Bec z chłopcami załatwiła wszystko związane z pogrzebem. W tej chwili ubierała czarną długą sukienkę. Łzy spływały po jej policzkach niczym strumienie. Nie mogła się pogodzić z losem.
Rano znów dzwoniła do Liama w nadzieji, że odbierze, lecz chłopak zignorował ją, co przyprawiło ją o koleny atak płaczu.
Dziecko... jej brzuch delikatnie, prawie niezauważalnie, uwypuchlił się. Lekko sterczał, ale pod luźnymi ciuchami nie było tego widać. Wciąż wymiotowała, lecz rzedziej.
Rozmyślenia przerwało jej pukanie do drzwi. Szybko dopieła sukienkę i wyszła z łazienki.
-Jedziemy już? - zapytał Amadeusz ze smutną miną.
Bec pokiwała głową. Razem z chłopcami pojechali do kościoła. Przez resztę dnia dziewczyna czuła się jakby śniła. Zamknęła się w sobie. Na pytania znajomych odpowiadała krótko.
Kiedy ceremonia dobiegła końca Bec zamknęła się w pokoju. Zaczęła płakakać. Za wszystko, za dziadka, za Liama i ich dziecko i za wiele inych rzeczy.
-Bec kochanie? - do drzwi zapukała jej mama - Możemy porozmawiać?
Dziewczyna z ociągnięciem wstała z łóżka i otowrzyła drzwi. Przytuliła sie mocno do matki.
-Wracamy? - zapytała kobieta.
-Gdzie?
-No do domu, do Londynu...
-Nie! -przerwała jej cicho Bec.
Gdyby teraz wyjechała do Londynu załamała by się. Tam o Liamie trąbiono wszędzie, tutaj można było tego uniknąć. Poza tym zadecydowała, że nie powie mu o dziecku. O nie! Będzie przykładną matką, samotną matką, która wspaniale wychowa swoje dziecko.
Na razie wolała zostać tutaj. Przynajmniej do porodu jej maleństwa, jeśli nie dłużej. Tak będzie zdecydowanie lepiej, pomyślała, choć czuła, że sama siebie oszukuje.
-Mamo, nie chce jeszcze wracać do Londynu... Chciałabym spędzić tu jeszcze trochę czasu.
-Och... No dobrze, córciu, jak chcesz... - powiedziała zdumiona, przytulając dziewczynę.
Bec uśmiechnęła się lekko i przytuliła mocno. Na razie zostaje.
Dwie godziny później, dziewczyna siedziała spokojnie w salonie i przytulona do Jareda oglądała jakiś teleturniej. Czuła się koszmarnie. Obecność przyjaciela choć trochę poprawiała jej samopoczucie, lecz nie wystarczająco.
Od rana zjadła raptem jeden jogrt owocowy i szklankę herbaty. Czuła jak burczy jej w brzuchu, ale na widok jedzenia robiło się jej niedobrze, a twarz stawała się zielona. Jared pare razy pytał się co się dzieje, ale prosiła go by nie naciskał.
-Jared.... - zaczęła ale nie skączyła, gdyż musiała szybko polecieć do łazienki.
Chwilę później do pomieszcznia wszedł Jar, gdy akurat myła zęby.
-Becka, dobra dosyć... Powiedz co ci jest? - zapytał patrząc na nia uważnie.
-Nic takiego, po prostu... - zaczęła.
-Nie! - przerwał jej - Powiedz prawdę. - nalegał.
Becka jęknęła i ruszyła do swojego pokoju, gdzie padła na łóżko. Prędzej czy później i tak się dowie. Przecież będą razem mieszkać, musiałby być ślepy by nie zauważyć dodatkowego rozrabiakę, plączącego się pod nogami.
-Becka... -zaczął.
-Jestem w ciąży! - przerwała mu, mówiąc w poduszkę.
-Co takiego?! - zapytał zaszokowany.
Usiadł obok nie, więc dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej. Może nie powinna mówić tego tak otwarcie? Trudno, juz za późno.
-Kto... kto jest ojcem? - zapytał i spojrzał w jej oczy.
-Nieważne..
-Ważne.
-Jared, prosze cię nienaciskaj...
-Twój chłopak, prawda? - przerwał jej. - Liam?
Becka jęknęła i schowała twarz w dłoniach. Czuła, że sytuacja wymyka jej się z rąk. A ona wolała ją kontrolować.
-Jared, jestem w ciąży i na tym koniec tematu. Nieważne kto jest ojcem. Nigdzie nie wyjedżam, przynajmniej do narodzin dziecka. I proszę cię byś o nic więcej nie pytał, dobrze? - powiedziała jednym tchem i spojrzała na niego z powagą.
Chłopak pokiwął głową i otworzył ramiona w zachęciającym gestem. Becka przytuliła się mocno do niego, czując się lepiej.
Będzie dobrze. Po prostu musi być dobrze...


__________________

Przepraszam, że tak późno, ale musiałam przepisać mase zeszytów, bo ostatnio nie było mnie w szkole...
Rozdzialik oczywiście pisany przy genialnej piosence Little Things ;P

A teraz mam do was pytanie:
*Jak ma mieć na imię dziecko i jaką ma mieć płeć?*

Następny rozdzialik = 14 komentarzy ;**
POSTARAM SIĘ NAPISAĆ DŁUGI ;]

<3
  • awatar Jaagooooda. ♥: pomysł z bliźniakami dobry ! :)
  • awatar †Kills Love†: To tak ma być dziewczynka ;) Imię może Rosalie ? Rose ? Ale musi się pogodzić z Liamem . Proszę Cię ..;c
  • awatar Gość: Szacunek dziewczyno, jesteś genialna! ;*** Little Things, uwielbiam tą piosenkę;) Czekam na następny, a że to już 14 komentarz, proszę mi tu wstawić rozdzialik ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Och, jaka świetna!
Normalnie ją kocham! ;]
Nie, no, jaram się od rana, co chwilę tylko wciskając reply...
Słowa już prawie na pamięć ;P
Nie no, przesuchajcie sobie ;>


Powoli zabieram się za rozdzialik, czyli jakoś koło południa, może nawet wieczorem, będzie ;P
;**
  • awatar 'o9 ∞‏: @This one moment...: no i to bardzo ...
  • awatar This one moment...: Rosse: Ja także ;P Piosenka ogólnie jest taka wzruszająca ;)
  • awatar Gość: Awwww <3 cudna *.* Marzena ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział XXXI

Becka obudziła się ze straszym bólem głowy. Najchętniej spała by dalej, ale jej telefon dzwonil uporczywie. Podniosła głowę i spojrzała na zegarek wiszący, naprzeciw niej...
O mój Boże, zasnęła! Była już 18.34, o nie! Przed chwilą zaczęła się walka Jareda!
Szybko wyskoczyła z łóżka i mimo, tego, że była całkowicie załamana, postanowiła nie psuć dnia przyjacielowi. Miała go przecież dopingować!
Szybko chwyciła telefon i odebrała go.
-Hallo?
-Becka? - poznała głos Amadeusza. -Gdzie jesteś? Jared się niepokoi. Za chwilę wchodzi na ring.
-Och, powiedz mu, że już jadę, będę za dziesięć minut, obiecuje! - krzyknęła do słuchawki i odrzuciła telefon, zrzucajac z siebie ciuchy, zostawiając tylko szorty.
Założyła zielony, zwykły top i płaskie czarne rzymianki. Szybko splotła włosy w kitka i chwyciała białą sportową torbę, w którą wrzuciła białą bluzę i najpotrzebniejsze rzeczy, w tym także dwie puszki pepsi.
Zawiadomiła jeszcze dziadka o swoim wyjściu i wypadła z domu. Biegła szybko przez ulicę, modląc się by Jared wybaczył jej to spóźnienie. Wiedziała, że ta walka jest dla niego ważna więc przyspieszyła kroku.
Jednak w połowie drogi zmęczyła się i złapała ją kolka. Sapnęła, ździwiona, gdyż żadko jej się to przytrafaiło. W szkole biegała szybko i prawie nigdy nie miewała kolki, a jeśli już to po paru kilomerach.
Becka zwoliniła jednak krok, pamiętając o dziecku, które znajdowało sie w jej brzuchu.
W końcu doszła do celu swojej podróży i wpadła do starego budynku, w którym organizowane były walki. Pierwsze co rzuciło jej się w oczy to Jared, który stał na ringu i rozglądął się niecierpliwie. Dziewczyna zaczęła sie przepychać, przez stado spoconych i obtatułowanych mężczyzn. W końcu doszła do ringi i zamachała Jaredowi.
-Spóźniłaś się, pierwsza runda już minęła i to ja przegrywam - rzucił chłopak i wytarł ręcznikiem twarz.
-Przepraszam cię, naprawdę.
-Och, no dobrze, już się nie gniewam. Życz mi powodzenia - dodał kiedy prowadzący ogłosił drugą rundę.
Becka rozejrzała się i natychmiast zauważyła Amadeusza. Odkąd ten spędzał u niej coraz więcej czasu, Jared powoli zaczynał go lubić, choć podczas pierwszych dni, wiele razy patrzył na niego złym wzrokiem i był pełen niechęci.
Dziewczyna uśmichneła się do Am i przytuliła go lekko. I właśnie wtedy na nowo przypomiała sobie fatalną kłótnie z Liamem. Wcale nie chciała tak reagować, nie poznawała samej siebie. Była troszeczkę wybuchowa, ale nienawidziła krzywdzić innych, a tym bardziej Liama. A ranąc go, po raz kolejny zadała sobie śmiertelny cios. I nie tylko sobie, bo jeśli tego nie odkręci przyszłość jej, pomyłka: ich, dziecka będzie wisiała na włosku.
Becka z niepokojem patrzyła na walkę na ringu. Zamykała oczy za każdym razem gdy Jared oberwał mocniej. Jednak chłopak nie dawał za wygraną i za każdym razem oddawał ze zdwojoną siłą. Bec martwiła się o niego. Wydała z siebie cichy okrzyk radości, kiedy chłopak powalił w końcu Sharda. Uściskała mocno Amadeusza, po czym wspieła się na ring by przytulić poobijanego Jareda. Usmiechnął się do niej słabo i wsparł na jej ramieniu.
Bece ulżyło gdy w końcu załatwili wszystko i wyszli z tamtąd. Zapach spoconych mężczyzn przyprawiał ją o mdłości i to nie ze względu na dziecko, tylko na to, że strasznie od nich capiło.
Am pomógł jej - choć z wyraźną niechęcią - przetransortować Jareda do jej domu. Dziewczyna pościeliła mu łóżko, które było w pokoju obok jej. Chłopak przez chwilę opierał się, ale w końcu padł na wyznaczone miejsce i niczym dziecko zasnął.
Bec wróciła do swojego pokoju i przebrała się w swoją wielką i rozciągniętą szarą bluzkę i różowe, krótkie, sweet spodnie.
Przez dłuższy czas stała przed dużym lustem w łazience z rękami na brzuchu. Odkąd dowiedziała się, że jest w ciąży było.. inaczej. Wydawało jej się, że staje się bardziej odpowiedzialna i dorosła, choć kłótnia z Liamem, była wielce niedojrzała...
Bec zamknęła na chwilę oczy i wyszła z pomieszczenia. Zajrzała jeszcze do dziadka, który spał kamiennym snem, po czym ona także zasnęła.
A śniło jej się... dziecko.
___________
Przepraszam, że taki krótki i nudy, ale postarałam się dla was...
U mnie nadal źle, ale nie pytajcie...
Może pisanie mi trochę pomogło? Bo przez chwilę zapomiałam o bólu...
M.
  • awatar Don't Run Away: Nie mogę uwierzyc, że nie są razem... A dziecko...? Rozdział cudowny :D Jak zwykle :D Czekam na next :D
  • awatar Gość: Super ; D czekam na więcej ; D trzymaj się ; * pozdrawiam Marzena ; )
  • awatar †Kills Love†: Pamiętaj, że jesteśmy z Tobą . Nieważne co się dzieje zawsze będziemy . I nigdy o Tobie nie zapomnimy ! Jesteś genialna mówiąc w skrócie . Gdybym miała wypisywać jaka jesteś wspaniała nie wystarczyło by słów . Mam nadzieję że niedługo się polepszy . Ja o Tobie nigdy nie zapomnę ;* Pamiętaj ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
*WAŻNE*
Mam dla was gównianą wiadomość...
Tak, wiem, że dziś bez emotikonek, ale jestem... całkowicie rozjebana...
Wiem, że prosiliście mnie, bym nie zawieszała bloga, ale niestety stało się coś, co sprawiło, że nie będę w stananie pisać więcej rozdziałów.
I z całym przekonaniem stwierdzam, że ŻYCIE JEST CAŁKOWICIE DO DUPY...

A tu na pocieszenie, rozdzialik, który napisałam wczoraj...
Jeszcze raz przepraszam...



Rozdział XXX
O mój Boże.... Dwie kreski. Dwie kreski! DWIE KRESKI! Jestem w ciąży!
Becka osunęła się na podłogę trzymając się wanny i opierając się o nią plecami. Zamknęła oczy.
Będzie mamą! Zawsze o tym marzyła,jednak teraz była.... wystraszona i to porządnie. Bała się pordu, bała się, że nie spęłni się jako rodzic, ale... zawsze chciała mieć kochającego bobasa, najlepiej dziewczynkę, która będzie kochać ją równie mocno jak ona ją.
Po całym przerażeniu, że zostanie rodzicem, poczuła... szczęście. Ona i Liam będą mieli małego dzidziusia. Córeczkę albo syna. Dziewczynka albo chłopczyk. Nowe życie.
Coś co połączy ich na zawsze.
Becka zaczęła wszystko planować. Muszą na początku znaleść jakiś dom, ładny i przytulny, ożenią się, by ich bobas nie był nieślubnym dzieckiem, założą piękną rodzinę.
Bec z wachaniem podniosła się na nogi i patrząc w lustro, dotknęła brzucha. Nagle ogarnął ją strach.
Co jeśli Liam nie chce zostać ojcem? Przecież... to może wpłynąć na jego karierę...
Dziewczyna uspokoiła się szybko. Doskonale znała Liama. Nigdy by nie odrzucił własnego dziecka, więcej, Becka dobrze wiedziała, że na pewno je pokocha.
Bec na chwiejnych i miękkich nogach, podniosła się z podłogi i wyszła z łazienki, kierując się w stronę kuchni. Tak właściwie, to nie wiedziała co robić. Po pierwsze powninna zadzwonić do Liama, ale... jak wyznać mu przez telefon albo skaypa, że będą mieli dziecko.
Nie, najpierw musiała coś zjeść. Była strasznie głodna, poza tym powinna teraz odżywiać się zdrowo.
W kuchni znalazłaJareda,pochylającego się nad jakimiś papierami. Dziewczynę zaniepokoiło to, że marszczył czoło.
-Co się dzieje? - zapytała.
Spojrzał na nią i pokręcił z westchnieniem głową.
-Nie mogę wyrobić się, ze spłatą mojego mieszkania.... Muszę wygrać tą walkę inaczej zostane bez forsy...
-Jar... Mogę ci pożyczyć kase - zaproponowała.
-Nie - odpowiedział pewnie. - Absolutnie nie biorę pożyczek.
-No to zamieszkaj z nami. I tak całe dnie spędzasz w tym domu, wracasz tam tylko by iść spać, a przecież są tu jeszcze wolne pokoje, spokojnie byśmy się zmieścili. - podniosła rękę zanim chłopak zdąrzył zaprotestować - Miałabym dodatkową pracę rąk. Przecież wierz, że z moim dziadkiem jest coraz gorzej i nieługo nie dam sobie sama rady. Proszę cię Jar!
-Będe wam płacił.
-Nie ma mowy. Płacisz tym, że pomagasz mi tu i jesteś moim najlepszym przyjacielem. Absolutnie nie zgodze się na pieniądze.
-Och no dobra. -jęknął i przytulił dziewczynę.
Becka roześmiała sie.
-Coś ty taka radosna, rano miałaś paskudny humor -zauważył nagle Jar.
Becka odsunęła się i popatrzyła na chłopaka z czułością.
-Czuję się jakbym dostała nowe życie. - odpowiedziala zagadkowo - Dobra, muszę spadać, miałam zadzwonić do Li. Zobaczymy się później - powiedziała i pocałowała go w policzek. Zauważyła, że na dźwięk imienia Liama, Jared skrzywił się.
Wyszła z kuchni i ruszya niecierpliwie po schodach, przeskakując po pare z nich. Wpadła do pokoju i włączyła komputer. Trafiła idealnie bo Li był zalogowany. Szybko połączyła się z nim z wielkim uśmiechem na ustach.
-Hej - powiedział. - Nie, Serena, zostaw! To moje ulubione spodnie - zawołał.
-Yh... Co takiego? -dziewczyna zmarszczyła czoło.
-Och, przepraszam cię Bec... Nie, nie mówiłem do ciebie. - uśmiechnął się smutno - Co u ciebie słychać?
-Wiem, że to nie rozmowa na skaypa ani telefon ale muszę ci coś wyznać. To trochę....
-Poczekaj chwilę - przerwał jej - Serena, błagam cię, weź zwykłą białą koszulę. W dolnej szafce, masz leginsy Nialla...Skąd, do cholery Niall ma leginsy?! - wydarł sie nagle Liam.
-Eee.. Li.... -Bec próbował dojść do głosu.
-Już do ciebie wracam! - obrócił wzrok - Serena, idź do Nialla, on ma małe ciuchy, może one będą ci pasować - powiedział, po czym znów spojrzał na Beckę. -Co chciałaś mi powiedzieć kochanie?
-Kto to Serena? - palnęła.
-To moja... przyjaciółka - powiedział szybko. - Pozwoliłem jej tu zamieszkać, na jakiś czas. O co chodzi? -zapytał widząc jej nieszczęśliwą minę.
-Ja...Nic, oczywiście, że nic -przygryzła wargę. - Jak idzie ci trasa?
-Och, wspaniale - odpowiedział szybko - Zwiedzamy wspaniałe miejsca, prawie co dzień mamy jakiś koncert, wystąpienie czy impreze. Co dzień miliony fanów, szalejących na nasz widok... Jest świetnie - uśmiechnął się. -A co u ciebie? Jak się czuje twój dziadek?
Becka poczuła łzy w oczach. Ona umierała z cierplienia i ich rozłąki, a on imprezował i bawił się w najlepsze z Sereną. Przełknęła jednak palące łzy i przywołała na twarzy sztuczny uśmiech. Niestety, nie była za dobrą, aktorką.
-Jest coraz gorzej - westchnęła. - Wiesz... muszę kończyć. -przygryzła wargę - Miałam pomóc Jaredowi.
-Komu? - chłopak, powstrzymał ją tym pytaniem przed rozłączeniem się - Aaa, Jared, pamiętam.
-O co ci chodzi? - wybuchła nagle.
-O nic oczywiście. Mam tylko jedno pytanie: Podoba ci się on?
-Co ty bredzisz? Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi!
-Och no nie wiem, jego słowa na to nie wskazwały.
Becka była wściekła, sama nie wiedziała czemu. Wszystko przez hormony... albo o zazdrość ich obojga.
-Och, a jednak nie zapomiałeś o swojej dziewczynie, mając pod nosem inną - powiedziała uśmiechając się - Jakie to miłe, że choć trochę dbasz o nią.
-Bec...
-Nie, Liam! Przecież wiesz, że nie przyjechałam tu romansować tylko zajmować się dziadkiem! Podczas gdy ja zajmuje się chorym bliskim i umieram z tęsknoty do ciebie, ty w najlepsze bawisz się na drugim krańcu świata i mieszkasz z dziewczyną, przy czym wypominasz mi moją przyjaźń z Jaredem.
-Przyjaźń?
-Tak, właśnie! Przyjaźń! Jak na razie to on jest moim najlepszym przyjacielem. On i Amadeusz. Nie jest jednym z tych, którzy są przy tobie, udając przyjaciela, zaciągają cię do łóżka i robią ci dziecko.
-Dziecko? - zapytał marszcząc czoło. -O czym ty mówisz Bec?
-Nieważne i tak nie zrozumiesz...Dobrze wiesz, jakie uczucia do ciebie żywiłam i...
-Żywiłam? - zpaytał z niedowierzeniem. - Czemu mówisz o tym co nas łączy w czasie przeszłym?
Roześmiała się smutno. Czuła, że jej odbija. Czuła, że musi się na czymś wyżyć, a Payne, był... celem.
-A co nas łączy? Dzie.... - ugryzła sie w język.
Nie, absolutnie nie powie mu o dziecku. Przynajmniej nie teraz. Odetchnęła głęboko i zaczęła jeszcze raz, tym razem spokojniej.
-Może czas, by wreście wydojrzaleć i dojrzeć, że to tylko beznadziejne zauroczenie z ogromną dawką zazdrości? -zapytała cicho. - Może rzeczywiście, to co nas łączy, lepiej by pozostało przeszłośćią....
-Becka... - szepnął bezradnie.
-Nie! - przerwała mu. - Podjełam decyzję... Wiem, że to brzmi śmiesznie... Zerwanie przez skaypa, kto by pomyślał - zaśmiała się, jednak szybko spoważniała. - Powiedziałabym "do zobaczenia", ale nie chce się z tobą więcej widzieć, więc powiem zwykłe żegnaj...
Duża łza popłynęła po jej policzku, kiedy zamknęła laptopa. Zerwała z nim... Przez głupią zazrdość.
Zaczeła płakać, przstała już powstrzymywać szloch. Skuliła się na łóżku i objęła rękoma kolana. Ból, czuła wielki ból. Jakby ktoś wbił jej nóż w plecy, przekręcił go pare razy i podeptał, by upewnić się, że całkowicie je dobił...
Płakała jeszcze przez dobrą godzinę, jednak później, po prostu się zmęczyła. Zmęcyzło ją udawanie, że wszystko wporządku.
Tym bardziej, że nie było....

_______________________

Może napiszę następny za tydzień, może dłużej...
Naprawdę was przepraszam...
  • awatar This one moment...: Och Dżagótko ty moja kochana... Naprawdę bardzo ci dziękuje :)
  • awatar Mini waariatkowo ;D: Rozdziaał genialny jak zwykle. Naprawdę mi przykro, paamiętaj myślami jestem z tobą. Twa dżagooda.
  • awatar Belive in Dreams ♥: Mam nadzieję, że to tylko przejściowe i że niedługo go odwiesisz... uhh..musiałam trochę ponadrabiać..ale już wiem o co chodzi... czemu ona z nim zerwała? a kto to jest ta Serena? ehh..dobrze będę czekał, aż napiszesz... mam nadzieję, że wszystko się ułoży ; ) trzymam kciuki ; ) no więc jeszcze raz piszę, że czekam na następny ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Rozdział XXIX
Najtrudniejszy dla nich był moment pożegnania. Becka miała łzy w oczach. Przez długi czas po prostu płakała na jego piersi, stwierdzając, że jeśli chłopak ją opuści, nie przeżyje tego.
Przez dwa dni, żyli... jak gdyby nie miało być jutra. Napaleni nastolatkowie, dni na plaży, długie rozmowy. Byli po prsotu szczęsliwi.
Becka czuła się jak w jakiejś bajce, która niestety nie skączyła się happy endem, bo stali na lotnisku, na którym jej książe z bajki miał odlecieć za góry i lasy.
-Becka, proszę przestań płakać - powiedział cicho - Krzycz, szarp się, przeklinaj, ale proszę nie płacz.
Próbowała powtrzymać łzy, za względu na niego, ale nie mogła. Te, jakby miały własne życie i chciały po prostu uciec, kapały na jego koszulkę mocząc ją.
- Proszę pana, powinien już pan wsiąść - powiedziała stojąca obok nich stewardessa.
Becka w końcu odsunęła się od chłopaka i przetarła oczy wierzchem ręki.
-Kocham cię - wyszeptała bezgłośnie i pocałowała go w policzek.
Liam zacisnął z bólem oczy, obracajac się i odchodząc. Becka czuła się jakby część jej odeszła razem z nim.
Dziewczyna powoli odeszła z lotniska i ruszyła w stronę niedaleko stojących taksówek. Wsiadła do jednej z nich i podała swój adres.
Mimo to, że nie zobaczy Liama przez długi czas, będzie musiała jakoś funkcjonować, a może za miesiąc to ona pojedzie do niego?
Taksówkarz zagadywał ją rozmową i sypał żartami, ale jedyna na co zdołała się zdobyć dziewczyna, był blady uśmiech.
Kiedy podjechali pod wskazany adres, Becka zapłaciła i wysiadła pospiesznie. Mimo, iż kierowca był miły, ona wolała teraz siedzieć, zamknięta w swoim pokoju i wydrapywać sobie oczy.
Otworzyła drzwi, a za nimi ukazał się jej Amadeusz. W momencie, kiedy Becka zauważyła przyjeciela coś w niej pękło i rzucając się w jego objęcia wybuchła płaczem. Am trzymał ją mocno, dając jako takie poczucie bezpieczeństwa. Chłopak zamknął drzwi i poprowadził Beckę do jej pokoju.
-Sh.... Cicho już Bec, nie płacz - szepnął jej do ucha, głaczcąc ją po głowie.
Siedziała tak w jego objęciach, płacząc i opowiadając różne historie z jej życia. To jak spotkała Liama i to jak jej życie zmieniło się po tym wydarzeniu.
Zauważyła, że obecność przyjaciela leczyła, choć w części jej bólu i rozpaczy.

*Miesiąc później*

Becka chwyciła torby z zakupami i wyszła z taksówki. Szybko znalazła się przy drzwiach i otworzyła je z trudem, wchodząc do środka i wpadając na Jareda. Chłopak objął ją by nie przewróciła się i uśmiechnął się uroczo.
-Przepraszam - wymamrotała i podała mu torby.
-Wykorzystujesz mnie do swoich niecnych planów - roześmiał się idąc w kierunku kuchni.
Bec podążyła za przyjacielem. Odkąd Li wyjechał dziewczyna miała największe oparcie w Jaredzie i Amadeuszu. Spędzajac z nimi czas leczyła choć cząstkę bólu. Chłopcy zabawiali ją, przez całe dni wymyślając jej zajęcia. Becka uwielbiała spędzać z nimi czas, ale nocami czuła się samotna.
Kładła się bardzo późno i czasem leżała w łóżku godzinami, patrząc bezmyślnie na ścianę, próbując zasnąć. Ale nawet wtedy spała niewiele.
Oczywiście , dzwonili do siebie, ale coraz żadziej. ich rozmowy stawały się coraz bardziej niezręczne. Becka stawała się zazdrosna o każdą dziewczynę z jaką Liam rozmawiał czy pozował.
Nie mogła się pogodzić z tym, że ktoś inny mógłby zająć jej miejsce.
-Becka, mleko włóż do lodówki, a nie do zmywarki - przerwał jej rozmyślenia głos Jareda.
Becka otrząsnęła się i popatrzyła na chłopaka. Często przestawała kontaktować i przez pewien czas nie kontaktowała, zanużając się w swoich myślach...
Dziewczyna wyciągnęła mleko i włożyła na odpowiednie miejsce. Pomogła rozpakować reszte rzeczy, po czym po któtkich (żadnych) zastawnowieniach, zamówiła razem z Jaredem pizzę.
Becka poszła sprawdzić co u dziadka, który czuł się coraz gorzej. Miał prolemy z chodzeniem, potrzebował większych dawek leków przeciwbólowych, spał bardzo mało. Dziewczyna martwiła się o niego, wiedząc, że dziadek bardzo cierpi, a ona nie może nic z tym zrobić. Każdego dnia przywiązywała się do niego coraz bardziej, ze świadomością, że rozstanie będzie bolesne.
-Jak się czujesz dziadku? - zapytała cicho, wchodząc do pokoju mężczyzny.
Jerry zakaszlał pare razy i mruknął coś niewyraźnie by sobie poszła. Humorek także mu nie dopisywał, przez całe dni prosił by zostawić go samego. Trudno było mu także wcisnąć tabletki przeciwbólowe.
Becka wycofała się i pobiegła do drzwi odebrać pizzę. Zapłaciła sprzedawcy i zasnosła do kuchni pudełko. Wzięła kawałek i włożyła go do buzi.
-Zostaw trochę dla mnie, żarłoku -rzucił z uśmiechem Amadeusz wchodząc do kuchni. - Gdzie Jar?
Nie czekał jednak na odpowiedź, zamiast tego, natychmiast zajął się pizzą. Becka roześmiała się na widok jego ciągnącego się sera.
-Ma trening... W sobote ma walkę. - popatrzyła za okno. - Z dziadkiem coraz gorzej... Prawie nic nie je, nie rusza się z łóżka... Nie wiem jak długo jeszcze wytrzyma... Wiem, że lekarze dawali mu pół roku, ale... on nie jest aż tak silny jakiego udaje...
Amadeusz westchnął ciężko, odłożył kawałek pizzy, który miał w ręce i przytulił ją mocno do siebie.
-Becka, nie zaprzątaj sobie tym teraz swojej ślicznej główki. Przede wszystkim miej nadzieje, ona umiera ostatnia....
Dziewczyna zamknęła oczy i odwzajemniła uścisk.

*Rano*

Obudziła się gwałotownie i pobiegła szybko do łazienki. Ledwo dobiegła do toalety, zwymiotowała. Było jej strasznie niedobrze. Kiedy w końcu jej żołądek się uspokoił, umyła dokładnie zęby i nachyliła nad umywalką. Przeczesała włosy palcami w chwili kiedy znów zrobiło jej się niedobrze.
Siedziała w łazience jeszcze przez piętnaście miunt. W końcu pewna, że wszystko wpożądku, wzięła szybki prysznic, jeszcze raz umyła zęby i ubrała krótkie szorty i zielono-czarną koszulę na ramiączka, Związała włosy w niedbałego koka i pomalowała lekko rzęsy.
Zeszła na dół do kuchni i zaparzyła sobie herbatę. Musiała zjeść coś nieświeżego. Może zaszkodziła jej ta pizza, albo kanapka z serem którą jadła wieczorem.
Pijąc powoli gorącą herbatę, pochyliła się nad stołem. Nagle do kuchni wpadł rozradowany Jared. Zatrzymał się kiedy ją zauważył i zmarszczył brwi.
-Wcześnie wstałaś - powiedział i wyjął z lodówki piwo.
-Jest już... - popatrzyła na zegarek wiszący naprzeciwko niej - Ok, jest dopiero siódma, ale co z tego? Nie mogę sobie od czasu do czasu, po prostu pospać krócej?
Jared zatrzymał puszkę z piwem w połowie drogi i uniósł brwi.
-Tylko zauważyłem, że wcześniej wstałaś, nie chciałem byś się denerwowała.
Becka odłożyła herbatę i westchnęła. Zaczęła masować skronie, ale nie dało jej to większego efektu.
-Przepraszam... Po prostu, nie mam dziś humoru.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnął się i pociągnąl dość dużego łyka.
Chłopak pobuszował trochę w szawkach i z głośnym okrzykniem radości wyciągnął z szafki paczkę ciastek.
-Przyjdziesz na moją walkę? - zapytał chłopak z pełną buzią.
-Z kim się bijesz?
-Z Shardem.
-Jared... chyba nie powinieneś znów z nim walczyć.... Ostatnio musiali wezwać pogotowie...
-Nie wierzyrz, we mnie? - zapytał patrząc na nią - Poza tym muszę mu pożądnie dopieprzyć, ten gość jest zbyt grubiański - mruknął pod nosem.
Becka dopiła herbatę w chwili, kiedy znów zrobiło jej się niedobrze... Szybko przebiegła obok Jareda, poprychając go i biegnąc w kierunku toalety. Chwilę później do drzwi zapukał Jared.
-Becka, co się dzieje? - zapytał zaniepokojony.
-Idź sobie. - wychrypiała i znów zwymiotowała.
-Becka, wchodzę - ostrzegł i otowrzył powoli drzwi.
Kiedy zobaczył dziewczynę padł na kolana i nachylił się nad nią.
-Bec?
-Powiedziałam, żebyś sobie poszedł - wymamrotała, podnosząc się i spuszczając wodę.
Odkręciła wodę w umywalce i umyła porządnie zęby. Jared stał za nią nieruchomo i patrzył uważnie na jej twarz. Odsunęła z twarzy pojedyńce kosmyki włosów, które opadały na nią.
-Becka?
-Och, nic mi nie jest, po prsotu musiałam coś nieświerzego zjeść... - powiedziała cicho i wyszła z łazienki.
-Hej - złapał ją za ramię i obrócił do siebie - Martwie się do ciebie.
-Niepotrzebie - warknęła i ruszyła do swojego pokoju.
Jednak po paru krokach zatrzymała się i obróciła, podchodząc szybko do Jareda i przytulając się do niego.
-Przepraszam... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje...
-Może prześpij sie jeszcze trocję - zaproponował - Ja zajmę się twoim dziadkiem.
Bec pokiwała głową i ruszyła do swojego pokoju. Nie mogła jednak zasnąć, zamiast tego położyła laptopa na kolanach i zalogowała się na tt. Żadnych nowości.
Weszła jeszcze na pare inny stron, przeskakując po reklamach. Podniosła się nagle i z zaniepokojeniem przyjrzała jednej z nich.
Zerwała się z łóżka i popędziła po kalendarz. Zakryła usta ręką, by zdusić jęk.
Spóźniona miesiączka, poranne młości, drażliwość. O mój Boże, razem z Liamem nie zabespieczyli się...
-Jestem w ciąży - wyszeptała i osunęła się na podłogę.
Nie, nie, nie. Absolutnie nie musiała być w ciąży. Równie dobrze to zwykłe zatrucie, miesiączka... przecież może się spóźnić pare dni...
Nie, bardziej prawdopodobe jest to, że będzie miała dziecko. To brzmiało tak... dorośle.
Miała prawie dwadzieścia lat, a miała urodzić dziecko. Nie, jeszcze nic nie jest pewne... musi na razie kupić test, albo udać się do lekarza...
Podniosła się z podłogi i poprawiła ubranie. Musiała dowiedzieć się jak najszybciej.
Wyszła szybko z pokoju i weszła do kuchni. Na szczęście nie było Jareda. Chwyciła pieniądze i wyszła. Apteka była tuż za robiem więc przyspieszyła kroku.
Kiedy wróciła do domu, natychmiast wparowała do łazienki. W głębi duszy modliła się... nawet nie wiedziała o co tak właściwie. Nachyliła się nad umywalką, nie mogąc zdobyć się na odwagę.
Błagam, pomyślała otwierając pudełko....
______________________________
Hej, kochani ;P
Czy naprawdę moje opowiadanie jest tak kiepskie, że czytelnicy mnie opuszczają??
Jak tak dalej pójdzie, to będę musiała zawieścić bloga...
M.
  • awatar Gość: No chyba raczej nie ! Kto niby opuszcza tak wspaniałe opowiadanie ? ! To jest zarąbistee . ^^
  • awatar †Kills Love†: Ochhhh ! Pisiaj następny ;* kocham ;>
  • awatar This one moment...: Don't Run Away : Oj no dobrze nie zawiesze ;P M.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Rozdział XXVIII
Becka odepchnęła od siebie Liama i uśmiechnęła się ze smutkiem w oczach.
-Na dole jest dziadek i tutejszy listonosz - uniosła brwi.
Liam westchął ciężko, pocałował ją jeszcze raz i wstał.
-Gdzie się wybierałaś zanim przyjechałem?
-Do tutejszego parku, ale... mam pewien pomysł. - w jej oczach zamigotało rozbawienie.
Zostawiła go na chwilę i weszła do łazienki. Po chwili wyszła z torbą i skoczyła w kierunku szafy. Grzebała tam przez jakiś czas, po czym z okrzykiem radości z powrotem pobiegła do łazienki z czymś czerwonym w ręku.
Li patrzył na to z rozbawieniem, ale nie ruszył za Becką. Czekał zaciekawionny zachowaniem dziewczyny.
-Co robisz... - zaczął Li, kiedy dziewczyna weszła z powrotem do pokoju, ale Becka przerwała mu, ciągnąc go w kierunku drzwi.
-Gdzie się zatrzymałeś?- zapytała schodząc po schodach.
-Tu niedaleko w hotelu 'Plaza'.
-Masz stój kompielowy? - zapytała.
-Po co komu strój... -powiedział z chytrym uśmieszkiem. - Pływałaś kiedyś nago przy księżycu? Mówię ci...
-Uhm... -odchrząchnął ktoś. Li z przestraszoną miną i bladą twarzą obrócił się do tyłu. - Wolałbym zdecydowanie, byś młody człowieku, miał na sobie kąpielówki.
Liam pokiwał niewyraźnie głową i zacisnął usta. Becka miała ochotę się roześmiać, ale powstrzymałą się.
-Dziadku to Liam, mój chłopak, Li to mój dziadek - przedstawiła ich sobie.
Podali sobie ręce i ku zaskoczeniu Becki, jej dziadek się uśmiechnął i cicho zachichotał.
-Pamiętam jak ja pływałem nago...
-Dziadku! - wykrzyknęła Becka - Liam choćmy już, zanim ten upierdliwy zrzęda, zniechęci cię do mnie.
Chwyciła jego ramię i wyciągnęła go z domu. Usłyszała jeszcze śmiech dziadka, po czym pokręciła głową i ruszyła ulicą.
Hotel w którym zatrzymał się Li, był niedaleko, tak sam jak plaża. Chłopak szybko przebrał się i już w krótce Becka szła na boso po ciepłym piasku, niosąc koc i swoją torbę.
Liam znikł na chwilę, kupując koktajle dla nich. Razem rozłożyli koc i usiedli na nim. Becka zrzuciła z siebie dżisnową kamizelkę i kwiecistą sukienkę i położyła się, sprawiając, że chłopak stał nad nią oniemiały i gapiący się.
Po chwili opanował się, ale nadal nie mógł napatrzeć na dziewczynę. Miała na sobie czerwone bikini, które było rajem dla jego oczu. Chciał mieć ją w ramionach, całować jej piaski brzuch i półkule piersi.
Chwilę później wypił cały napój. Zauważywszy, że wcale mu nie pomógł. Zdjął spodnie i uśmiechnął do dziewczyny, która podniosła się lekko by wyjąć z torebki okulary.
-Idę popływać, idziesz? - zapytał.
-Nie, jeszcze chwilę poleże - powiedziałą zakładając okulary na nos i kładąc się z powrotem.
Słońce prażyło i sprawiało, że Becka czuła się jakby leżała w piekarniku, ale było to przyjemne, tym bardziej, po beznadziejnej pogodzie w Londynie.
W końcu jednak się poddała i podniosła do pozycji siedzącej, próbując znaleść Liama w wodzie. Ludzi nie było zbyt dużo, a chłopaka zauwazyła szybko.
Nadal nie mogła uwierzyć, że zostawił chłopaków i swoją trasę by odwiedzić ją i spędzić z nią trochę czasu. Kiedy jej to mówił miała łzy w oczach. Kochała go tak bardzo!
Uśmiechając się, wstała i popędziła do wody. Kiedy dotknęła stopną wody, poczuła dreszcz przebiegający przez jej ciało. Z radosnym uśmiechem wchodziła coraz głębiej, patrząc na stojącego do niej tyłem Liama, zanurzonego po pas.
Wkrótce dorarła do niego i objęła go w tali. Chłopak obrócił się i uśmiechnął do dziewczyny, przytulając do siebie. Nagle na jego ustach pojawił sie chytry uśmieszek i powoli zaczął ją wciągać na głębszą wodę. Bec przytuliła się do niego mocno i objęła go nogami w tali. W pewnym momencie Liam po prostu zanurzył się, mocząc jej włosy.
-Li!! - zawołała śmiejąc się kiedy chłopak znów się z nią zanurzył.
Próbowała oswobodzić się z uścisku, ale on trzymał ją mocno. Zanurzył się po raz ostatni i mocno ją pocałował. Ich usta były nadal złączone kiedy wynurzyli się z wody.
Dziewczyna lekko odsunęła się i roześmiała. Li wyszczerzył zęby w uśmiechu, który szybko znikł gdy spóścił wzrok. Becka ciasno odejmując jego ciało, nawet nie wiedziała jak działa na niego i jego myśli. Patrzył z zainteresowaniem i... pożądaniem jak kropelki wody płynął po półkulach jej piersi i znikają za stanikiem kostiumu...
Liam, przestań! - nakazał sobie i przenusł wzrok na twarz dziewczyny, która uśmiechała się promiennie i pocałowała go lekko.
Po pół godzinie zabaw w wodzie, wyszli z niej i padli zmęczeni na koc. Leżeli tak przez jakiś czas opalając się i rozmawiając.
Wokół nich ludzie rozchodzili się, w końcu byli jednymi z nielicznych obecnych na plaży. Po jakimś czasie, zaczeli się pakować. Liam o mało nie dostał apoplekcji kiedy zauważył jak dziewczyna się ubiera.
Z zadowoleniem kładąc ręce na swoich piersiach oznajmiła z radością, że kostium jej wysechł. Liam stał wpatrzony w nią, kiedy Becka chwyciła swoją sukienkę i zaczęła ją ubierać. Odetchnął głęboko i sam zaczęł się ubierać, próbując nie zwracać uwagi na dziewczynę, która od pewnego czasu... bardzo go kusiła.
Kiedy doszli do hotelu Liama, który był po drodzę do domu Becki, chłopak pocałował ją namiętnie, przyciągając do siebie.
-Może wejdziesz? -zapytał zanim się opanował.
Becka bez protestów ruszyła za Liamem. Chłopak kiwnął głową do recepcjonisty i już wktórce znaleźli się w jego pokoju, gdzie Bec po raz kolejny go zaskoczyła.
Przyciągnęła go blisko do siebie i pocałowała ciągnąc w kiernku łóżka.
-Becka - jęknął Liam, próbując odsunąć się od dziewczyny.
-Cicho bądź! - zganiła go łagodnie przeczesując jego włosy.
Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Li ledwo nad sobą panował. Jednak nie mógł tak po prostu zaciągnąć ją do łóżka...
-Jesteś pewna? - zapytał po paru pocałunkach.
Jedną jej odpowiedzią był namiętny pocałunek.

________________
Dzisiaj taki beznadziejny rozdziali ;P
Pisałam na szybko, przez cały czas słuchając Little Mix - DNA ;P
Bardzo mi się spodobała ta pioseka ;>
Nie wiem kiedy następny rozdzialik, postaram się dodać jutro, prawdopodobnie o tej samej godzinie co dzić ;P
Uwielbiam was <3
M.
  • awatar Gość: Ciekawie, ciekawie . ;D Też uwielbiam tą piosenkę . C;
  • awatar Live not Die because One Direction Δ: OMG . Becka i Liam ! ♥ Czemu kończysz w takim momencie kurde ?! ;** Ps. Zapraszam do mnie na kolejny rozdział . <3
  • awatar Nika.Styles♥: hahhahahah kocham jej dziadka ;d rozdzialik mega ! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Jeśli tata nie odłączy mi neta, za pół godziny, może trochę dłużej dodam nowy rozdział ;P
Będziecie czytać?? ;P
Uwielbiam was! <3
M.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Rozdział XXVII
Becka zdziwiona, zmarszczyła brwi i popatrzyła na osobę która przed nią stała. Nie nogła uwierzyć, przecież powinien teraz być daleko... na drugim końcu miasta, przecież listonosz nie może się tak szybko przemieszczać. Poza tym czy nie powinien zostawić listu w skrzynce?
-Rebecko jak wyrosłaś! - powiedział z wielkim uśmiechem - Jest twój dziadek?
Dziewczyna uśmiechnęła się, przypominając sobie Boba. Chodziła z jego córką do klasy. Bob był miłym, ale trochę dziwnym facetem. Może dlatego, że lubiły go psy?
-Tak, tak, proszę wejść - powiedziała pospiesznie i odsunęła się by przepuścić mężczyznę.
Pokierowała Boba do salonu, gdzie siedział dziadek i samam udała się do swojego pokoju. Chyciła laptop z nadzieją, że Liam będzie zalogowany.
Niestety nie był, więc włączyła telewizor i znudzona przeglądała kanały. Prawie zanęła kiedy oglądała jakiś proglam plotkarski. Jednak szybko się odcknęła kiedy usłyszała nazwisko Liama.
Nie mogła uwierzyć, kiedy spojrzała na telewizor. Ścisnęła mocno pilot, prawie go miażdząc. Odech miała przyspieszony, a w oku zakręciła jej się łza.
Pokazane było zdjęcie, na którym Liam stał z jakąś blądyną i pozował do zdjęcia, obejmując ja mocno w tali i trzymając przy sobie, zbyt blisko.
Uspokuj się, Becko, nakazała sobie, to tylko głupie zdjęcie, przecież się nie całują.
Reporterka nawijała coś, ale Bec już jej nie słuchała. Wyłączyła szybko telewizor i zamknęła oczy. Więc tak teraz będzie?
Będzie zadrosna o każdą dziewczynę, która choćby zbliży się do Liama? Poczuła ukłucie w sercu. Nie chciała by tak było. Poczuła łzę spływającą po jej policzku, ale nie otarła jej. Pozwoliła by spadła na poduszkę, tak jak pozwoliła by Liam wymknął się z jej rąk.
Rozmyślała jeszcze przez długą chwilę, ale otrząsnęła się, gdy usłyszała charakterystyczny dźwienk z laptopa. Liam do niej dzwonił.
Z wielkim wysiłkiem i ciężkim sercem podniosła się i chwyciła laptopa. Otarła policzki i oczy, pociągnęła pare razy nosem i przyklejając na twarz sztuczny uśmiech odebrała.
-Hej, słońce! - powiedział Liam z uśmiechem.
Musiał siedzieć w jakimś samochodzie, bo strasznie szumiało, od otwartej szyby i wydać było siedzenie i szybę.
-Co taki szczęśliwy? Przecież jestem daleko! - wydęła wargę, udając obrażoną.
-Mam niespodziankę, kotku! - wyszczerzył zęby.
-Jaką? - zapytała z ciekawością, odganiając smutek.
-Dowiesz się za... pół godziny minut.
-A co będzie za dziesięć minut?
-Cierpliwości!
Rozmawiali jeszcze przez dziesięć minut, po czym Liam stwierdził, że musi spadać. Becka zawiedziona, nie dowiedziała się co jest niespodzianką.
Nie miała zbyt dobrzego chumoru, więc postanowiła się wybrać do parku, pozwiedzać i obejrzeć zapomniane kąty.
Związała włosy w luźnego koczka i zawiązała na nich bandamkę. Pomalowała lekko rzęsy, na dworze było gorąco, więc cały makijarz by spłynął... Zrzuciła z siebie ciuchy i włożyła letnią sukienkę z czarną, obcisną górą i zwiewnym, kwiecistym dołem. Po długim rozważaniu włożyła dżinsową kamizelkę. Chywicła okulary przeciwsłoneczne, które stały się dla niej codziennym strojem, włożyła na stopy balerinki i zeszła do kuchni.
Wyjęła z lodówki butelkę wody i przeszła obok salonu, gdzie nadal siedział Bob i dziadek.
-Wychodzę, wrócę za godzinę - rzuciła i pognała do drzwi.
To co zdarzyło się później, było... nieprawdopodobne. Becka otworzła drzwi w momencie, kiedy zadzwonił drzwonek. Uniosła spojrzenie i zaparł jej dech.
Włosy miał krótsze niż dwa tygodnie temu, przed jej wyjazdem, lecz uśmiech ten sam, szczery i zniewalający.
-Liam, co ty tu robisz? - zapytała z niedowierzeniem.
Lecz nawet nie dała mu odpowiedzieć, gdyż natychmiast rzuciła się w jego objęcia. Mocno się do niego przytuliła. On sam trzymał ją, prawie dusząc.
Trwali tak w uścisku pare minut, aż w końcu podnieśli głosy się do siebie uśmiechnęli.
-Co tu robisz? -powtózyła pytanie - Nie powinieneś być na drugim końcu świata.
Chłopak westchnął i zamknął za nimi drzwi. Becka pokierowała go do swojego pokoju, gdzie usiedli na łóżku.
-Musiałem się z tobą zobaczyć.
-Jak zdobyłeś mój adres?
-Wera - wyszczerzył zęby- Wiem, że to dopiero dwa tygodnie, ale musiałem. Chłopaki i menadżer są strasznie wściekli że ich opuściłem... Ale poradzą sobie beze mnie przez trzy dni.
-Trzy dni? - powtórzyła.
-Tylko tyle udało mi się wynegocjować. - powiedział przepraszającym tonem.
Dziewczyna podniosła się i usiadła mu na kolanach, mocno całując. Kiedy się od siebie oderwali, rozmawiali przez następne pół godziny.
-Co z twoim dziadkiem? - zapytał, głaskając jej włosy.
-Jak na swój stan zdrowia, trzyma się świetnie, choć ma już problemy z chodzeniem.
-To źle - mruknął.
-Działo się coś ciekwaego na tej trasie, zanim zrobiłeś sobie przerwę? - zapyta naglę, przypominając sobie piękną modelkę.
-Nie - bąknął i uciekł wzrokiem.
W końcu dziewczyna odpusciała i pocałowała go lekko. Liam znów mocno ją do siebie przytulił. I trwali tak, przez pare minut.
Aż do fatalnego zajścia.
Becka siedziała spokojnie na kolanach Liama, gdy usłyszała gwizd. Zaraz potem wolne kroki.
-Bekca! Kochanie, mamy coś do załawienia. I absolutnie nie możemy zostawić tego na później. Szybko! Mój kumplel bardzo się niecierpliwi. - zawołał Jared.

[Osoby zboczone zrozumienją o co chodzi ;P Taki komentarz ode mnie Ok, wracamy do rozdziału ]

Becka otworzyła oczy ze zdumienia, kiedy zauważyła groźną minę Liama. Chłopak przycisnął ją mocno do siebie, kiedy drzwi się nagle otworzyły i stanął w nich Jared.
-Och... -powiedział speszony - Masz gościa...
-Jared... to nie najlepszy moment..
-Ja rozumiem..
Powiedział to tonem który stanowczo oświadczał, że niczego nie rozumie i zmierzył Liama zimnym spojrzeniem.
Chłopcy patrzyli na siebie, jakby chcieli się nawzajem pozabijać.
-Becka... Moglibyśmy pogadać? - zapytał Jared przerywając nieprzyjemną ciszę.
Dziewczyna z ociągnęciem wstała i rzuciła Liamowi przepraszający uśmiech. Ruszyła za chłopakiem na hol i zamknęła cicho drzwi.
-Jared.. Odbiło ci? - zapytała szeptem.
-Skąd miałem wiedzieć, że masz gościa?
-Ale chodzi mi o twoje słowa! -zawołała.
-Mówiłem tylko, że jesteś potrzebna mi i Amadeuszowi, bo mieliśmy dla ciebie niespodziankę... -powiedział cicho.
-Och...Ja nie.... Jaką niespodziankę?
-Teraz to już nieaktualne...
-Czemu?
Becka zmarszczyła brwi.
-Bo przyjechał twój chłopak. Wybacz, ale muszę iść i wszystko odwołać.
-Nie, czekaj!
Chłopak zatrzymał się i popatrzył na Beckę. Uśmiech lekko igrał na jego wargach, ale oczy były smutne, choć dziewczyna dopatrzyła się w nich także nadzieji.
-Możesz pójść ze mną i zobaczyć niespodziankę, albo pozwolić mi odejść i wrócić do chłopaka - ruchem głowy wskazał na pokuj Becki.- To jak?
Dziewczyna zgryzła wargi. Kompletnie nie spodziewała się tego po Jaredzie. Jak mógł kazać jej wybierać?!
-Wybacz, ale... -zaczęła.
-Nic nie szkodzi - przerwał jej szorstko i odszedł szybkim krokiem.
Becka poczuła sie tak jakby odszedł jej najlepszy przyjaciel, choć przecież tak było. Zostawił ją teraz, psując całą sytuację.
Dziewczyna wzięła kilka głębokich wdechów i weszła do pokoju. Liam siedział na łóżku, niecierpliwie tupając nogą i patrząc na nią chłodno.
Becka nie wiedziała co powiedzieć, nie wiedziała co zrobić. Jedyne co przychodziło jej do głowy to uciekać od jego oskarżycielskiego spojrzenia, które ją raniło.
Usiadła obok niego i przytuliła się do jego ramienia.Liam nawet się nie poruszył. Becka poczuła ulgę, że się nie odsunął, ale także ból, gdyż nie próbował nawet jej przytulić.
-Kto to jest? - powiedział w końcu.
-Jared... -odpowiedziała, zanim zdąrzyła uryść się w język. - Chłopak z sąsiedztwa, który często pomagał mojemu dziadkowi.
Znów zapadła niezręczna, przynajmniej dla niej, cisza. Z każdą minutą czuła się gorzej, chciała to wszystko przerwać, powiedzieć coś, ale... nie mogła.
Liam gwałtownie obrócił się w jej stronę i mocno do siebie przyciągnął prawie mażdżąc i dusząc. Brak jej było tchu, ale nie przeszkadzało jej to.
Chłopak trzymał ją w ramionach, niewyraźnie szepcząc coś niezrozumiałego w jej włosy.
Becka nie zrobiła nic poza cieszeniem się uczuciem bezpieczeństwa jakiego doznawała przy Li. Siedzieli tak przez długi czas.
Chłopak w końcu poluźnił uścisk, ale nie wypuścił jej z objęć. Delikatnie zaczął gładzić jej plecy, jakby dopiero zdał sobie sprawę, że może ją połamać. Zaczął także mówić wyraźniej, na tyle, by w oku Becki zakręciła się łza, spływająca w końcu policzku.
-Nie chce cię stracić -mówił, całujac jej włosy -Jesteś dla mnie zbyt cenna, zbyt mocno cię kocham, ale... nie wiem ile jeszcze wytrzymam bez ciebie, jak wytrzymam ze świadomością, że wokół ciebie, kręci się chłopak który wyraźnie zaczyna cię lubić... Kocham cię, słyszysz? - odsunął się delikatnie i odgarnął włosy z jej twarzy, dokładnie sie jej przyglądając. - Jesteś śliczna, inteligenta, idealna. -wyszeptał i pocałował ją słodko, a raczej tylko muskał jej wargi swoimi.
Jednak szybko ich pocałunek przeszedł w coś innego, coś namiętnego. Między nimi była chemia, której nie chcieli trzymać w uwięzi.
Becka pozwoliła sobie mocniej przyciągnąć go do siebie i całując zachłanniej, pozwoliła sobie na więcej.

_______________________
Przepraszammmm!!
Naprawdę, przepraszam! Rozdzialik dodałabym wczoraj, ale tata odłączył mi neta, akurat jak miałam wstawiać ;/
Wybaczcie, kochani...
Mam do was pytanie : *Chcecie być informowani o rozdziałach? Jeśli tak napiszcie w kom. = musi ich być 15, by był następny rozdział ;P*
M.

______________
A tak z innej paki...
Mieliśmy niezwykle zacne zajście na szkolnym korytarzu, gdy Andrzej ( tamtejszy straszny pająk, który siedział w kącie, niech spoczywa w pokoju [*] ) został w epicki sposób zamordowany przez mamuta ( tutajże chodzi o moją koleżankę, nie chce wymieniać jej imienia ).
Nigdy nie zapomnę sposobu w jaki się przewróciła zabijając Andrzeja... Szkoda, że nie nagrywałam...
M.
  • awatar Gość: Biste, biste . ; D
  • awatar Gość: "Pozwoliła sobie na więcej." ^^ czekam na więcej :D
  • awatar Gość: Świetny<33 Zajebisty gif :33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Rozdział XXVI
-Cześć - powiedziała Becka, uśmiechając się do nieznajomego.
Chłopak spojrzał na nią, a jego oczy zaświeciły. Odwzajemnił uśmiech i przłożył do drugiej ręki kartkę z jej nazwiskiem.
-Pewnie ty jesteś Rebecka - powiedział ze słodkim akcentem.
-Wole Becka - odpowiedziała - Hm...
-Przysłał mnie twój dziadek - powiedział szybko, kiedy zauważył niepewną minę dziewczyny.
Becka zdzwiła się. Dziadek przysłał takiego przystojniaka? Wow...
-Jared - przedstawił się - Wezmę twoją torbę...
-Nie, nie trzeba - przerwała mu - Poradzę sobie.
W końcu wyszło na to, że chłopak i tak zabrał jej torbę, a dziewczynę wpakował do swojego samochodu. Becka dyskretnie rozejrzała się po wnętrzu i ździwiła się.
Z przodu panował idealny porządek, wszystko było na błysk, zaś z tyłu znajdował się kompletny bałagan. Pare opakowań po pizzach, ogrom puszek po napojach, nawet jakieś ubrania.
Pospiesznie obróciła wzrok, nie chcąc by Jared zauważył jej ciekawskie spojrznie, lecz nie udało jej się. Chłopak patrzył na nią z rozbawieniem, odpalając samochód.
Jechali przez pół godziny w całkowitej ciszy, dopiero później rozpoczęła się rozmowa. Becka żałowała, że ma na sobie ubrania. Było gorąco jak w piekle. Na szczęście -lub nie - Jared zauważył to i włączył klimatyzajcję.
-Więc... Przyjechałaś tu na stałe czy.... wiesz.. - zaczął niezręcznie chłopak.
-Raczej to drugie... - powiedziała cicho. - Dziadek cię przysłał? - powtórzyła jego słowa, które wypowiedział na lotnisku.
-Taaa... Mieszkam obok niego... Bardzo często pomagam mu w różnych rzeczach.. Prosił mnie bym cię odebrał.
-Od dawna się znacie? - zapytała - Kiedy tu mieszkałam, nie było w sąsiectwie żadnego chłopaka w moim wieku.
-A ile masz lat?
-Dwadzieścia - odpowiedziała rumieniąc się.
-Dwadzieścia trzy - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - A tak na serio to przeprowadziłem się tu trzy lata temu.
-Trzy lata?- zmarszczyła czoło.
-Trzy lata starszy czy trzy lata tu mieszkam?
-Cicho! - uciszyła go. - Dziadek nie wspominał o tobie w listach. A przstał je pisać dwa lata temu. Ale oficjalnie nie czytałam żadnych listów. - pochyliła się ku niemu i wypowiedziała ostatnie zdanie szeptem.
Jared roześmiał się. Bec przypatrywała mu się z zaciekawieniem. Miał taki... niezwykły śmiech. Gardłowy, przyszło jej na myśl, gdy spojrzała na jego jabłko Adama.
Szybko się opanowała i przybrała poważną minę. W końcu Jar przestał się śmiać i spojrzał na nią.
-Może opisywał mnie jako nastolatniego rozrabiakę, który zbił mu okno i optukł auto.
-Co takiego? Przecież powiedziałeś przed chwilą, że mu pomagasz!
-No tak, teraz tak. Kiedy się tu sprowadziłem miałem mały konflikt z twoim dziadkiem. Można powiedzieć, że na początku ciągle mu dokuczałem... Twój dziadek zresztą nie pozostał mi dłużny i mimo swojego wieku, potrafił się odwdzięczyć.
-Co takiego zrobiłeś? - zapytała z rozbawieniem.
Chłopak zamilkł, patrząc na drogę. Gdy minęli pare skrzyżowań, Jared w końcu przeniósł na nią wzrok.
-Zabrałem mu indyka.
Becka popatrzyła na chłopaka jak na szaleńca i wybuchnęła śmiechem. Śmiała się chyba przez pięć miinut, nie mogąc się powstrzymać.
-Tylko tyle? Za to cię znienawidził? - roześmiała się znowu.
W końcu udało jej się powstrzymać śmiech. Zadowolana zauważyła, że oczy Jared błyszczały rozbawieniem.
-Nawet nie masz pojęcia jak był wściekły - udawał obrażonego, choć kąciki jego warg drżały od powstrzymywanego uśmiechu.
-Co zrobiłeś by wkupić się w jego łaski? Pamiętał jaki surowy był dla wszystkich, ze mną włącznie.
Chłopak zamilkł i skręcił gwałtownie na skrzyrzowaniu. Becka złapała się drzwi i przyglądnęła się mu. Był przystojny i to bardzo. Przy otwartym oknie włosy powiewały mu we wszystkie strony. Na twarzy miał uśmiech.
-To trochę głupie...- zaczął.
-Już sam indyk był głupi, dalej, o co chodzi? - zapytała zaciekawiona, poprawiając się na fotelu.
-No dobrze. To było miej więcej miesiąc po moim przyjeździe. Wiedziałaś, że twój dziadek ma duszę hazardzisty? Wdałem się w małą bójkę z kolesiem z którym miałem mieć walkę na drugi dzień. Sam musze przyznać, że sprowokowałem gościa, nie przecze. Twój dziadek pod wpływem impulsu założył się ze swoim kolegą, że wygram... Nieźle mi nagadał i zastraszył, że jeśli nie wygram, da mi nieźle popalić. Tak właściwie nie pamiętam kiedy zaczęłem mu pomagać.
-Dziadek zawsze był trudnym i skomplikowanym człowiekiem. - powiedziała przypatrując się Jaredowi.
Chłopak zaparkował auto obok domu, w którym spędziła dzieciństwo. Rebecka wysiadła z samochodu i dokładnie przyjrzała się okolicy. Wiele się tutaj zmieniło, a mimo to wywoływało to wiele wspomnień. Stara huśtawka przy drzewie, wciąż tkwiła na swoim miejscu. Ściany budynku, niegdyś blado zielone, teraz beżowe. Stary spróchniały ganek zastąpiony został świeżymi deskami. Widać było też wiele innych odnowionyhc rzeczy.
Dziewczyna powoli przeszła przez podwórko, podążając za Jaredem. Kiedy zatrzymała się przed drzwiami, te otworzyły się gwałtownie i zza nich wyjrzał dziadek.
Becka poczuła łzy napływające do oczu. Jerry wyglądał okropnie. Skórę miał szarą, wielkie worki pod oczami jeszcze bardziej pogarszały jego wygląd. Dziewczyna zasłoniła usta ręką i zduszając szloch na widok surowej miny dziadka rzuciła się w jego objęcia.
Tak bardzo go kochała i tak bardzo nie chciała by odchodził... A jednak.
Schrowany strauszek odwzajemnił uścisk. Becka dostrzegła nawet cień uśmiechu na jego ustach, a to raczej zdarzało się nieczęsto.
-Tak bardzo tęskniłam - wyszeptała i mocniej go objęła, opierając głowę na jego ramieniu.
-No, tak, tak - wymamrotał dziadek.
Był szorskim człowiekiem, który nie potrafił okazywać uczuć. Nawet teraz po czterech latach bez kontaktu nie zminił się ani odrobinę. Becka poczuła zarówno ulgę, jak i niepokój.
Ledwo stał na nogach. Kiedy odsunęła się od niego, złapał się kurczowo drzwi i z wymuszonym uśmiechnem spoglądał na wnóczkę.
-Bardzo się zmieniłaś - wyszeptał ze wzruszeniem.
Dziewczyna zarumieniła się. Nie przepadała za komplementami, jednak teraz cieszyła się, że jej dziadek zauważył jej nowy wygląd.
-Wejdź, proszę nie stój w drzwiach. Jared, mógłbym cię prosić byś zaprowadził Rebeckę do jej pokoju. -powiedział i z wyraźnym wysiłkiem ruszył w stronę kuchni.
Becka popatrzyła za nim z niepokojem, ale po chwili obróciła się do chopaka i uśmiechnęła smutno.
-Wygląda dość marnie... - powiedziała słabo.
-Nie martw się, jest silniejszy niż wygląda. Poza tym czasami obawiam się, że ten stary piernik przeżyje nas wszystkich i da nam nieźle w kość.
-Słyszałem! - zawołał dziadek z kuchni.
Becka zachichotała cicho i ruszyła schodami na górę. Bardzo by chciała by słowa Jareda były prawdą. Jednak z nowotworem się nie wygra.
Wpadła gwałtownie na Jareda, gdy ten zatrzymał się by otworzyć drzw. Wymamrotała przeprosiny patrząc się w podłogę i weszła za nim do pokoju.
Aż westchnęła. Pokój wyglądał zupełnie inaczej. Nie było różwoego łóżeczka księżniczki, ani milona zabawek walających się po podłodze. Nie był on też specjanie wystrojony, ale był piękny w swej prostocie.
Ściany miały odcień jasnego brązu. Na środku pokoju stało doś duże łóżko z beżową pościelą. Jasne meble sprwiały, że w pokoju panowała przyjemna atmosfera, a ogromne okno z parapetem na którym uwielbiała kiedyś siadać, zostało nieruszone. No może oprócz poduszek. Teraz leżały tu jasne poduszki.
-Tam masz łazienkę - powiedział chłopak wskazując na drzwi, przy szafie.
Becka pokiwała głową, nadal podziwiając pokój.
-Mieszkasz niedaleko?
-Pokaże ci, chodź - powiedział podchodząc do okna.
Dziewczyna podeszła do chłopaka i spojrzała mu przez ramię. Jared wskazał na dom, którego okno, mieściło się dokładnie na przeciwko jej.
-To mój pokój - powiedział cicho.
-Wow, naprawdę blisko - powiedziała dziewczyna, dyskretnie się odsuwając.
Zapach Jareda sprawiał, że Becka poczuła nagły zawrót głowy. Poza tym samo to, że stała tak blisko od sekownego ciała... kusiło ją.
Szybko się opamiętała i podeszła do biurka, podziwiając tablice, na której widniały jej zdjęcia. Otworzyła szeroko oczy, nie mogąc uwierzyć.
-Czy on...? - zapytała szeptem.
-Zbierał każde twoje zdjęcia. - dokończył za nią - Twoja mama często przysyłała mu je, za każdym razem gdy zmieniłaś fryzurę, kupiłaś nową bluzkę czy miałaś nowego chłopaka.
-A on to wszystko zbierał?
-Tak... Zaproponował mi bym odremontował ten pokuj. Potrzebowałem kasy, więc przyjęłem robotę.
-Naprwdę dużo dla niego zrobiłeś - wyszeptała patrząc na niego przenikliwie.
Chłopak zamilkł i spojrzał w jej oczy. Stali nieruchomo, dopóki Jared nie zrobił pierwszego kroku w jej stronę. Becka poczuła się jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody i szybko obróciła się tyłem do chłopaka.
-Zostawię cię... Przyjdę wieczorem, twój dziadek zmusza mnie do oglądania mody na sukces, więc przygotuj się na to.
-On to ogląda? - zapytała rozbawiona.
-Taaa... To dziwne nie- wyszczerzył zęby i zamknął za sobą drzwi.
Pierwsze co zrobiła dziewczyna, było zrzucenie z siebie cuchów. Był jej okropnie gorąco. Szybko wyjęła z torby, robiąc przy tym w niej niesamowity nieład, zwykłe jasne szorty i falbanistą bluskę. Wpadła do łazienki i wzięła zimny prysznic. Szybko ubrała się w wzięte ciuchy i związała włosy. Na głowę włożyła okulary, a na nogi beżowe tenisówki. Po małym namyśle, zdecydowała założyć naszyjnik z serduszkiem.
Otworzyła laptopa sprawdzając czy Liam nie jest przypadkiem na chacie. Prawie zaczęła krzyczeć, gdy nagle obok jego imienia pojawiła się zielona kropeczka. Pare sekund później już widziała jego twarz. Był widoczenie smutny.
-Cześć, piękna. -uśmiechnął się słodko - Jak minął ci lot?
Becka westchnęła poprawiając się na poduszkach.
-Poznałam kogoś... - powiedziała tajemniczo.
-Wiedziałem... -wyszeptał Liam. - Jeśli... Chce ci powiedzieć, że nic nie trzyma cię....
-Liam - przerwała mu -Głuptasie! Tak, to prawda, poznałam chłopaka, ale nie chłopaka, którego bym mogła pokochać. Amadeusz chyba byłby odpowiedni na młodszego brata. -zasnanowiła się chwilę.
-Och -wyszeptał Liam. Nagle rozległ się wielki huk.
Becka otowrzyła szeroko oczy i zostawiając laptop włączony, rzuciła się do drzwi. Szybko dobiegła do kuchni i rozejrzała się.
-Dziadku? - zawołała.
-Tu jestem - jego głos dochodził z salonu.
Kiedy weszła do pomieszenia, mimo całego przerażenia, wybuchnęła śmiechem. Dziadek stał na śroku dywany w dziwnym dresiku.
-Czy... czy to róż? - zapytała rozbawiona.
Dziadek wydął wargi niczym obrażona nastolatka i pokręcił energicznie głową.
-To nie różowy, tylko łososiowy.
-Czyli różowy.
-Nie! Róż jest dla bab. Prawdziwi mężczyźni noszą łosiosiowe ciuszki - powiedział z dumą.
-Dziadku? - zapytała śmiejąc się -Słyszysz siebie samego?
Splotł ręce na piersi i patrzył na wnóczkę, która wprost skręcała się ze śmiechu. kiedy w końcu przestała, co trwało dość długo, rozejrzała się po pokoju.
-Co to był za huk? - zapytała zaniepokojona, choć ciągle rozbawiona.
-Aaa... Nie zwracaj na to uwagi.
-Dziadku?
Widać było, że żadne z nich nie chciało odpuścić. W końcu jednak wnuczka wygrała, zmuszając dziadka do prawdy.
-Och, jesteś najbardziej wkurzającą wnuczką na świecie.
-Wiem - roześmiała się - Co to było?
Jerremy spojrzał na swoje nogi i przez chwilę był cicho.
-Brutus jest w piwnicy - wymamrotał nie podnosząc wzroku.
-Kto taki?
-Mój pies...
-Zamknęłeś psa w piwnicy?
-Nie chciałem by na ciebie napadał w pierwszej sekundzie.
Becka westchnęła i sierowała się w stronę piwnicy. Ledwo otworzyła drzwi i usłyszała od dziadka głośne "Uważaj" leżała na podłodzę, a tuż przy jej twarzy był wielki pysk psa. Brutus dokłądnie ją obwąchał, leżąc na niej. Dziewczyna czuła się jakby położył się na niej słoń.
Ten pies był ogromny! W końcu, choć wydawało się, że trwało to wieczność, pies szczeknął radośnie i polizawszy jej twarz, przeturlał się na bok o mało nie gniotąc jej ręki.
-Och... Ciężki piesek! - powiedziała i podłaskała go, podnosząc się do pozycji siedzącej.
Brutus jeszcze raz zaszczekał, po czym jakbyu nagle onieśmielony schylił głowę i położył ją na pogłodze. Becka zaczęła się głośno śmiać gdy pies zabawnie zaczął ruszać brwiami.
-Umie robić sztuczki - powiedział cicho dziadek, zjawiając się z nikąd za nią.
Dziewczyna uśmiechnęła się i wstała.
-Wspaniały pies...
-Tak, szkoda tylko, że taki wielki. - powiedział, przewracając oczami.
Becka ruszyła w stronę kuchni, gdzie szybko zrobiła sobie kanapkę i pognała na górę. Kompltenie zapomniała o laptopie i Liamie.
Kiedy weszła do pokoju Liama już nie było. Wzruszyła ramionami i zamknęła laptopa, schodząc na dół.
Wbrew temu co chciała myśleć, musiała przyznać, że było tu całkiem przyjemnie. I... polubiła to miejsce po tym jednym dniu. A co było najokropniejsze? Że nie tękniła za Liamem.
Zadzwonił dzwonek do drzwi, wyrywając dziewczynę ze swoich myśli i przywołując ją do pożądku. Ruszyła w stronę wyjścia i otworzyła drzwi. Jej oczy rozszerzyły się na widok osoby która stała po drugiej stronie...

_____________
Wreszcie jest!!
Przepraszam, że dopiero po tygodniu, ale naprawdę nie miałam czasu
Mam nadzieje, że się spodoba.
Następny rozdział : *W czwartek jeśli dobijecie 16 kom. ;P*
A jeśli nie to w sobotę
Mam nadzieje, że wam się spodoba ;***
M.

___________
Ja jebie! Wszyscy teraz się jarają jakimś pierdolonym meczem ;/ Ale przyznaje im racje, anglicy trochę przesadzili... Winią nas za to, że pada u nas deszcz, nie no zajebiście...
M.
  • awatar Gość: Normalnie zarąbiście . ^^
  • awatar Jaram się nimi jak Lou marchewkami ;d: Hej.Masz naprawdę świetnego bloga :D Skomentujesz ten wpis?http://tylkoonedirection.pinger.pl/m/15068448/co-sadzicie-o-eleonor-prosze-o-komentarze
  • awatar Belive in Dreams ♥: jak to ona nie tęskni za Liam'em !? no ją chyba coś boli!? co za człek -.- Jej oczy rozszerzyły się na widok osoby która stała po drugiej stronie. a po drugiej stronie stał Liam xd biedny Li : ( uhh..jest już więcej jak 16 kom. więc ja chcę tu widzieć rozdział <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Rozdział XXV
-Rebecko, proszę cię, pospiesz się! -powiedziała Carly,wchodząc do samochodu.
Becka szybko włożyła czarne workery i chwyciła torbę, wychodząc z domu i starannie zamykając drzwi.
Wczoraj wieczorem nie mogła dodzwonić się do Liama, a na wizytę było już trochę za późno. Wiedziała, że powinna wszystko z nim omówić i dopiero wyjechać za pare dni, ale... miała przeczycie, że jeszcze zrezygnowała by z wyjazdu do dziadka i pojechała z Liamem, a przecież obiecała już że jedzie do Phinix.
W nocy nie mogła zasnąć, wyobrażając sobie jak ma powiedzieć Li o swoim wyjeździe. Nie chciała zadać mu wielkiego bólu, ale żadnen z wymyślonych przez nią scenariuszy nie był najlepszy.
Dziewczyna szybko pobiegła do auta przyjaciółki i wsiadła do środka. Wczoraj Becka zadzwoniła do niej, prosząc o podwózkę i tłumacząc całą sytuację, ponieważ Conorowi coś wypadło w pracy.
Becka nie miała kompletnego pojęcia jak się ubrać. Tu w Londynie, była już jesień, robiło się coraz chłodniej, a w Phoenix, przecież przez cały czas jest gorąco. W końcu uznała, że ma to gdzieś i ubrała się w zwyczjne[ http://www.faslook.pl/collection/p-263/ ] czarne spodnie i beżowy top. Narzuciła jeszcze na plecy czarny rozpinany sweterek i spięła włosy w koka.
Kiedy Carly podjechała pod dom chłopców, Becka spojrzała na godzinę. Jej samolot odlatuje za półtorej godziny, więc musiała się spieszyć. Wysiadła i niepewnie zadzwoniła do drzwi. Wkrótce pojawiła się w nich śliczna dziewczyna w jej wielku, która chodziła z Hazzą, Anabella. An uśmiechnęła się i zaprosiła ją do środka.
-Jest Liam? - zapytała Bec. - Muszę z nim porozmawiać.
-Jest u siebie- odpowiedziała z uśmiechem. - Cieszę się, że też jedziesz. Czułabym się trochę niezręcznie, tak sama z chłopacami.
-Hm... An... Ja właśnie w tej sprawie... Nie mogę jechać. - spóściła wzrok na podłogę.
-Co takiego? - zapytała z niedowierzeniem - Nie jedziesz? Liam będzie strasznie zawiedziony, bo strasznie się cieszył, że z nim pojedziesz.
-Muszę z nim porozmawiać - mruknęła jeszcze raz Becka i ruszyła w stronę jego pokoju.
Zapukała do drzwi i przybierając sztuczny i wymuszony uśmiech, weszła do środka. Zaskoczył ją widok Liama, który z wielkim uśmiechem składał spodnie i wkładał je staranie do torby. Wyglądało to dość zabawnie.
-Becka! -zawołał, porzucając swoją robotę i obejmując ją mocno.
Dziewczyna poczuła wielkie poczucie winny. On tak się cieszył na ten wyjazd, a ona... tak po prostu z niego rezygnowała. No może nie tak po prostu, bo jechała do chorego dziadka.
Becka pocałowała i uścisnęła go mocno. Pół roku bez Liama... Nie wiedziała jak ma przeżyć ten okres czasu.
-Liam - wydusiła między pocałunkami - Musimy porozmawiać.
Chłopak po chwili odsunął się od niej i przyglądnął uważnie.
-Co się dzieje, Bec? - zapytał wyraźnie zaniepokojony jej zachowaniem.
Becka przymknęła oczy i policzyła do dziesięci. Nie miała kompletnego pojęcia jak ma mu to powiedzieć.
-Chodzi o nasz wyjazd - powiedziała ostrożenie, otwierając oczy.
Tyle razy obmyślała sobie co i jak ma mu powiedzieć, ale kiedy w końcu miała to wyznać, głowę miała pustą. Nie wiedziała jak ma to powiedzieć by mniej zabolało, zarówno jego jak i ją.
Liam nic nie mówił, po prostu patrzył na nią wyczekująco. W końcu Becka otworzyła usta i zaczęła mówić.
-Nie mogę z tobą jechać... Ja... wyjeżdżam do Phoenix, mam za godzinę samotot.
Chłopak popatrzył na nią z bólem w oczach. Dopatrzyła się tam też niedowierzenia, którego nie chciała widzieć.
-Mój dziadek zachorował na nowotwór - zaczęła opowiadać wszystko od nowa. Powoli opadła na łóżko i zamknęła oczy. - Prosił mnie bym do niegoprzyjechała. Na jego ostatnie miesiące życia.... Powiedział, że ma dość walk, więc nie będzie nawet próbował się leczyć... Bardzo cię przepraszam, ale... nie mogę z tobą jechać.. Kiedyś byłam blisko z dziadkiem i chciałabym by to wróciło... - westchnęła ciężko i otworzyła oczy, jednak nie podniosła ich na chłopaka.
Liam usiadł obok niej, czując się beznadziejnie. Czuł się jakby cała siła z niego uciekła. Przez pół roku bez BeckI? Co prawda wiedział, że gdyby się nie zgodziła na wyjazd w trase i tak by się rozstali... Będzie mu niezmiernie ciężko.
-Co... co robimy?
-Chyba... nic. Przecież po twojej trasy koncertowej znów się spotkamy, a może nawet wsześniej...
-Ja... a jeśli kogoś poznasz? - zmartwił się nagle podnosząc wzrok.
-Niby kogo miałabym poznawać? - obróciła się do niego - Liam, nie mam zamiaru nikogo poznawać. Kocham cię, słyszysz? - powiedziała i położyła dłonie na jego policzkach.
Spojrzał na nią zbolałym wzrokiem i pocałował mocno, przyciągając do siebie. Objęła go mocno nie chcąc go stracić. Jednak kiedy pocałunek się skączył, poczuła wielką rozpacz i pustkę. Nie chciała tego. Uśmiechnęła się, choć jej oczy pozostały chłodne i pełne bólu.
-Są telefony i inne komunikajce. Poradzimy sobie - powiedziła - Muszę jechać... Ucieknie mi samotot...
Liam z rezygnacją wypuścił ją z objęć i westchnął głośno. Pożegnali się szybko i bez zbędnego bólu. Już wkrótce siedziała w samochodzie przyjaciółki, jadąc w stronę lotniska. Oparła głowę o zagłówek, zamykając oczy.
Pół roku bez Liama. Zapowiadało sie beznadziejne pół roku. Chciałaby by too wszystko okazało się tylko złym snam. Tylko sen, z którego zaraz się wybudzi. Jednak kiedy otworzyła oczy, nadal siedziała w aucie i jechała na lotnisko.
Pół godziny później były już na miejscu. Carly pożegnła się z nią ze łzami w oczach.
-Pamiętaj, dzwoń jaknajczęściej, nawet w nocy- powiedziła Becka - Inforuj mnie na bierząco co się tu dzieje i jak idzie rechabilitacja Kuby. Kocham cię - powiedziała mocno przytulając przyjaciółkę.
Carly nie mogła nic wydusić. Mimo, iż na codzień nie okazywała uczuć, teraz płakała jak bóbr. Potrzebowała przyjaciółki, a Becka tak po prostu ją zostawiała, wyjeżdżając. Dziewczyna cieszyła się, że pozostanie jej jeszcze Weronika.
W końcu pożegnanie dobiegło końca i Becka musiała udać się do samolotu. Powoli ruszyła tam gdzie mimo woli miała zacząć wszystko od nowa. Przynajmniej przez pół roku.
Przeszła pare metrów i zatrzymała się zamykając oczy. Czuła się jakby część jej umierała, odchodziła wraz z nią.
Ogarnęła się szybko i ruszyła do samolotu. Już wkrótce siedziała na swoim miejscu w maszynie, która miała ją przenieść przez pół świata. Obok niej miejsca były wolne, ogólnie mało ludzi leciało tym samolotem.
` W połowie lotu zasnęła. To co jej się przyśniło było piękne, ale nierealne. Nie teraz kiedy była w połowie drogi do Phoenix. Coraz dalej od Liama....
Zbudziła się gwałtownie, kiedy koś wpadł na nią. Otworzyła oczy i zobaczyła chłopaka, który prawie na niej leżał. Położył ręce po jej bokach i z przepraszającym uśmiechem, odepchnął się.
-Przepraszam - głos miał niski.
Becka z zaciekawieniem przyjrzała się mu. Miał burzę blond włosów i sympatyczny wyraz twarzy. Na ramieniu miał wielką torbę, która wyraźnie go przeważała. Na jej oko był w jej wieku, może trochę młodszy.
-Nic się nie stało - powiedziała i uśmiechnęła się, wskazując na wolne obok siebie miejsca - Usiądziesz?
Chłopak obejrzał się przez ramię i z niepewną miną znów spojrzał na nią.
-Hm... Tak właściwie to - obrócił się jeszcze raz - Czemu nie? - uśmiechnął się do niej, siadając we wskazanym miejscu.
-Amadeusz - przedstawił się, podając jej rękę
-Rebecka - uśmiechnęła się - Ale mów mi Becka.
Chłopak był sympatyczny i pełny humoru. Przez resztę lotu zapełnił jej czas żartując i zabawiając. Becka musiała przyznać, że od dawna nie bawiła się tak dobrze w tak fatalnej sytuacji. Dowiedziała się, że Amadeusz takżę jedzie do Phinix i mieszka niedaleko niej. Cieszyła się bardzo wiedząc że będzie tam chociaż taki sympatyczny chłopak jak on.
Kiedy samolot wylądowął Becka poczuła nagle ukłucie rzeczywistości. Za chwilę będzie mysiała wysiąść... pogodzić się z tym, żę przez pół roku nie będzie przy niej Liama...
Liam.. o nim, co dziwne, zapomniała podczas tego lotu. Wprost nie mogła uwierzyć. Szybko się opanowała i wstała, przypominając sobie zniewalający uśmiech Liama. Większość osób już wyszła, więc razem z Amadeuszem spokojnie wyszli z samolot i zabrali swoje torby z taśmy. Becka uśmiechnęła się do chłopaka i obróciła.
Uśmiech znikł z jej twarzy, gdy zovacztła superprzystojnego nieznajomego, który trzymał w rękach kartkę z jej nazwiskiem. Rozglądał się niepewnym wzrokiem po wszystkich zabranych.
Stał w swobodnej pozie. Rozczochrane włosy miał koloru ciemnego blondu. Ubrany był w dżinsy do kolan i biały podkoszulek.
Bece, aż się zrobiło gorąco. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. Pożegnała się z Amadeuszem, obiecując, że niedługo się spotkają, po czym obróciła się do nieznajomego.
Głęboki wdech jej nie pomógł, gdy ruszyła w jego stronę. W głębi ducha modliła się, by obietnica złożona Liamowi, nie została złamana....

_____________________________
Heh, udało mi się usiąść na chwilę by napisać i wstawić rozdzialik ;P
Nie wiem kiedy następny, wiecie...
Mam nadzieje, że będziecie czytać ;]
Uwielbiam was! <3
M.

Ps: I jeszcze na koniec dwoje nowych bohaterów ;P
  • awatar Die young♥: Niech chłopaki mają tam koncert, a przy okazji sprzątną Beckę :)
  • awatar Gość: Podoba mi się coraz bardziej . :D
  • awatar RealCityLife: Fajnie tutaj *.* zapraszamy do nas w wolnej chwili C:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Muszę zawieścić bloga na czas nieokreśliny...
Po ostatniej jedynce z WOS-u i dwójce z Polskiego, tata postanowił mi odciąć internet... i zabarć mi laptop...
Udało mi się wybłagać dziś pięć minut, ale nie mogę dodać rozdziału, dopóki nie poprawie ocen...
Nie będę też czytać waszych wpisów, ale obiecuje że wszystko będę nadrabiać, więc jeśli komuś będzie brakować komentarza do kolejnego wpisu, PAMIĘTAJ! PRZECZYTAM!
No to chyba na tyle...
Naprawdę was przepraszam ;/
Tym bardziej, że miałam super pomysł na następne rozdziały...
Pozd. ;>
M.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział XXIV
Becka wstała szybko z krzesła przy stole i poszła otworzyć drzwi. Ktoś uporczywie do nich dzwonił, nie dając dziewczynie wyboru. Rebecka otworzyła drzwi i ździwił ją widok Liama z zaniepokojonym wyrazem twarzy. Nerwowo przeczesał włoosy ręką po czym uśmiechnął się słodko i wszedł do środka.
Becka przytuliła się do chłopaka i pociągnęła go w stronę kuchni, gdzie zostawiła swoją niedokączoną kanapkę.
-Chesz coś do picia, jedzenia? - zapytała biorąc bułkę z nutellą do ręki.
Liam pokręcił głową i usiadł obok dziewczyny, objmując ją mocno i całując w czoło.
-Wiesz... muszę cię o coś spytać...? - powiedział niepewnie.
-Co się stało Liam? - zapytała, obracając się do chłopaka i kładąc dłoń na jego policzku.
-Nic po prostu... Nasz menadżer załatwił nam trase koncertową, przez pół roku, będziemy jeździć po Europie. Wiesz Hazza zabiera ze sobą Anabelle, pomyślałem więc, że mógłbym zapytać czy także byś z nami pojechała?
-Liam! - krzyknęła nagle - Oczywiście, że z wami pojadę!
Uśmiechnęła się i przytuliła do chłopaka. Przytulił ją mocno. Raczej nie spodziewał się tak energicznej odpowiedzi, bał się, że dziewczyna nie zechce z nim jechać, co mogło mieć dla ich związku skutek negatywny.
-Kiedy jedziemy? - zapytała między pocałunkami.
-Wyjeżdżamy pod koniec tygodnia - uśmiechnął się.
Becka przytuliła się do niego i po prostu rozkoszowała się ciepłem jego ciała. Tak bezpiecznie czuła się w jego ramionach, jakby on był jej bezpieczą przystanią.
-Liam? - zapytała cicho.
-Tak?
-To był Chad... Wtedy w nocy - zamknęła oczy i zaszlochała cicho.
-Skąd... skąd to wiesz? - przeraził się, mocniej przyciskając dziewczynę do siebie.
-Powiedział mi... Jakiś miesiąc temu... - wyznała.
-Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?
-Nie chciałam by kto kolwiek wiedział, nawet ty... On uciekł... Zgłosiłam to, ale jego już w mieście nie było..
Liam prztulił ją mocno i zamknął oczy.
-Kochanie, możesz mi mówić o wszystkim. Zawsze.
-Wiem - odpowiedziała cicho.
W tym momencie w pomieszczeniu rozległo się pikanie komórki chłopaka. Liam wyjął ją z westchnieniem i odczytał wiadomość. Uśmiech, który tak pięknie zdobił jego twarz, zniknął, a na jego miejsce pojawił się grymas znudzenia. Włożył komórkę z powrotem do kieszeniu i pocałował Beckę, która patrzyła na niego pytająco.
-Muszę iść - westchnął - Mamy się spotkać z menadżerem. Zobaczymy się później, Bec - pocaoła ją znów.
Becka pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko, po czym odprowadziła go do drzwi i pożegnała czule.
Kiedy chłopak wyszedł, dziewczyna poczuła nagłą pustkę i samotność. Ruszyła do swojego pokoju i usiadła na parapecie, kładąc laptopa na kolanach. Włączyła internet i przejrzała go trochę. Sprawdziła Twittera i Facebooka oraz pare stronek plotkarskich.
Jej wzrok padł na pudełko z płytą Simsów 3. Wzruszyła ramionami i sięgnęła po opakowanie, po czym włączyła grę. Przez chwilę po prostu patrzyła na ekran, kiedy się w końcu odcknęła wiedziała już jaką rodzinę zrobić.
Stworzyła chłopaka, którego nazwała Liam i dziewczynę, która dziwnym trafem nosiła jej imię. Zrobiła jeszcze wielkie psa, którego nazwała Jane i przszła dalej. Zbudowała im piękny dom. Ogromny i wielce ozdobny, a zrobienie go zajeło jej ponad godzinę. Wwprowadziła rodzinę do wspaniałej willi i zaczęła grać.
Jednak po pięciu minutach usłyszała jak drzwi wejściowe, zatrzaskują się. Po chwili rozległy się radosne piski Mischel. Becka odłożyła z westchnieniem laptopa, po czym ruszyła na dół, pomóc mamie. Pewnie Mischel wymęczyła ją okropnie, kiedy były razem na mieście.
Spojrzała na mamę, która z westchnienem zdjemowała czerwony płaszcz i na siostre, która siedziała po środku holu i bawiła się z Jane. Ogromny pies lizał ją z radością po twarzy, waląc wielkim ogonem o podłogę.
-Cześć mamo - powiedziała Becka, podchodząc do siostry.
Odepchnęła wielkiego psa i wzięła siostrę na ręce sadzając na krzesełku. Zdjęła małej buty i kurkę, po czym zawiesiła je i wróciła do kuchni by zrobić małej coś do jedzenia.
Mischel jednak ciągle trwała przy decyzji, pod nazwą " KAKAO", więc w końcu starsza siostra się poddała i zrobiła małej napój.
Do kuchni wkroczyła mama dziewczyn. Twarz miała bladą i zapadniętą. Wyglądała na bardzo zmęczoną więc Becka czym prędzej zrobiła kakao Mischel i podeszła do mamy.
-Becka, musimy porozmawiać - oznajmiła kobieta.
To zdanie zawsze wróżyło coś złogo, w tym wypadku Becka także poczuła niepokuj. Udała się za mamą do jej gabinetu, gdzie usiadły razem przy biurku.
Mama dziewczyny, westchnęła ciężko, zdjęła buty, unikając przy tym wzroku córki. W końcu jednak spojrzała na Beckę, ale wzrok miała już opanowany.
-Co się dzieje, mamo? - zapytała zaniepokoona dziewczyna.
-Ostatnio... Dzwonił do mnie dziadek Jerry... Lekarze wykryli u niego raka płuc, to pewnie przez te wszystkie cygara i papierosy... Prosił mnie o coś... Zostało mu mniej więcej, pół roku życia, jeśli nie mniej... Zawsze miał do ciebie, wielką słabość, bardzo cię pokochał i prawdę powiedziałwszy to ty wiedziałaś jak przebić się przez jego skorupę.. Prosił mnie bym wysłała cię do niego, chciałby sędzić ten czas z ulubioną wnuczką, tak jak.. kiedyś. Becka on bardzo cię potrzebuje - powiedziała szybko, gdy zauważyła wyraz twarzy córki - Proszę, musisz mu wybaczyć i do niego pojechać...
-Mamo, to nie takie łatwe... On... Przez niego nie dostałam się do tamtej szkoły, zrobił to specjalnie...
-Becka, wiem, że to trudne, ale on umiera, nie rozumiesz? Chciałby cię bardzo przeprosić... Poza tym, mogłabyś na nowo zająć się rzeźbiarstwem, kochanie, pamiętasz jak mówiłaś, ze chcaiałabyś mieć swoją galerię w tym starym domu w mieście, do kórego uwielbiałaś chodizć? Mogłabyś spęłnić marzenie. Kiedy wyjechałaś... Jerry, rozwiązał całą sprawę, zresztą nie potrzebna ci szkoła... Jesteś wspaniała...
-Mamo -przerwała jej. -Muszę to... przemyśleć. - wymamrotała cicho i opuściła pomieszczenie.
Szybko pobiegła do pokoju i usiadła znów na parapecie, czując jak jej myśli pulsują w głowie. Znów przypomiała sobie.
Miała mnóstwo zapału i wielkie marzenia. Mieszkała wtedy razem z dziadkiem, prawdziwym ojcem, jeszcze przed rozwodem w Phinix. Była tam naprawdę szczęśliwa. Uwieliała rzeźbić, wszystko zaczęło się od tego, że dziadek kazął jej wyrzeźbić brakującą figurkę do jego szachów. Wyszła okronpie, ale od tamtego czasu Becka interesowała się tym. Kochała, to, robiła to w każdym wolnym czasie, co nie podobało się zbyt dziatkowi, bo bardzo chciał by studiowała prawdo. Zapiasała się nawet do szkoły, gdzie mogłaby ćwiczyć swoje umiejętności, lecz dziadek wszystko zepsuł. Znał on się od lat z dyrektorem szkoły i zapewnił go, że Becka nie jest odpowiednia do tej szkoły, zachouje się nieodpowiednio, kłamie i wiele innych rzeczy, których z pewnością nie robiła. Dyrektor nie wziął jej nawet pod uwagę od razu przekreślając jej szanse.
Po tym wydarzeniu Becka nie miała pojęcia, że jej dziadek maczał w tym palce. Mama rozwiodła się z tatą, razem wyjechały. W dzień kiedy miały wyjechać do Londynu, dziadek powiedział Bece co zrobił. Dziewczyna nie chciała go słuchać, nawet nie próbowała..
Ale czy zdoła mu wybaczyć, to co zrobił? Mianowicie skreślił jej jedyne wtedy marzenie. Uwielbiała to i musiała przyznać, że miała zdolności.
Jednak czy mama nie powiedziała, że dziadek umiera? Becka nie wiedziała co robić.
Dochodziła jeszcze trasa koncertowa z Liamem. Miała ją, albo spotkanie z umierającym dziadkiem, który postąpił wobec niej okrutnie...
Becka westchęła i pokiwała głową. Wybrała już i miała nadzieje, że jej się to opłaci...

_____________________

Przepraszam, że taki krótki i głupi ;P
Mam nadzieje, że mimo wszystko się wam spodoba ;3
Następny rozdził=15 kom ;P
Uwielbiam was! ;]
<3
  • awatar Gość: Mhm... :D Ciekawie się rozkręca . :)
  • awatar I’m in love with you ♥: <3 ; *
  • awatar Gość: Podoba mi się .:) Niedawno pokazała mi tego bloga moja przyjaciółka Marzena, ale dopiero dzisiaj miałam czas żeby przeczytać opowiadanie ;) Pozdrawiam Kasia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

;(

Jestem strasznie wściekła
Czekałam godzinę na twitcama Nialla, bo "stał w korku" (ja myśle, że albo robił żarcie, albo rozplątywał kable od xboxa, bo później grał w fife ;> kiedy się w końcu pojawił, ślicznie, pięknie wszystko świetnie przez dziesięć minut, patrzyłam na jego śliczną buźkę i słuchałam uroczego głosu, ale dupa, musiałam, przez przypadek wyłączyć stronkę kurde ;/
Dupa zimna ;/
No ale trzeba się ogranąć ;P

PS: ROZDZIALIK JUTRO, POD WIECZÓR ;P BĘDZIECIE CZYTAĆ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział XXIII

-Liam, powiedziałam zaczekaj! - krzynęła, łapiąc chłopaka za ramię.
Obrócił się on do niej, patrząc na nią błagalnie, jakby chciał by oszczędziła mu bólu.
-Liam -szepnęła kładąc dłoń na jego policzku. - Miałam okropny dzień, a Niall tylko mnie przytulił... Musiałam się komuś wygadać, a ciebie nie było... Nic między nami nie było.
Chłopak zamnął oczy, pokiwał głową i przytulił ją mocno. Becka ździwiła się tym, ale nie chciała niczego popsuć, więc wtuliła się w chłopaka.
-Wierze ci kochanie! Przecież cię kocham!
-Ja ciebie też... Po prostu czuję się okropnie... -westchnęła.
Zanim się zoriętowała znaleźli się w pokoju Liama. Położył on ją delikatnie na łóżku przyciąganąc do siebie i całując ją w czoło. Położyła głowę na jego piersi, podczas gdy on leniwie głaskał jej włosy, czakając.
-Co się stało?
-Och...Chad to dupek - zaczęła.
-Wiem - mruknął Li. - Coś jeszcze?
-Przespał się z Daniell...
-Co takiego?! - zawołał chłopak, prawie ją z siebie zrzucając.
-Kocham cię - szepnęła tylko, ponownie wtulając w Li i ignorując jego pytanie.
Zaczął głaskać jej plecy, powoli i pocieszająco. Zamknęła oczu, chcąc zapamiętać tą chwilę na wielki, by trwała wiecznie.
-Jesteś na mnie zły?- zapytała nagle, przerywając ciszę, która wcale im nie przeszkadzała.
-Dlaczego miałbym być zły, kochanie?
-Bo pocałowałam Chada - wyszeptała w jego pierś.
-To przeszłość, nie myśl o tym. Liczy się tylko to, że między nami wszystko jest dobrze.
Znów zapadała cisza. Słychać było tylko ich oddechy. Do czasu gdy do pokoju wpadł Louis i zaczął coś krzyczeć.
-Co się do cholery dzieje? - zapytała zderenrowana tarkoceniem Lou, Becka.
-A nic... Chciałem tylko przerwać papużką-nierozłączką - obrócił się by wyjść, jednak po dwóch krokach zatrzymał się i spojrzał na Beckę z wespóczuciem. - No i Daniell przyszła.
I już go nie było. Jednyne co pozostało i nie chciało odejść to napięcie, które krążyło w powietrzu i było wręcz do niezniesienia.
-Niech sobie idzie!
-Powinieneś z nią porozmawiać!
Powiedzieli swoje zdania w tym samym momencie patrząc na siebie. Później oboje równo weschnęli. Sytuacja mogłaby się wydać zabawna, gdyby nie... Daniell.
-Choćmy razem - powiedział w końcu chłopak i wziął ją za rękę, ciągnąc do salonu.
Becka pokiwała głową i poszła za Liamem. Nie wiedziała jak się zachować, wiedziała jednak, że musi panować nad emocjami. Ona przyszła do Liama, więc nie wywołuj awantur, nakazała sobie.
Daniell siedziała na kanapie z poszarzałą i zapadniętą twarzą. Oczy i nos były czerwone. Kiedy zauważyła, że weszli do pomieszczenia szybko wstała i poprawiła sukienkę, którą miała na sobie. Popatrzyła na Liama i westchnęła cicho.
-O co chodz? - zapytał zimno chłopak, objemując swoją dziewczynę.
-Tak właściwie to ja... wiedziałam, że zastanę tu Beckę, a muszę z nią porozmawiać... - spóściła wzrok.
-Zostawie was... - zaczął Liam, odsuwając się, jednak Rebecka chwyciła go za rękę i zatrzymała.
-Zostaniesz. Nie mam przed nim żadnych tajemnic - powiedziała do Daniell, - Możesz mówić.
Daniell skrzywiła się i wzięła pare głębokch wdechów. Widocznie nie czuła się zbyt dobrze w obecności Liama, ale Bec nie miała ochoty ułatwiać jej niczego. Nie po tym jak Dan "ułatwiła" jej decyzję, z kim powinna być.
Jednak z drugie strony dobrze się stało, bo absolunie nie chciała być z takim okropnym kłamcą jakim jest Chad.
-Ja... No dobrze - westchnęła ciężko. - Chodzi o Chada.
-Nie chce o nim rozmawaić...
-Becka ja nie wiedziałam, że jesteś nim zainteresowana.- zignorowała ją.
-Bo nie jestem - powiedziała dziewczyna.
-Tak, oczywiście... Wiem, że to raczej daremne z mojej strony, ale chciałabym cię błagać... byś nie mówiła nic Justinowi.
-Oczywiście, że mu nic nie powiem - oznajmiła natychmist Beca-Ale nie pozwole byście ponownie byli razem. Nawet gdybym miała go okłamywać, nie pozwole by mój brat był z taką dziwką! - zawołała, powoli zbliżając się do Dan.
Liam objął ją lekko i odciągnął od swojej eks, jakby bał się, że dziewczyna mogłaby się na nią rzucić.
-Becka, proszę....
-Nie - przerwała jej twardo dziewczyna. - Gdybyś naprawdę go kochała, nigdy nie postąpiłabyś tak jak postąpiłaś. A teraz wybacz, ale muszę się zbierać - mruknęła.
Obróciła się przodem do Liama i pocałowała go mocno.
-Zobaczymy sie później - wyszeptała i wyszła z domu.
Pojechała do Weroniki, sama nie wiedziała, czemu wybrała akurat dom przyjaciółki, ale nagle stała przed nim, niepewnie na niego zerkajac.
Odetchnęła głębko i zadzwoniła do drzwi.
-Cześć - w drzwiach ukazała sie dziewczyna.
-Hej, masz ochotę na zakupy? - zapytała, nierozumiejąc samej siebie.
Jednak jakaś jej część chciała zapomnieć o kłopotach i wrócić do życia, które było zanim w jej życiu pojawił się Liam.
Głupia, pomyślała, Liam był najlepszym co cię w tym idiotycznym życiu spotkało.
-Jasne - powiedziała przyjaciółka, wyrywając ją z przmyśleń.
Becka usmiechnęła się i weszła do środka, czekając, aż przyjaciółka przebierze się. Zrobiła to zaskakująco szybko, w czasie gdy Becka rozmawiała z jej babcią. Obiecała, że przyjdzie kiedyś piec razem cisto.
Weronika szyko porwała ją z objęć swojej babci i kazała wsiąść do swojego auta.
Spędziły na mieście przeszło trzy godziny, ale tylko dlatego, że po godzinie Becka zaczęła narzekać na ból głowy. Reb kupiła pare koszulek, śliczne czarne lity i dwie pary spodni: beżowe i miętowe.
Zaś zakupów Werniki nie była w stanie zliczyć. Sama nosiła pare jej toreb, podczas gdy Wera była nimi obwieszona niczym choinka, wieloma bąbkami.
Doszły szybko do auta i wpakowały zakupy na tylne siedzenie.
-O mój Boże, Becka! - zawołała nagle przyjaciółka - To tam!
-Co się dzieje? - zapytała zdezoriętowana dziewczyna.
-To te buty, których szukam już od miesiąca! Poczekaj tu chwilę, tylko po nie skocze!
I już jej nie było. Becka westchnęła i zamknęła samochód, wiedząc, że dziewczyny nie będzie dłużej niż chwilę. Wzięła torebkę i ruszyła ulicą w poszukiwaniu cukierni, bo poczuła wielką ochotę na coś słodkiego
Szybko znalazła sklep i kupiła tuczącego pączka. Wyszła z piekarni i zaczęła powoli iść przez miasto.
Zaczęła myśleć, że jednak dobrze się stało, że przyłapała Chada. Gdyby nie zrobiła tego, mogła by popęłnić błąd i zerwać z Liamem. Gdy teraz się nad tym zastanawiała, to myślała, jak mogła być tak głupia by prawie zrezygnować z chłopaka swojego życia. Nigdy nie znalazła by nikogo lepszego. A Chad na pewno nie był lepszy.
Nagle przed nią pojawiła się wielka postać w kapturze. Spojrzała w górę i ujrzała Chada. Złapał ją za rękę i przyciągnął zdala od wścipskich spojrzeń przechodniów. Stanął bardzo blisko i złapał jej podbródek by spojrzała mu w oczy.
-Chad, co ty do cholery robisz? - zapytała zaszokowana.
-Becka nie pozwole dać sobie kosza.
-Co masz na myśli - przestraszyła się.
Skuliła się chcąc zająć jak najmniej miejsca. Chad nachylił się nad nią i wręcz wymusił pocałunek. To co wcześniej wydawało się być słodkim chłopcem o delikatnych pocałuknach, okazało się chorym brutalem miarzdżącym jej ust. Próbowała się wyrwać, ale niewiele mogła zrobić. Był on bowiem od niej sporo większy i silniejszy.
Jakaś myśl zaświtała jej w głowie, kiedy chłopak podniósł jej ręce i unieruchomił je po jej bokach. Nie, to nie możliwe. Jednak poczuła strach jak tamtej nocy...
Chłopak oderwał się od jej warg z dziwnym uśmiechem.
-Zapamiętaj: jeszcze nie skączyliśmy! - powiedział i odsunął sie od niej.
Dziewczyna upadła na ziemie, całkowicie zaskoczona tym, że puścił ją tak gwałtownie. Patrzyła na odchodzącego chłopak, wycierając wierzchem dłoni jego pocałunki.
Nagle chłopak zatrzymał się i obrócił do niej przodem z chytrym uśmiechem.
-Nie bój się! Ostatnim razem było fajnie, co nie? - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Tym razem zostawie kolegów w domu!
Obrócił się i już go nie było. Becka zaś zaczęła mieć problem z oddychaniem. W głowie kręciło jej się, czuła, że robi się jej niedobrze.
Przecież to niemożliwe! On nie mógł być... Nie mógł jej tego zrobić.
Wciąż czując się jaky chodziła we snie, podniosła się z ziemi i ruszyła w stronę samochodu Weroniki. Musiała wrócić do domu!
Nie mogła wprost uwierzyć, że całowała człowieka, który ją... tak skrzywdził... To przecież niemożliwe!, powtórzyła po raz kolejny.

______________________
No dobra, jest następny rozdział ;P
Mam do was takie małe pytanie, ale proszę byście na nie odpowiedzieli:
Mam dodać jeszcze pare rozdziałów, zakończyć to opowiadanie i rozpocząć nowe
czy
Pisać to, rozwijać wszystko, sporo namieszczać i zakończyć dopiero za miesiąć?
Jak chcecie ;P
Ach, no i nie wiem kiedy następny rozdział, mam od groma nauki i w ogóle ;/
Postaram się jak najszybciej ;P
Licze na wasze komentarze, nawet te krytykujące ;]
No i dziękuje za tyle odwiedziń! ;P
;3
  • awatar Gość: Biście, biście milordzie mój drogi . ^^
  • awatar Don't Run Away: Ten Chad to debil, cham i zbok!!!! Niech on już się od niej i Liama odwali!!! Rozdział cudowny :D Jak zawsze :D
  • awatar Mini waariatkowo ;D: Geenialny rozdział Dżółtku;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Rozdział XXII

Rebecka szybko zdjęła z siebie spocony dres i weszła pod prysznic. Przez przeszło godzinę biegała po okolicy, w nadzieji, że pozwoli jej to oczyścić myśli i trochę się dotlenić.
Odkręciła kran i przez chwilę po prostu stała, rokoczując się ciepłym masażem jakim był prysznic. W końcu jednak musiąła wyjść i stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością.
Szybko wysuszyła włosy i zakręciła je na lokówce w drobne sprężynki. Umalowała się delikatnie i weszła do pokoju w szlafroku.
Od tamtej kłótni minął już tydzień, ręka już nie bolała, ale serce tak. Pare razy dziennie chwytała telefon chcąc zadzwonić do Liama. Jednak za każdym razem rozłączała się zanim pojawił się jakikolwiek sygnał.
Założyła (http://www.faslook.pl/collection/hg-6/) jasne dżinsy i biały top, a na niego żółtą marynarkę i czarne branzoletki. Chwyliła jeszcze ciemną torebkę i żółte, rażące szpilki i wyszła z domu.
Umówiła się z Weroniką na małe zakupy, ale najpierw chciała wpaść do Kuby i zobaczyć jak chłopak się czuje. Szybko złapała taksówkę i podała adres kierowcy.
Wkrótce zatrzymali się pod szpitalem więc dziewczyna wysiadła i skierowała się do pokoju Kuba. Niestety musiała poczekać, ponieważ w środku był akurat lekarz.
Poszukała więc automatu z kawą. Wygrzebała drobne z portwela i wsypała je do maszyny. Wzięła kubeczek i ruszyła z powrotem do pokoju Kuby. Tyle, że wracajac wpadła na... na Liama.
Wyglądał marnie, miał wielkie cienie pod oczami, a twarz bladą. Na jej widok na ustach zaigrał minimalny uśmiech i cały się rozjaśnił. Jednak przygasł kiedy ujrzął minę dziewczyny.
-Cześć - głos też miał okropny.
Becka nie mogła nic wykrztusić. Poczuła wielką potrzebę by przytulić się do niego i nigdy nie wypuścić, jednak... tak jak zwykle zabrakło jej pewności siebie.
-Jak... -odchrząchnął - Jak ręka?
-Dobrze - mruknęła i obróciła wzrok.
-Becka.. -szepnął z bólem.
-Nie, Liam -przerwała mu szybko. - Nic nie mów. Przepraszam - jęknęła i obróciła się, chcąc odejść.
Jednak nie zaszła daleko, bo Liam, bardzo łagodnie złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Musiała wysoko podnieść głowę by spojrzeć mu w twarz.
-Becka, nie chciałem. Naprawdę cię przepraszam.
-Liam, tu nie chodzi o moją rękę, ani ten upadek. To... ja nie wiem. - zwiesiła głowę.
-Chodzi o Chada, prawda?
-Nie, oczywiście, że... -przerwała gdy zdała sobie sprawę, że kłamie.
-Becka, wiedz tylko, że bardzo cię kocham. - przytulił ją mocno.
Miała ochotę pozotać w tym uścisku na zawsze. Kiedy Liam odsunął się poczuła się dziwnie pusta i smutna.
-Liam... -powiedziała pod wpływem uczuć.
Chłopak, który odchodził, popatrzył na nią z wielką nadzieją. Bec jednak spóściła wzrok i westchnęła cicho.
-Wiesz... Ja też cię kocham - wyznała leciutko uśmiechając się i obróciła kierując się do pokoju Kuby.
Jednak przez te pare sekund widziała radość na jego twarzy, także poczuła się szczęśliwa.
Potrząsnęła jednak głową i weszła do pokoju Kuby. Czytał on jakąś gazetę, którą natychmiast schował pod kołdre, kiedy zobaczył Beckę. Dziewczyna skryła uśmiech. Chłopcy są tacy przewidywalni!
Jakby niczego nie zauważyła usiadła obok niego, właśnie na tej gazecie, patrząc uważnie na jego twarz. Spojrzał on przelotnie na miejsce w którym siedziała Bec, przełknął ślinę i przywitał się.
-Jak się czujesz? - zapytała.
-W porzątku.
-A... nogi? - zmarszczyła brwi.
-Lekarze powiedzieli, że przy odpowiedniej rechabilitacji, będę mógł chodzić.
-Rozmawiałeś z Carly?
-Tak, pogadaliśmy chwilę - powiedział robiąc się czerwony.
To był znak dla Becki, że niewiele rozmawiali, choć niewątpliwie używali języków.
-To... dobrze.
Rozmawiali jeszcze przez ponad pół godziny, aż pielęgniarka nie wygoniła jej, mówiąc, że pacjent potrzebuje snu.
Dziewczyna więc posłusznie wyszła i zadzwoniła do Weroniki. Nie była teraz w nastroju na zakupy, choć według jej przyjaciółki, poprawiały one samopoczucie. Becka zaś wolała je poprawić... jedząc czekoladę i oglądająć Step Up.
Wsiadła w taksówkę z myślą by namówić Conora na auto. Wtedy nie musiałaby taszczać się po mieście w tych taksówkach.
Zamiast jednak podać adres swojego domu, dała adres... Daniell. Sama nie wiedziała czemu to robi. Po prostu czuła, że musi sie z nią spotkać.
Szybko dojechała na miejsce i zapłaciła facetowi, który przez całą jazdę gadał kawały o blądynkach. Jakby nie miała większych problemów na głowie!
Doszła do mieszkania Daniell i zadzwoniła do drzwi. Wkrótce pojawiła się w nich, rozczochrna dziewczyna w szlafroku. Wygladała jakoś dziwnie.
-Cześć. Co ty tu robisz? -zapytała, mocniej zaciskając pasek.
-Wpadłam pogadać. Mogę?
-To nie najlepszy moment. - powiedział Daniell i spojrzała za siebie.
-Kochanie, kto przyszedł? - zawołał nagle niski głos.
Przed oczami Becki zrobiło się nagle ciemno. Zdradziecka świnia!
-Becka to nie tak.... -szepnęła "przyjaciółka"
-Oczywiście, że nie tak. -powiedziąła Bec i odepchnęła dziewczynę na bok, wchodząc do mieszkania.
Na początku chciała po prostu uciec, ale zmieniła zdanie. Chciała go przyłapać na gorącym uczynku, chciała mu wygarnąć jak beznadziejną istotą jest.
Prawie biegiem wpadła do sypialni, gdzie wygodnie przykryty do połowy kołdrą leżał Chad. Kiedy zobaczył, że do pomieszczenia weszła Becka, naciągnął przykrycie pod samą szyję, jakby się wstydził.
-Ty podły kłamco! Ty kreaturo! -podeszła do niego i zaczęła walić go pięściami. - Przez ciebie o mało nie zerwałam z Liamem! Ty podły manipulatorze! Tylko to potrafisz! A ja ci ufałam. Zgodziłam się na przyjaźń, od początku wiedziałam, że chcesz czegoś więcej!
-Becka, przestań - szepnęła za nią Daniell.
Dziewczyna natychmist się obróciła, patrząc na zdrajczynie.
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami!
-Bo jesteśmy!
-Spałaś z Chadem!
-Nie wiedziałam, że możesz go mieć na wyłączność - zaatakowała nagle dziewczyna.
-Ha! A ja naprawdę myślałam, że cierpisz po rozstaniu z Justinem.
-Nie miaszaj go do tego! - powiedziała chłodno.
-Ale właśnie o to chodzi! Przespałaś się z innym facetem i myślisz, że po tym powrócisz do Jusa bez żadnych konsekwencji? O nie!
Rebecka zdenerwowana i mega wściekła wybiegła z domu byłej przyjaciółki i ruszyła ulicą. Drżącymi rękami wyjęła z torebki telefon i wklikała numer Liama. Chciała z nim porozmawiać. Przekonać się czy wszyscy wokół niej są dwulicowi, czy tylko Chad i Dan.
Uparcie dzwoniła, a Liam uparcie nie odbierał. W końcu poddała się i przestała dzwonić, zamist tego wsiadła w taskówkę i pojechała do domu chłopców.
W drzwiach pojawi się Niall z batonem w ręku patrząc na Beckę. Dziewczyna wyrwała mu batonika i wsadziała do buzi.
-Potrzebuje czekolady i Liama. Jest? - zapytała.
Chodziło jej bardziej o chłopaka, jednak Niall pokręcił głową, wręczając jej kolejnego batonika, którego wyjął z kieszeni w bluzie.
-Nie ma go, ale możesz poczekać. - powiedział, otwierając szerzej drzwi.
Becka weszła do środka i udała się od razu w kierunku kuchni. Batonik nie wystarczy. Chętnie by się czegoś napiła, jednak chciała być trzeźwa kiedy Liam wróci. Wyciągnęła z szafki nutelle i usiadła na blacie stołu, krzyżując nogi. Niall przysiadł się do niej ze swoją łyżką i tak jedli z jednego słoika krem, wyżalając się nawzajem.
-Okazało się, że Chad to kompletna świnia, która sypia z Daniell. - wyznała dziewczyna przejmując słoik. Zanużyła w nim łyżkę i podała chłopakowi.
-Nie mogę znaleść dziewczyny. Wszyscy uważają mnie za słodkiego misiaczka... -podał Bece słoik.
-Pocałowałam Chada, Liam to zobaczył i porządnie obił mu mordę. -westchnęła - Szkoda, że mu w tym przeszkodziłam.
-Zabiłem chomika Liama...
-To Liam ma chomika? - zainteresowała się Bec.
-Tak... Muszę kupić nowego, zanim się zoriętuje, że go nie ma...
-Czemu twoje problemy są takie błache - zapytała nagle Bec.
-To się nazywa życie.... Dla jednych ciężkie, dla innych łatwie.
Dziewczyna westchnęła ciężko i opuściła głowę.
-Przytulisz mnie? - szepnęła cicho.
Niall przez chwilę patrzył po prostu na nią, ale spęłnił jej proźbę i pryciągnął dziewczynę do siebie. Wtuliła głową w jego ciepłą pierś i zamknęła oczy. Świat Nialla wydawał się taki... beztroski. Do szczęścia potrzebował niewiele, poza tym wspaniale przytulał.
Było wspaniale do chwili, kiedy zobaczyła Liama, który patrzył na nią z niedowirzeniem. Doprawdy, fatalny dzień, pomyślała odsówając się od Nialla i biegnąc za Liamem.
_______________
No tak.. nie jestem z niego zbyt dumna, no ale cóż....
Przepraszam, że taki krótki... znów
Narobie trochę zamieszania ;P
Jeśli macie jakieś prospozycje co do dalszego ciągu, piszcie na priv ;]
Dziękuje za komentarze ;P
Następny rozdział dodam jutro wieczorem ;>
;3
  • awatar Gość: Oł jea bejbe . XD To się nazywa talent mega wielkii *.* Uwielbiam . < 3
  • awatar an!mek: proszę pomóż rozkręcić stronę mojej koleżance :) dajcie lika ;) http://www.facebook.com/PragneCieXD
  • awatar sylwankaa.: świeeetny !<333 czekam na następny ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Rozdział XXI

Rebecka pomogła siostrze założyć ładną fioletową sukieneczkę i zaplotła jej na głowie dobbieranego warkocza. Powpinała w jej śliczne włoski mase kolorowych spineczak i dała jej buziaka.
Mała pobiegła do mamy i przytuliła się mocno. Mama wzięła ją na ręce i pocałowała Beckę w policzek.
-Tylko pamiętaj, uważaj, byś nie spaliła nam domu, gotując - powiedziała patrząc na Beckę podejrzliwym wzrokiem.
Becka wiedziała, że mama przypomniała sobie w tym momencie jak kiedyś w wakacje, dziewczyna zostawiła na gazie obiad który robiła dla siebie i wyszła na chwilę z domu. Szkoda tylko, że ta chwila była długa i kiedy weszła do domu poczuła straszny smód i dym.
-Nie, martw się mamo, postaram się nie gotować - odpowiedziała i obróciła się do Conora.
-Nie prowadzaj tu..... zbyt dużo przyjaciół - powiedział tylko, jak zwykle trzymając ludzi na dystans.
Becka wiedziała, że chodziło mu o Liama. Była jednak mu wdzięczna, że w ostatniej chwili zmnienił znczenie tego zdania.
-Wrócimy za tydzień, pamiętaj, jakby co dzwoń do babci. Nie zostawiaj drzwi otwartych i...
-Mamo! - jęknęła zniecierpliwiona - Nie jestem już dzieckiem, poradzę sobie!
-Ciągle o tym zapomninam - mruknęła i przytuliła córkę.
-Bawcie się dobrze! - powiedziała Becka machając im.
Szybko z powrotem zamknęła drzwi i poszła do salonu. W ostatniej chwili, czyli dziś rano, jakoś cztery godziny temu, dowiedziała sie, że wyjeżdżają oni do jakiegoś ośrodka wypoczynkowego, z racji tego, że mama dostała pare dni wolnego, a Conor... no cóż, mama namówiła go na wakacje. Chcieli też zabrać ze sobą ją, ale stanowczo odmówiła.
Chciała na początku rozwiązać wszystkie sprawy z Chadem i sprostować wszystko z Liamem, który zachowuje się ostatnio bardzo dziwnie.
Włączyła telewizję i rozłożyła się na kanapie. W nocy prawie w ogóle nie spała zastanawiając się nad wczorajszym zachowaniem Liama. Przywitał ją bardzo... namiętnie, a pożegnał zimno i szorstko, tak jakby... był zazdrosny. Ale, do cholery o kogo? Przecież między ną,a .... Chadem nic nie ma.
Tylko, że Liam mógł myśleć inaczej widząc jak Chad przytula ją wczoraj i.. zaprasza na randkę!
O mój Boże, Liam miał pełne powody by czuć się zazdrosnym. Przeż dokładnie tak zaczynał się jej związek z Li.
Dzwonek do drzwi zadzwonił tak nagle przerywając przemyślena Becki, że aż podskoczyła na kanapie. Wyłączyła jakiś durny teleturniej, którego wcale nie oglądała i szybko poszła otworzyć drzwi.
Miała ochotę zamknąć je znowu widząc szeroko uśmiechniętego winowajce niepowodzeń między nią i Liamem. Jednak mimo wszystko uśmiechnęła się sztucznie.
-Cześć, co cię tu sprowadza? - zapytała.
-Nic, po porstu chciałem cię zobaczyć... - powiedział leniwie i przysnunął się.
Becka odsunęła się szybko, tym samym ustępując w drzwiach miejsca dla Chad, który znatychmaist skorzystał z okacji i wszedł do środka.
-Przestań Chad -rzekła drżacym głosem, kiedy zaczął iść w jej kierunku.
Jakaś jej część chcała się zatrzymać i podać sie chłopakowi, ale druga, zdecydownie przypominając jej że jest z Liamem, kazała uciekać jak najdalej.
-Nic przecież nie robie, chcę cię tylko przytulić.
-Po co? - powiedziała podjejrzliwie, marszcząc brwi i mrużąc oczy.
-Bo jesteśmy przyjaciómi?
-Ale przyjaciele nie przytulają się przy każdej nadarzonej okazji.
Chad jednak nadal szedł powoli w jej kierunku. W tym właśnie momencie, zoriętowała się, że właśnie doszła do ściany i nie ma już ucieczki. Serce zaczęło jej bić mocno, nie wiedziała czy z podeksytowania czy ze strachu. W końcu Chad znalazł się pare cetymetrów od niej, prawie w ogóle nie oddychała.
Wybawieniem mógł okazać się dzwonek do drzwi, szkoda tylko, że chłopak nie zwrócił na niego uwagę i pochylał się nad nią.
-Chad... przestań - szepnęła
Dzwonek znów zadzwonił, dziewczyna wzdrygła się i odsunęła lekko. Nie miała już miejsca, ale czuła, że powoli zaczyna się łamać. Mimo woli zatrzymała się i spojrzała na usta Chada.
Ktoś przy drzwiach się jednak nie poddawał. Tak samo jek zresztą Chad.
-Muszę otorzyć - wydyszała.
Czuła się jakby przebiegła pare kilometrów. Serce galopowało jej, oddychała z trudem.
Chad pochylił się nad nią i musnął lekko jej usta swoimi. Delikatnie, niczym dotyk skrzydeł motyla, jednak serce Becki podskoczyła nagle do góry.
Później wszystko działo się zbyt szybko by to pojąć. Chad pochylił się nad nią, zapamiętale całując, drzwi otworzyły się i stanął w nich Liam. Chłopak natychmiast rzucił się na Chada, spychając go z Becki. Dziewczyna zasłoniła usta rękoma, kiedy Liam -co było do niego wielce nieprawdopodobne - uderzył Chada w twarz.
Krzyknęła kiedy powtórzył to jeszcze raz. Bez zastanowienie rzuciła się między bijących się i złapała Liama za ramie. Chłopak jednak nie zwrócił na nią uwagi, dopóki jeden z ciosów przeznaczonych dla Chada trafił w Beckę. Dziewczyna odrzucona siłą uderzenia w ramię odskoczyła do tyłu i podknęła się o szafkę i upadła na podłogę.
Wszelki ruch zamarł do chwili gdy obaj chłopcy rzucili się by pomóc dziewczynie. Becka jęknęła gdy oboje złapali ją za ręce i próbowali podnieść. Jednak ręka którą chwycił Liam, bolała jak diabli. Krzyknęła mocno i wyrwała im ręce.
Chad patrzył to na Liama to na nią, w jego wzroku było coś z oskarżenia. Liam zaś miał taki wyraz twarzy jakby nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Patrzył na Beckę z błagalnym spojrzeniem.
-Przestańcie - jęknęła, kładąc bolącą rękę na brzuchu.
Chłopcy cofneli się i pozostali w bezruchu spuszczając głowy, jakby nagle zrobiło im się głupio za swoje zachowanie. Becka roześmiałaby się z tej całej sytuacji, gdyby nie to, że ona była najbardziej poszgodowana. Dwoje, prawie identycznie wyglądających chłopaków, stojących w identycznych pozach mogło rozbawić.
-Pomogę ci - powiedział nagle Liam podchodząc o krok.
-Ja to zrobie - rzekł ze złością Chad.
-Nie! - krzyknęła głośno - Już dość zrobiliście! Sama sobie poradzę.
Powoli podniosła się czując na sobie uważne spojrzenie obu chłopców. Podniosła głowę i natrafiła na zbolałe spojrzenie Liama. Chciała do niego podejść i przytulić go mocno, jednak nie miała zamiaru faworyzować żadnego z nich.
-Idźcie już - powiedziała zdecydowanie.
-Ale...twoja ręka. - zająkał się Li.
A więc załuważył, pomyślała z uczuciem dziewczyna, jednak szybko pokręciła głową.
-Poradzę sobie, chce żebyście zniknęli mi z oczu.
Chłopcy ze spószczonymi głowami wyszli powoli z jej domu. Kiedy tylko zamkneły się za nimi drzwi, dziewczyna zadzwoniła do Weroniki i poprosiła ją by zawiozła ją do szpitala.
Na szczęście było to tylko stłóczenie. Ale wciąż nie mogła zapomnieć dotyku ciepłych ust Chada na jej wargach....
____________________________

No dobra, jest następny rozdzialik ;P
Przepraszam, że taki krótki
Mam nadzieje, że sie wam podoba ;]
*JEŚLI CZYTASZ, TO PROSZĘ SKOMENTUJ. NAPISZ COKOLWIEK, NAWET ZWYKŁĄ BUŹKĘ ;P*
Wiecie jaka jest zasada na następny rozdzialik ;P
;3
  • awatar Gość: Łuhuhu . :D Rozkręca się . :P
  • awatar Gość: ;)
  • awatar Gość: Świetny, genialny, wprost fantastyczny ;P Nienawidzę Chada, weź go z zabierz z tego wspaniałego opowiadania! Już jest 15 komentarzy, więc mam nadzieje, że wkrótce pojawi się następny ;P Uwielbiam cię dziewczyno ;) Przez twoje wspaniałe rozdziały, zaczęłam się zastanawiać czy nie założyć bloga, jednak stwietrdziłam, że nigdy ci nie dorównam ;P Czekam na kolejny ;P ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

Rozdział XX
-Och, no dobrze -powiedziała Daniell zamykając drzwi i obracając się do przyjaciółki.
Becka przyjrzała się i starała znaleść miejsce, które nie było zawalone husteczkami, ubraniami czy inymi rzeczami. Dziewczyna poprowadziła Bec do kuchni, która była w lepszym stanie niż salon. Rebecka bała się jak wygląda sypialnia.
Przyjaciółki usiadły przy stole. Becka dokładnie przyjrzała się dziewczynie. Oczy zapuchnięte i czerwone od płaczu. Nos także. Włosy miała w wielkim nieładzie, kręciły się one na wszystkie strony. Dziewczyna była ubrana w dwuczęściową piżamę w gwiazdki, która wyglądąła tak, jakby przez cały czas w niej chodziła.
-Jak się czujesz? -zapytała Becka ściskając dłoń przyjaciółki.
Daniell pociągnęła nosem, ale pokręciła głową i spóściła ją w dół, tak, że jej kręcone włosy opadły na twarz.
-O co chodzi? - zapytała Daniell, przerywając rozmyślenia Becki, która uśmiechnęła się i poprawiła na krześle.
-Mój przyjaciel... - jak dziwnie to zabrzmiało- Nie miałaś okazji go poznać, ma na imię Chad i... Chodzi o to, że znajomy Chada potrzebuje partnerki do tańca, ma on jakiś konkurs czy coś...
-Becka, nie jestem teraz w nastroju - zaczęła marudzić.
-Taniec rozwesela - wypowiedziała swój największy argument na TAK.- Poza tym - wymyśliła szybko - jeśli pokażesz, że potrafisz żyć dalej bez Justina, poczuje się on jeszcze gorzej, bo on przez całe dni zamarwia się.
Może nie powinnam tego mówić, pomyślała za późno Becka, ale nie zrobiła nic poza tym, że przywołała na swoje usta uśmiech.
Daniell wyglądała tak jakby zastanawiała się nad propozyjcą, a później westchnęła cięko zwieszając głowę i opierając łokcie na blacie stołu.
-Ale... ja naprawdę nie potrafie bez niego żyć - powiedziała cicho.
-Po prostu pokaż mu, że jest inaczej.
Dziewczyna z powątpieniem pokiwała głową.
-To kiedy mam się z nim spotkać? - zapytała dzielnie po chwili i wyprostowała się, dzielnie podnosząc głowę do góry.
Becka uśmiechnęła się do niej i pokiwała głową. Była z niej dumna.
*
Liam szybko przeszedł przez ulicę i wszedł do mieszkania Daniell. Dopiero kiedy otwierał drzwi, kluczem, który dostał od dziewczyny, przypomniał sobie, że nie są już parą i zawachał się. Jednak zdecydował się wejść, kiedy usłyszał śmiech Daniell. Skoro rozstała się z chłopakiem, nie powinna raczej płakać?
Mimo, iż wiedział, że powinie dać jakiś znak, pokazać, że jest w jej mieszkaniu, podszedł do pomieszczenia z którego dobiegał głos. Pochylił się lekko by zobaczyć dlaczego Dan się śmieje, jednak zatrzymał się raptownie, kiedy zobaczył, że obok jego byłej dziewczyny siedzi Chad. Co on tu do cholery robi?
Nie to, że go nie lubił. Może nie dokońca, tyle, że ten gość już go denerwował. Znał jego znajomych, facet był wszędzie gdzie on. A cierpliwość Liama, mimo, iż wydawało się to niemożliwe, powoli się kończyła.
Pozostał jednak cicho podsłuchując -niesłusznie!- rozmowę toczącą się w kuchni.
-Nie, nie, przestań! - nakazała Dan ze śmiechem - Naprawdę jest taki okropny?
-Nie chciałabyś go poznać!
-No dobra, zakończmy już ten temat. Chciałam o czymś z tobą porozmawiać...
-O co chodzi?
-Zauważyłam, że Becka.... ostatnio zachowuje się inaczej. - powiedziała ostrożenie.
Liam wstrzymał powietrze z uwagą słuchając co takiego Dan chce przekazać.
-Co masz na myśli?
-Chad... Czy coś cię z nią łączy? -zapytała bezpośrednio dziewczyna.
-Chciałbym.... - powiedział cicho. - Ja... rozmawiałem z nią... ona uznała, że zbyt przypominam jej Liama, a ona nie mogła by tego mu zrobić.
Serce mu zamarło gdy usłyszał słowa Chada. Becka mu się podoba? Do cholery, co się tu dzieje? Widać, że Liam ciągle, żyję pięknym snem, bo nie zauważył nadchodzącej burzy o nazwie Chad.
-Tylko z wyglądu - rzekła Daniell. - Nie chce by wyszło na to, że źle życzę Liamowi, ale prawdę powiedziawszy... Becka nie patrzy na wygląd... Ona potrafiła dostrzec we mnie, byłej dziewczynie jej chłopaka, zwykłą porzuconą nastolatkę, a w Liamie... -westchnęła - chłopaka idealnego...
-Idealnego? -zapytał z lekką kpiną Chad.
Liam zrobił się czerwony i czuł się jakby zaraz miał się rzucić na chłopaka. Naprawdę zaczynał go irytować.
-Ale utrzymujecie kontakt? - rzekła Dan, jakby nie usłyszała ostatnich słów Chada.
-Tak... zaproponowałem przyjaźń, ale widzę jak dziewczyna się łamie... Kiedy ją przytulam... ona... odwzajemnia to.
W tym momencie Liam nie wytrzymał i po prostu wybiegł z mieszkania nie zwracajac uwagi na to, że narobił ogromnego hałasu.
Becka pozwoliła przytulić się temu idiocie? Liam był totalnie wkurzony. Wcale nie na Beckę, ona nie była niczego winna. Chłopak pamiętał czasy kiedy sam, chcąc się do niej zbliżyć przytulał ją. Był natomiast zły na Chada.
Liam zdał sobie spawę, że niedługo by było za późno. Po etapie przytulania, nadchodził etap całowania, a tego Li by nie znósł. Tak bardzo ją kochał i nie mógł jej stracić. Nie po tym wszystkim co oboje wycierpieli i przeszli.
Szybko wsiadł w samochód i pojechał do Becki, przekraczając mocno prędkość. Cały czas myślał o ukochanej dziewczynie. Po prostu chciał się z nią zobaczyć, upewnić się, że nadal jest wszystko wpożądku.
Dojechał pod jej dom i prawie biegł, pokonując trawnik. Zadzwonił szybko do drzwi i niecierpliwie zaczął stukać butem. Wkrótce w drzwiach pojawiła się twarz Becki, która wyglądała na wkurzoną, że ktoś coś jej przerwał. Jednak kiedy go zobaczyła uśmiechnęła się szeroko, przez co Liam poczuł się o wiele lepiej.
-Cześć, kochanie - powiedział i pocałował Bekę w usta. Namiętnie.
Chciał po prostu udowodnić sobie i jej, że nadal bardzo ją kocha i jest między nimi coś, czegoś czego nie ma z nikim innym.
-Co to za okazja -zaśmiała się dziewczyna, odsuwając się niechętnie.
-Nie, po prostu chciałem pocałować swoją piękną dziewczynę, więc to zrobiłem. Chyba mam takie prawo?
-Możesz mnie całować kiedy tylko zachesz... -zamruczała, zamykając za nimi drzwi i ponownie całując jego usta. - Wiesz, że to uwielbiam.
Mruknął coś, zbyt zajęty całowaniem jej. Przyparł ją do drzwi, kładąc ręce na jej tali i przyciskając się do niej.
Nagle usłyszeli za sobą, że ktoś bardzo głośno odchrzącha i stuka butami o podłogę. Liam odskoczył szybko od dziewczyny i spojrzął na Conora. Stał z twardą miną wpatrując się w chłopaka.
-Dzień Dobry, proszę pana -powiedział miło i uśmiechnął się.
Conor mruknął coś pod nosem i ruszył w kierunku kuchni. Liam uśmiechnął się do Becki, kiedy dziewczyna pociąnęła go w stronę swojego pokoju. Kazała Liamowi usiąść na łóżku, podas gdy ona wyszła z pokoju. Po chwili wróciła z truskawkami w pudełeczku i usiadła między jego nogami, opierając sie plecami o jego tors. Otworzyła opakowanie i podała chłopakowi połową, drugą zaś zjadła sama.
-Miałam ochotę na truskawę - powiedział od niechcenia i obróciła się do chłopaka całując jego usta.
-Bec... -zamruczał. - Nie kuś... Conor jest tuż obok.
Dziewczyna roześmiała się, ale odsunęła od chłopaka sięgając po polejną truskawkę, którą zjadła sama. Przez chwilę siedzieli w ciszy w końcu Becka wstała i chwyciła Liama za rękę.
-Choćmy się przjeśc. - rzekła - Chciałabym przez chwilę wywinąć się z rąk ochroniarza, jakim jest Conor.
Westchęła cicho i szybkok założyła czarny płaszyk i szpilki tego samego koloru. Miała już na sobie ciemne dżinsy i biały top, a na nim różowy sweterek. Liam założył ponownie kurtkę, którą rzucił wcześniej na łóżko Becki i wyszli z jej domu.
Poroli zapadał zmrok, gdy oni szli przez park, przytuleni i szczęśliwi. Liam miała pewność, że z pewnością są szczęśliwi. Taaa.... Bardzo. Becka zaczęła mu wypominać wypad na lodowisko. Poczuł jak robi się czerowny, jednak także śmiał się ze swoich wyczynów.
-Becka? - zawoałał nagle męski, znienawidzony już przez Liama głos.
Dziewczyna obróciła się, wysfobadzając się z uścisku Li i uśmiechnęła się radośnie. Chłopak poczuł się zazdrosny widząc uśmiech, który był skierowany do nikogo innego tylko Chad.
-Cześć - powiedziała, cała rozpromieniona, albo tak mu się po prostu zdawało.
-Hejka - odpowiedział Chad i przyciągnął dziewczynę do siebie, przytulając.
Krótko, ale jednak ona także odwzajemniła przez te pare sekund uścisk. Liam zrobił się jeszcze bardziej czerwony, tym razem ze złości.
-Muszę ci podziękować - powiedział, wciąż patrząc na Beckę. Tak jakby w ogóle nie zauważył Liama - Daniell zgodziła się. Ulżyło mi bo kumpel ciągle wchodził mi na drogę.
-Cieszę się, ale to naprawdę nie moja zasługa.
-Jak nie twoja? To ty ją namówiłaś. Inaczej nigdy by się niezgodziła.
-Och, zgodziła by się, nie martw się o to. Co u ciebie? - zapytała zerkając przelotnie na Liama.
Jeszcze chwilę i rzucę sie na niego, pomyślał i zacisnął mocno zęby.
-Wiesz pomyślałem, że może... poszli byśmy do kina - po raz pierwszy spojrzał na Liama, przelotnie, ale jednak. - Leci taki fajny film. Druga część "Przed świtem", masz ochotę pójść?
-Ja... Myślę, że z chęcią pójdziemy, prawda Liam - zwróciła się do chłopaka, który ze złości nie mógł nic wykrztusić - Zróbmy taki grupowy wypad do kina. Zadzwoń do Dan, ja... mogłabym zawiadomić moje przyjaciółki... poznasz Weronikę i Carly, choć nie wiem czy ona będzie miała chumor na kino.
-No dobrze- przyznał z niechęcią.
Rozmawiali jeszcze chwilę, podczas gdy Liam stał przez cały czas totalnie wkurzony i patrzył z nienawiścią na Chada.
W końcu pożegnali się, oczywiście Chad musiął znów przytulić Beckę, jedyne co powstrzymywało go przed zabiciem Chada, było to, że nie chciał dokonać zabujstwa na oczach Becki.
W końcu rozstali się z Chadem, więc Liam przestał się już boczyć i objął ramieniem Beckę. Dziewczyna przytuliła się do niego.
-Chad jest fajny, co nie? - zapytała.
Chłopak zesztywniał cały, ale nie odezwał się. Zatrzymał się i zacisnął mocno zęby. Czuł, że jeśli czegoś nie zrobi straci Beckę. A tego absolutnie nie chciał. Musiał się jakoś pozybyć Chada, choć byli rodziną.
-Co się stało? - zapytała z troską w jej słodkim głosie i położyła mu rękę na ramieniu.
-Nic, muszę już iść - odpowiedział szorstko i obrócił się, spychając rękę dziewczyny z siebie.
Kiedy zauważył jej zbolałą minę chciał zawrócić i przytulić ją mocno. Jednak potrzebował samotności by pomyśleć. I to dużo...

_______________
Powiedziałabym, że jest beznadziejny, ale zakazaliście mi tak mówić, więc będę cicho ;P
*Następny rozdział=15kom*
;3
Ps: Wiem, że do niektórych osób już pisałam, ale napisze jeszcze tu ;P
*Jeśli chcecie przeczytać wspaniałe opowiadanie, zapraszam na bloga mojej kochanej Dżagody, która niedawno zaczęła pisać --->http://niki191098.pinger.pl/ <---*
  • awatar Gość: Cud, miód, malinka wprost . :D
  • awatar Belive in Dreams ♥: Co za p**** Chad ! Nienawidzę go! Czy on musi wszystko zniszczyć!? Idiota! I dobrze, że Becka spytała Liama czy z nimi pójdzie, bo jak by nie zapytała to bym chyba sama ich udusiła -.- Chad? Fajny!? Jej się chyba w główce poprzewracało -.- Czekam na następny ; ) haahah no to 15 komentarzy, a nawet i więcej jest więc dodajesz nowy rozdział : D
  • awatar sylwankaa.: świetnyy ! <33 czekam na następny ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Mam trzy sprawy:

1. Naprawdę wieeelkie dzięki za ok. tysiąc owiedzin w mniej więcej miesiąc! Naprawdę ;P
____________
2. Nowy rozdzialik będze jakoś tak za godzinę, dwie... Dziękuje za te komentarze pod ostatnim wpisem;P
____________
3. Macie tu moją brzydką mordkę ;] Grzywka - tym razem na prosto ;>
;3
  • awatar Jaagooooda. ♥: zgaadzam się lepiej na bok ;d ♥
  • awatar This one moment...: Heh, wczoraj miałam tą fryurę na dyskotece szkolnej ;P To już zdjęcie pod koniec, kiedy me włosy się wyprostowały, na początku tak fajnie się kręciły ;> Też uważam, że na bok mi lepiej, ale dziewczyny kazały na prosto, a ich się słucha, chyba że chcesz mieć przechlapane ;P ;3
  • awatar Gość: @.:Ta co buja w obłokach:.: mnie również bardziej się podoba na bok :D ale tak też jest świetnie :D czekam :D i nie ma za co :) Marzena
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział XIX
-Co takiego?! - zawołała Becka, wstając. - Carly, czemu nie jesteś z nim?! On cię potrzebuje!
Przyjaciółka nadal siedziała cicho. Nawet nie spojrzała na Rebeckę. Liam także siedział nieruchomo, jednak on patrzył na dziewczynę ze zmarszczonym czołem. Spotkał Kube jeden raz, rozmawiał z nim niewiele, ale było mu smutno, głównie dlatego, że to przyjaciel Becki.
-On cię kocha, Car!
-Byłam, byłam u niego - wybuchnęła nagle, krzycząc. Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, niczym gorące stumienie. - Przez całą operacje byłam tam! Modliłam się, nadal się modlę by wszystko było dobrze! Ale on... - nadle ucichła, z powrotem siadając na ławce. - Kiedy się obudził, siedziałam przy jego łóżku.... On zobaczył mnie i powiedział bym... sobie poszła... Zaczął coś krzyczeć... Pielęgniarki kazały mi wyjść... Becka, ja... mogłabyś pojechać do szpitala i dowiedzieć się jak się czuje?
-Oczywiście- powiedziała od razu przyjaciółak, przytulając dziewczynę. - Ale pod jednym warunkiem. Pojedziesz ze mną!
-Bec, proszę.... Och, no dobrze - rzekła niechętnie, widząc groźny wzrok Becki.
Dziewczyna złapała Liama i przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę auta chłopaka. Carly podała mu adres i szybko dojechali na miejsce i wpadli jak burza do szpitala. Narobili trochę zamieszania w recepcji, ale chwilę później byli już przed drzwiami pokoju, który zajmnował Kuba.
-Ja wejdę pierwsza, dobrze? - powiedziała z wachaniem do Carly.
Dziewczyna pokiwała głową i usiadła na krzesełku, tym czasem Bec otworzyła powoli drzwi i wślizła się do środka. Kuba był przytomny, otwworzył oczy i spojrzał na przyjaciółkę. Był strasznie blady, miał wielkie cienie pod oczami i zapadłą twarz. Nie przypominał pełnego życia chłopaka, którego ulubionym zajęciem było obściskiwanie się wszczędzie gdzie tylko mógł ze swoją energiczną i szaloną dziewczyną.
-Cześć - powiedziała z wachaniem. -Wyglądasz... dobrze.
-Dobrze? - chłopak roześmiał się cicho, jednak po chwili jego śmiech przemienił się w jęk bólu. - Wygądam jak pół dupy zza krzaka.
-Nie jest tak źle.. - Kuba spojrzał na nią złym wzrokiem - No, dobrze, masz racje. Wyglądasz jak dupa.
Chłopak uśmiechnął się i spojrzał znacząco na krzesełko przy łóżku. Becka podesza do niego i usiadła na wskazanym miejscu. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej, choć miał lekki uśmiech na twarzy.
-Co się stało? - zapytała cicho.
-Och, Becka to takie głupie z mojej strony. Kiedy pokłóciłem się z... nią - nie mógł nawet wypowiedzieć jej imienia - wściekły wyszłem z domu i... można powiedzieć, że cudem uniknęłem śmierci... Wzięłem motor brata i... niewyrobiłem na zakręcie, wpadając na drzewa... Później nic nie pamiętam, aż do momentu kiedy... -przerwał.
-Aż do momentu, kiedy zobaczyłeś Carly. - dokończyła cichutko.
-Tak - przyznał zamykając oczy.
-Kuba... powinieneś z nią porozmawiać - powiedziała pewniej.
-Nie mogę.... tak bardzo ją skrzywdziłem - jęknął. - Kiedy ją zobaczyłem... na początku chciałem ją przytulić, siedziała cicha i krucha... niczym porcelanowa laleczka. Nie mogłem.... Becka... moje nogi -jęknął. - Motor bardzo przygniótł mi nogi, lekarze... jest mała szansa, że będę chodził..
-Co takiego?! - Becka spojrzała na przyjaciela z przerażeniem.
Nie, to nie może być prawda. Kuba.... Uwielbiał biegać, był najlepszym biegaczem w szkole, kiedyś codziennie wyciągał ją na poranne biegi... a teraz...
-Kuba... jesteś pewny... To chyba jakiś żart... Poza tym Carly...
-Nie chce by przywiązywała się do kaleki i była ze mną tylko ze względu na litość! - powiedział gniewnie, ale zaraz odetchnął i uspokoił się -Przepraszam.
Trwali chwilę w ciszy. Becka wciąż nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
-Carly nigdy nie trwała by w nieszczęśliwym związku - powiedziała cicho.
Zaintrygowany chłopak podnósł głowę, patrząc na nią z dziwnym wyrazem.
-Raz zerwała z chłopakiem tylko dla tego, że jadł szpinak... Myślisz, że była by z tobą z litośći? Ona cię kocha, Kuba.
-Nie rozumiesz mnie Bec. Nie chce ranić jej, ale w jakimś stopniu, wiem uznasz, że jestem samolubny, ja także nie chce cierpieć...
-Kuba... Musisz z nią porozmawiać.
-Ona nie zechce ze mną gadać.... Nienawidzi mnie!
-Nie nienawidzi cię! Tak właściwie to czeka z Liamem w na korytarzu...
-Co? - zapytał ździwiony.
-Mam ją przyprowadzić?
Kuba zamknął oczy i pochylił głowę intensywnie myśląc. Tak bardzo chciał.... by tu przyszła. Chciał by zapewniła go, że wyszstko będzie w pożądu, chciał by go przytuliła i kochała. Tylko, że za każdym razem gdy widział jej smutną twarz.... cierpiał myśląc jak ona cierpi.
-Dobrze - powiedział nagle wbrew sobie.
No może nie całkiem, bo wolał cierpieć, niż nie widywać się z nią... Nawet jeśli miał być to oficjalny koniec ich związku.
Rebecka pokiwała głową i pochyliła się nad przyjacielem, całując jego policzek. Wyszła szybko i wpokazała rąką Carly, by weszła. Dziewczyna wstała szybko i zniknęła w pokoju.
-Jak myślisz, pogodzą się? - zapytał Liam, w drodzę do samochodu.
Objął ją mocno ramieniem i przyciągnął do siebie, całując w czoło.
-Mam nadzieje, że tak -westchnęła i przytuliła się do chłopaka.


Becka szybko wstała i zeszła na dół w piżamie i lekko otworzyła drzwi, tak by gość nie zauważył jej ubioru. Ździwiła się gdy zobaczyła Chada stojącego z wielkim uśmiechem.
-Hm... Cześć - powiedziała cicho.
-Cześć... Zaprosisz mnie?
Becka spojrzała na swoją piżamę i żabki i przymknęła na chwilę oczy. Jestem nienormalna, pomyślała otwierając szerzej drzwi.
-Wejdź... Pójdę się tylko przebrać - mruknęła i pokazła mu drogę do salonu.
Chłopak usiadł na kanapie, tymczasem Becka szybko uciekąła do swojego pokoju. Założyła szybko (http://www.faslook.pl/collection/luz-51/) jasne rurki i bały top z nadrukiem okularów. Naciągnęła na siebie niebieską bluzę i podwinęła jej rękawy do łokci. Włosy rozczesała i zawiązała na nich bandamkę. Wciągnęła na nogi beżowe trampki i pomalowała delikatnie rzęsy.
Szybko zbiegła do czekającego na nią gościa i z zainteresowaniem usiadła naprzeciwko.
-Czemu... czym zawdzięczam tą wizytę? - zapytała tak oficjalnie, że prawie się roześmiała.
-Przyszedłem tylko odwiedzić moją piękną przyjaciółkę. - rzekł z uśmiechem.
Becka zarumieniła się, ale nic nie powiedziała. Wolała siedzieć cicho, niż palnąć coś bez sensu.
-A tak właściwie, to chciałem byś mi w czymś pomogła... - powiedział po chwili przerywając ciszę.
-Tak? - uniosła lekko brew.
-Wiesz... chciałbym byś umówiła mnie z Daniell.
-Co takiego?! - oczy Becki wyszły z orbit.
-Nie, nie o to chodzi! Musze się z nią spotkać, bo chciałbym... to strasznie głupio zabrzmi... -Bec podniosła jedną brew - wynająć ją.
-Ale do czego?
-Chodzi o to, że partnerka mojego przyjaciela złamała nogę.... Poprosił mnie bym mu pomógł, bo jedzie na jakiś konkurs tańca... Nie wiem, nie znam się na tym. Wwtedy przypomniałem sobie, że Liam chodził kiedyś z Dan i.. ty się z nią przyjaźnisz, więc pomyślałem, że mi pomożesz... -powiedziął z nadzieją.
-Chad -rzekła bezradnie - Ja.. nie wiem czy...
-Wiesz co, masz racej! - przerwał jej, wstając - To idiotyczny pomysł... Ona nigdy by się nie zgodziła.
-Chad, poczekaj- równiż wstała i złapała go za łokieć by nie odszedł. - Chodziło mi o to, że porozmawiam z Daniell i spytam ją o to...
-Och, Becka naprawdę ci dziękuje - powiedział i przytulił ją nagle.
Dziewczyna automatycznie, zanim zdała sobie sprawę co robi, odwzajemniła uścisk, wtulając się w chłopaka. Kiedy jednak uświadomiła to sobie, szybko się odsunęła i uśmiechnęła pocieszająco do Chada.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, niczym dobrzy znajomi, którymi, Becka miała nadzieje, że zostaną, po czym odprowadziła go do drzwi, gdzie tak jak wcześniej, Chad pochylił się i pocałował ją w policzek.
Pomachała mu i kiedy zniknął z pola widzenia, czym prędzej popędziła do pokoju się przebrać. Zdjęła ciuchy i założyła (http://www.faslook.pl/collection/2938/) czarne rurki i jasnoniebieski top. Na to wciągnęła błękitny, długi i duży sweter i czarne trampki. Od niechcenia zawiąząła na szyji apaszkę i włożyła telefon do kieszeni.
Zbiegła do kuchni i zastała tam Justina siedzącego przy stolę, który z rozpaczą patrzył na wyświetlacz komórki. Pewnie dzwonił tysiące razy do Daniell, a ona nie odbierała.
Siostra poklepała przyrodniego brata po plecach, chwyciła jabłko i wybiegła z domu.
Podała kierowcy numer Daniell, po czym rozparła się wygodnie na tylnym siedzeniu, próbując przemyśleć całą tą przyjaźń z Chadem. Przecież nie była by taka zła, prawda? Chad mógł.... być dobrym przyjacielem. Potrafił słuchać, ale także rozmawiać.
Tylko przeszkodą było, to, że ostatnio mu skłamała. Powiedziała, że nieprzeszkadza jej, że wygląda jak Liam, jednak to właśnie bolało ją najbardziej. Chciała podejść do niego i uściskać. Chciała go... pocałować.
Nie, nie, nie, nie! Problem polegał właśnie na tym, że Chad... był jej równie bliski jak Liam, choć nie miała pojęcia czemu....
-Wysiada, panienka? - w jej myśli przedarł się zniecierpliwiony głos taksówkarza.
Becka rozejrzała się dookoła i z zaskoczeniem odkryła, że jest już na miejscu. Szybko zapłaciła niemiłemu facetowi i wysiadła z auta. Stanęła przy drzwiach i zadzwoniła. Wkótce ( czytaj. 10 minutach) pojawiła się rozczochrana i zapłakana Daniell. Na widok Becki jej kąciki ust zadrgały jednak za chwilę znów podpadły przygnębieniu.
-Mam.. mam małą sprawę. - powiedziała Bec, wchodząc do środka.

_______________________

Rozdzialik do kitu ;P
Ale co tam ;]
*Natępny rozdział = 15 kom*
Przepraszam, że nie kometuje i nie czytam waszych wpisów.
Już się do tego zabieram, ostatnio nie mam prawie w ogóle czasu, czytam tylko niektóre rozdziały, ale dziś wszystko nadrobię, obiecuję.
Jeśli o kimś zapomnę , to proszę napisz do mnie wiadomość na priv, ok?
No to tyle ;P
  • awatar Gość: Jprdl, jak mi tego opowiadania ( i wiele innych oczywiście ) brakowało przez te 2 tygodnie . -.- Bez was byly jak lata ... Kocham Cb i to opowiadanie . :) Już się zabieram do części kolejnej . :D
  • awatar Jaagooooda. ♥: Świetny .♥ ;* I like it ;D
  • awatar Gość: Jak miło być komentarzem za który będzie nowy rozdział. Cudo <3 !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Moje i Dżagody wyczyny na Fizyce ;P
Udowadniamy, że możemy mieć napady weny w różnych dziedzinach ;]

PS: Rozdzialik pojawi się jutro po podłudniu, jak wrócę ze szkoły czyli jakoś o15 ;P
  • awatar Mini waariatkowo ;D: Naasze arcydzieło. Taakże na tej oto fascynującej lekcji powstał mój rozdział. ;P
  • awatar This one moment...: Moja strona ( podzieliliśmy kartkę z końca zeszytu na pół) wyszła badziewna ( Dżółtek) Dżagoda żaś narysowała to ślicznie ;P ;3
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: O matko... :D Kolorowo :P Widać fizyka rozwija kreatywność ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›